Tak Syryjczycy protestują w Urugwaju
Tak Syryjczycy protestują w Urugwaju Fot. Screen/youtu.be/zClr89Qweo0

Na drugą półkulę przyjechali w ubiegłym roku. Pięć rodzin, dokładnie 42 osoby. Dzieci już nauczyły się rozmawiać po hiszpańsku, ale rodzice nie dają rady. Ich rozczarowanie jest tak ogromne, że postanowili zaprotestować. Poszli pod pałac prezydencki i od kilku dni domagają się przeniesienia do innego kraju. Nie okazują wdzięczności. Czują się oszukani. A władze w Montevideo najwyraźniej uginają się pod ich presją.

REKLAMA
Sami wyjechać nie mogą, bo nie mają urugwajskich paszportów. Ale najchętniej wróciliby do domu, do Syrii. Albo do Libanu, skąd przybyli. Tyle, że tam nie chcą ich przyjąć. Libański rząd kategorycznie już powiedział ”nie’.
Dobry prezydent pomoże
Niezrażony prezydent poprosił jednak uchodźców, by wybrali inny kraj. Daje im całkowitą dowolność. I gwarancję, że władze w Montevideo zrobią dla nich wszystko. – Urugwaj robi dla uchodźców co w jego mocy. Zaproponowaliśmy im, by wybrali dowolny kraj, do którego chcieliby się udać, a rząd porozmawia z władzami tego państwa, by sprawdzić, czy ich przyjmą. Nie zabraniamy im wyjechać, ale musimy wiedzieć, który kraj ich przyjmie – powiedział dobrodusznie prezydent kraju Tabare Vazquez, cytowany przez agencję AP.
A Syryjczycy odpowiadają: ”Gdziekolwiek, byle nie do Urugwaju!”. Przed siedzibą prezydenta rozbili namioty i czekają na walizkach. Dosłownie. Twierdzą, że życie w tym kraju jest bardzo drogie. Że obiecywano im miesięczne zarobki rzędu 1500 dolarów, a o takich mogą tylko pomarzyć. Że mają problemy z wyżywieniem swoich dużych rodzin. Że czują się oszukani, bo mówiono im, że w tym kraju życie jest tanie, a to wcale nieprawda.
– Tu nie ma dla nas przyszłości. Nie mamy pracy – cytuje niektórych AP. Jeden z uchodźców mówi, że pracuje w szpitalu i zarabia 380 dolarów, niewiele więcej niż wynosi minimalna płaca w Urugwaju. – A mam żonę i trzech synów. Jak zarobię na życie, gdy pomoc rządu się skończy? – pyta. Inni boją się, że w ogóle stracą dach nad głową.
Nie było obietnic bez pokrycia
Prezydent tłumaczy, że uchodźcy doskonale znali warunki. Nikt niczego nie ukrywał, wszystko – przed ich przyjazdem – zostało dokładnie wyjaśnione, co i jak. Uchodźcy dostali tymczasowe dokumenty. Przez dwa lata mają zagwarantowaną pomoc rządu. Nie było żadnych obietnic bez pokrycia.
CNN rozmawiał z tymi uchodźcami. I ewidentnie widać, że młode pokolenie bardzo dobrze odnalazło się w nowych warunkach. Dzieci chodzą do szkół, mają hiszpańskojęzycznych kolegów i bardzo im się tu podoba. Jedna z dziewcząt mówi, że nie nosi już chusty i ma chłopaka, Urugwajczyka. 18-letnia Aisha al Mohamed też opowiada amerykańskiej stacji, że podoba jej się życie w Urugwaju. Zrobiła już nawet kurs profesjonalnego makijażu. Ale jej matka chce wracać do Syrii.
”I bardzo dobrze, odesłać ich do Syrii” – takie komentarze najczęściej pojawiają pod wieściami z Urugwaju. Jedna z rodzin próbowała już zresztą wyjechać do Syrii na własną rękę. Zaledwie kilka tygodni temu, w sierpniu. Bez ważnych dokumentów utknęła jednak w Turcji na lotnisku. Po czym została zawrócona. Do Urugwaju.

Napisz do autorki: katarzyna.zuchowicz@natemat.pl