Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli.
Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli. Fot. Tomasz Szambelan / Agencja Gazeta

Uchodźcami, których przyjmie Polska, ostatecznie zajmą się samorządy. – Mam swoje problemy, swoich mieszkańców, którym trzeba pomóc. Ale mówi się, że to Unia miałaby finansować przyjęcie uchodźców. Jeśli tak, to ja bardzo chęt... może nie chętnie, ale wypełnię swój obowiązek – mówi Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli.

REKLAMA
Każda parafia ma przyjąć uchodźców, pojawią się więc także w pana mieście. Co pan na to?
To bardzo, bardzo, bardzo trudny temat. W zależności od tego, czy spytałby mnie pan jako katolika, jako prezydenta miasta i jako zwykłego obywatela odpowiedź byłaby różna. Na pewno musimy wykonywać zobowiązania wobec Unii Europejskiej, bo Unia nas wspierała, daje nam pieniądze. Nie możemy powiedzieć, że ten problem kompletnie nas nie dotyczy.
Nie, on dotyczy całej Europy. Przyjęliśmy Traktat z Maastricht i nie możemy postawić na granicach karabinów maszynowych i powiedzieć, że nikogo nie wpuścimy. Trzeba przyjąć najmniej uchodźców, jak to tylko możliwe. Ale jaka to jest liczba, nie jestem w stanie powiedzieć: czy to będzie 2 tys., 2,5 tys. czy 8 tys. Ale największy problem mają Niemcy, bo tam z powodu głęboko zakorzenionego multi-kulti są bardzo otwarci na uchodźców.
Nie można też ulegać tym, którzy próbują nas przekonać, że wszyscy uchodźcy to przestępcy. Wszyscy się tego boimy, ja też, bo to niekontrolowany napływ ludzi. Trzeba odróżnić imigrantów ekonomicznych od tych, którzy uciekają z powodu wojny.
Ile osób byłaby w stanie przyjąć Nowa Sól? Pan ma jakieś wolne zasoby?
Nie mam. Nie mam, bo mam swoje problemy, swoich mieszkańców, którym trzeba pomóc. Ale mówi się, że to Unia miałaby finansować przyjęcie uchodźców. Jeśli tak, to ja bardzo chęt... może nie chętnie, ale wypełnię swój obowiązek. Zrobię, co do mnie należy jako obywatel tego kraju, jako obywatel Europy, jako prezydent Nowej Soli.
Uchodźcy mają być równolegle rozmieszczeni, ale przecież będą mogli się dowolnie przemieszczać. Większość wyjedzie na Zachód, ale część może potworzyć getta w dużych miastach. Co z tym zrobić?
Dla nas to wszystko jest nowe, nie mamy doświadczenia jak sobie z tym radzić. Ale to podobnie jak z eksmisją ludzi dzisiaj. Jest facet, który biega z siekierą i straszy ludzi, sąd każe go eksmitować. Ale gdzie? Bo u nas nie ma eksmisji na bruk. Socjaliści mówią, że nie można wyrzucać ludzi na bruk. Ale gdzie ja mam go umieścić? Przecież inni ludzie nie chcą, żeby im ktoś biegał z siekierą po klatce.
Tu jest podobnie: gdzie tych ludzi ulokować? Czy będą chcieli iść do pracy, uczyć się języka, asymilować się? Jest wiele znaków zapytania.
Podnosi się argumenty ekonomiczne: społeczeństwo się starzeje, nie ma chętnych na najmniej płatne miejsca pracy, dla najsłabiej wykształconych, może uchodźcy wypełnią tę lukę.
Z tego co słyszałem, to ci Syryjczycy nie są źle wykształceni: są informatycy, sporo aptekarzy, lekarze. Proszę też pamiętać, że Europa Zachodnia rozwinęła się dzięki imigrantom. Ale są też tacy, którzy chcą tylko żyć z socjalu. Przecież większość z nich chce mieszkać w Niemczech i to one mają największy problem. Ale nie możemy się od nich odwrócić.
Ja też byłem emigrantem. Stan wojenny zastał mnie we Wiedniu, byłem gastarbeiterem na budowie. Austriacy nie wyganiali mnie z kraju, nie szczuli psami, tylko traktowali mnie przyzwoicie. Moi koledzy wyemigrowali do wielu krajów, np. do RPA, gdzie też mogli powiedzieć "nie, szlaban dla Polaków". Musimy się zachować honorowo, bo jesteśmy narodem europejskim i nie możemy odwracać się od ludzi, którzy giną. Proszę sobie przypomnieć to zdjęcie dziecka na plaży...
Cieszy mnie zachowanie Kościoła. Nie wiem ilu przyjąć, nie wiem jak, ale wreszcie Kościół pokazał ludzką twarz. Politycy dyskutują nad ochroną zarodków, o tym, od którego tygodnia mamy do czynienia z życiem... Oczywiście uważam, że życie trzeba chronić, ale nie znam się na szczegółach, o których tak ostro debatowano. Ale to dotyczyło istot, które są zamrożone w azocie, a tutaj giną żywi ludzie.
To nieważne, że to wyznawcy innej wiary. To stworzenia boskie, Bóg je stworzył. Oczywiście oni wierzą w innego Boga, ale my uważamy, że Bóg jest jeden. Nie możemy powiedzieć "a, nas to nie obchodzi, niech sobie zdychają, bo nas interesuje utrzymanie status quo".
Czuje się pan poinformowany, uspokojony dyskusją polityczną na temat uchodźców?
Bardzo źle to oceniam. Politycy robią wszystko, by wzbudzić w nas emocje. Nie kierują się dobrem Polski, tylko chcą wprowadzić Polaków na ścieżkę emocji. I ta, która wzbudzi silniejsze pozytywne emocje wobec siebie, a negatywne wobec przeciwnika, wygra wyborcy.
Dzisiaj mamy chyba najsilniej rozbujane emocje społeczne od czasu stanu wojennego. Brat z bratem siada przy rosole po niedzielnym kościele i skaczą sobie do gardeł. A politycy to wykorzystują, według tego, co podpowiedzą im spindoktorzy. Robią badania socjologiczne, sondaże i na ich podstawie politycy rozbudzają w ludziach emocje. To nie ma nic wspólnego z dobrem tego kraju, z uczciwością. To tylko walka o władzę.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl