TVN skręca w prawo? Są pierwsze sygnały, ale to nie efekt nowych właścicieli, tylko zbliżających się wyborów

Jarosław Kuźniar zniknął z "pierwszej linii" w TVN24.
Jarosław Kuźniar zniknął z "pierwszej linii" w TVN24. foto: TVN/ Krzysztof Dubiel
Przeniesienie Jarosława Kuźniara z TVN24 do TVN to – według wielu prawicowych komentatorów – zapowiedź wielkich zmian i realizacji ich marzeń, związanych z zakupem stacji przez amerykański koncern Scripps. TVN będzie skręcał w prawo, ale nie z powodu konserwatyzmu jego właścicieli, tylko zbliżających się wyborów, które mogą doprowadzić do przejęcia władzy przez PiS. Jak dowiadujemy się w TVN, to właśnie dlatego z "Wstajesz i wiesz" miał pożegnać się Jarosław Kuźniar.


Kiedy w marcu ogłoszono, że amerykański koncern Scropps Network Interactive kupi TVN, prawica wpadła w zachwyt. Zarówno niepokorni, jak i politycy PiS liczyli, że stacja straci swój liberalny i centrowy charakter, a zacznie hołdować konserwatywnym wartościom. Pisał o tym w naTemat Michał Gąsior. Tak mogłoby się stać, gdyby telewizję kupił Australijczyk Rupert Murdoch, właściciel m.in. prawicowej telewizji Fox.


Wątłe przesłanki
Ale wystarczyło, że firma wywodzi się ze stanu Ohio (gdzie ponad połowa mieszkańców deklaruje religię jako "bardzo ważną w ich życiu") i ma główną kwaterę w Tennessee, gdzie ponad 80 proc. mieszkańców deklaruje się jako chrześcijanie. Czynnikiem przemawiającym za konserwatyzmem miała być też historia firmy sięgająca lat 80. XIX wieku. Ale to wszystko fałszywe przesłanki, bo równie dobrze moglibyśmy oczekiwać, że Janusz Palikot będzie konserwatywny, bo jest ze ściany wschodniej.

Zresztą historia firmy pokazuje, że jej twórcy bliżej było do liberałów niż do konserwatystów. Od początku E.W. Scripps chciał wydawać gazety dla mas, oparte na krótkich tekstach, zrozumiałych także dla słabiej wykształconych. Do tego koncern namawiał wydawców gazet do promowania równouprawnienia kobiet.

Z dala od polityki
Co prawda decydujący wpływ na firmę nadal ma rodzina założyciela, ale nie bierze ona udziału w codziennym zarządzaniu firmą. Familia Scrippsów, która dzisiaj liczy ok. 60 osób, kontroluje 2/3 głosów na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy, spotyka się dwa razy do roku, by podjąć strategiczne decyzje.


Trudno więc oczekiwać, by tak duże grono było spójne światopoglądowo. Przeczą temu też twarde dane. Firma Scripps od 1989 r. wpłaciła na kampanie wyborcze nieco ponad 108 tys. dolarów. Partia Republikańska dostała 61 tys., a Demokraci pozostałe 47 tys. Trudno uznać to za różnicę, która daje podstawę do nazwania Scrippsów Republikanami. Jak na spółkę o przychodach ponad 2,7 mld dolarów, to grosze. To grosze także w zestawieniu z wydatkami najbardziej hojnych sponsorów. Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi sam Michael Bloomberg wydał na wspieranie polityków ponad 28 mln dolarów.

Rozrywka, nie polityka
Nie należy wyciągać też zbyt pochopnych wniosków z faktu, że do firmy należy kanał Great American Country. Jego założenie wynikało raczej z potrzeby przygotowania oferty dla mężczyzn, bo wcześniej firma skupiała się na produkcjach dla kobiet. Jej produktem flagowym jest Home & Garden TV, docierająca do prawie 100 mln Amerykanów. Jak opisuje Bloomberg, stację oglądają przeważnie kobiety z grupy komercyjnej z dochodami wyższymi niż przeciętne. Podobnie jest z Food Network czy The Cooking Channel. Do mężczyzn skierowany jest kanał DIY Network opowiadający o majsterkowaniu.
Za sukcesem stacji stoi Kenneth W. Lowe, związany ze spółką od ponad trzech dekad, od ponad siedmiu lat jej prezes. To on z lokalnego koncernu skupiającego prowincjonalne gazety oraz stacje radiowe i telewizyjne rozwinął go w firmę prowadzącą międzynarodową ekspansję. Jest też członkiem rady nadzorczej agencji Associated Press, więc tematyka informacyjna nie jest mu obca.

Wiatr zmian
Ale to nie znaczy, że Lowe zacznie zarządzać pionem informacyjnym TVN. Tam rządził i nadal będzie rządził Adam Pieczyński. Nowi właściciele od początku zapewniali, że nie planują rewolucji. Wręcz przeciwnie – to oni będą się uczyć, jak zarabiać na newsach. A osobą, która może im to pokazać jest właśnie Pieczyński. Jak opisuje w wywiadzie dla "Forbesa" Mariusz Walter, dzisiaj honorowy prezes TVN, to Pieczyński wbrew prawom rynku stworzył TVN24 i zrobił z niego dochodowy biznes.
A częścią tego jest wyczuwanie koniunktury, także politycznej. Dzisiejsze sondaże nie pozostawiają złudzeń – jesienią władzę przejmie PiS. Wystarczy kilka tygodni, by wymienić rady nadzorcze i zarządy kluczowych spółek Skarbu Państwa, po kilkunastu miesiącach platformiane złogi zostaną usunięte z niemal wszystkich firm. A to niechybnie będzie oznaczało spadek wpływów reklamowych firmy. Do tego PiS już ma plan przejęcia Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Pierwsza ofiara: Kuźniar
Dlatego w TVN24 już widać zmianę rozłożenia akcentów. Najbardziej wyraźnym sygnałem, że idzie nowe, jest odejście z TVN24 Jarosława Kuźniara, prowadzącego poranne pasmo "Wstajesz i wiesz". Kuźniar był jedną z najbardziej wyrazistych postaci kanału, z wyraźnie anty-PiS-owskimi poglądami, które wyrażał w internecie i okazywał na wizji.

Jak dowiadujemy się od osoby zbliżonej do sprawy, niedawno dziennikarz dostał od swojego szefa Adama Pieczyńskiego wybór: albo przeniesiesz się do mniej eksponowanego programu, albo pożegnamy się w ogóle. Kuźniar porzucił więc poranki w TVN24 i został współprowadzącym śniadaniowy program "Dzień Dobry TVN". Oficjalnie po to, by mieć więcej czasu na zajęcie się swoim podróżniczym biznesem. Ale dotychczas radził sobie z łączeniem obowiązków.

Im bliżej wyborów, a szczególnie tuż po nich, tych zmian może być więcej. Ale marzenia niepokornych, że to oni zajmą miejsca Sobieniowskiego, Kajdanowicza czy Pochanke, są na wyrost. Po pierwsze nie potrafiliby tego zrobić. Po drugie, władze TVN znają się na biznesie i wiedzą, że nawet skrajnie PiS-owskich mediów nikt by nie oglądał. Wystarczy spojrzeć na słupki oglądalności Telewizji Republika.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl