Kongres Kobiet już za nami. Jakie wrażenia? Mieszane.
Kongres Kobiet już za nami. Jakie wrażenia? Mieszane. Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta

Na pewno wiele się nauczyłam, poznałam masę ciekawych kobiet i ich historii, miałam okazję obserwować osoby, które są dla mnie w wielu kwestiach autorytetami. Nie doznałam jednak takiego zastrzyku energii, na jaki liczyłam. Wiem, że nie jest to główne zadanie Kongresu, ale podobnie jak wiele innych kobiet, czekałam na to. Pod tym względem tegoroczna Manifa zdecydowanie wygrała.

REKLAMA
Czegoś zabrakło
Porównanie Manify i Kongresu Kobiet nie jest trafne, wiem to. Są to jednak jedne z ważniejszych kobiecych i feministycznych wydarzeń tego kraju. Są zupełnie inne i to właśnie jest ich mocą. Mam jednak wrażenie, że Kongres w tym roku nie do końca spełnił oczekiwania. Rozmawiałam na ten temat z jedną z uczestniczek wydarzenia. Młoda kobieta, która nie po raz pierwszy w nim uczestniczyła – W tym roku widzę różnicę, że jest znacznie mniej osób, uczestników. Być może dlatego, że jest inne miejsce i inaczej to funkcjonuje tutaj. Jest inna atmosfera, nie jest tak żywiołowa, jak we wcześniejszych latach bywało.
Torwar nie pomógł. Pomimo, iż hala i scena główna wyglądały imponująco, to na pewno o wiele trudniej było je zapełnić. Za duża przestrzeń nie dała nam poczuć tej bliskości. Szczególnie początek drugiego dnia był, jak to określiła moderatorka Kinga Rusin: „kameralny”. Szkoda.
Wielki plus za organizację
Wolontariuszki robią znakomitą robotę. Część z nich jest pierwszy raz, część jest już „weterankami” Kongresu. Rozmawiałam na ten temat z dwiema z nich: „Dlaczego tu jestem? Z przekonania.”
Czy wymaga to od was dużo poświęcenia? Czy jest to tylko i wyłącznie czysta przyjemność?
Wolontariuszka Kongresu Kobiet: Szczerze mówiąc jest to tylko przyjemność. „Ból egzystencjalny” odczuwa się dopiero wieczorem, po wszystkim. Ale wszystko odbywa się w przyjaznej atmosferze. Każdy jest tutaj, bo chce. W związku z tym spotykamy się tylko i wyłącznie z pozytywnymi reakcjami.
Planujecie już być za rok?
Nie, bo z założenia nie wybiegam tak daleko w przyszłość. Tylko i wyłącznie dlatego.
A miałyście okazję być na panelach, które same sobie wybrałyście?
Praca wolontariusza nas zobowiązuje i staramy się pomagać osobom, które tu są. Bo po to głównie tu jesteśmy. Ale oczywiście w miarę możliwości wymieniamy się i czasami przez krótką chwilę skorzystamy też z tego, aby popatrzeć, czy chwilę podyskutować na tematy, które nas interesują.
Jak to obserwuję od dwóch dni, wszyscy są wobec siebie życzliwi. Czy z waszego punktu widzenia też tak to wygląda?
Tak, jak najbardziej. Nie miałyśmy trudnych doświadczeń, nie miałyśmy tak zwanego „gaszenia pożarów”. Myślę, że jest miło i każdy dla siebie znajdzie to co chce.
Dużo jest kobiet w wolontariacie w tym roku?
Sporo, kilkadziesiąt. Zarejestrowało się dużo, stawiło się troszkę mniej, ale dajemy radę. Co ważne, nie tylko kobiety są w wolontariacie. Są też mężczyźni, o czym często zapominamy.
Z punktu widzenia uczestniczki, wolontariuszki sprawdziły się w stu procentach. Rzeczywiście, nie było sytuacji trudnych, czy potencjalnie konfliktowych. Czuć było szacunek kobiet wobec siebie i to, że na te dwa dni wszelkie niesnaski odeszły na bok.
Iskrzące rozmowy
Jeżeli były spięcia to merytoryczne. Tutaj zdarzały się ogromne emocje, między innymi na panelu, którym opiekowała się Kazimiera Szczuka – Centrum Kultury. W małej sali było kilkadziesiąt osób, miejsce wypełnione po brzegi. Taki tłum przyciągnęła dyskusja o polityce kultury. W kraju, w którym czytelnictwo osiąga 1,5%, emocje były ogromne. Szczególnie silne emocje wzbudziła Manuela Gretkowska, która poruszyła temat braku dofinansowywania artystów.
Manuela Gretkowska
pisarka, panelistka VII Kongresu Kobiet

Artyści są w sytuacji beznadziejnej. Żyją w społeczeństwie niekulturalnym. Proszę zobaczyć na poczytność książek, a raczej na niepoczytalność kulturalną społeczeństwa. Plus państwo, które ma kompletnie artystów gdzieś. (…) Zabrano pieniądze artystom z podatków, czyli nie mogę czuć się artystą. Muszę bulić jak przedsiębiorca 1000 złotych na ZUS, a zabrano mi wszelkie ulgi.

Dyskutowano na ten temat półtorej godziny, a temperatura w sali rosła. Myślę, że właśnie na takie emocjonujące, ale też merytoryczne dyskusje kobiety tego dnia liczyły. Podobnie było też podczas dyskusji „Media bez kobiet”. Przed rozpoczęciem Kongresu pisałam, że będzie mnie ona interesować szczególnie. I faktycznie, nie zawiodłam się.
Media bez kobiet? Sprawa do przemyślenia
Jak we wprowadzeniu do dyskusji powiedziała Eliza Michalik – Badania mówią, że kobiety w mediach w przeważającej większości pracują na stanowisku researchera, czyli wyszukują informacje. Najważniejsze decyzje podejmują mężczyźni. (…) Tylko 20% ekspertów stanowią kobiety. Czasami tylko jedna opinia na siedem, wypowiadana w mediach, należy do kobiet. Najważniejsze tematy są oddawane do komentowania mężczyznom.
Paulina Młynarska zauważyła również brak w polskiej telewizji dużego, wieczornego, ostrego, złośliwego, jadącego po bandzie, nowoczesnego talk-show opiniotwórczego, którego gospodynią byłaby kobieta.
Męski punkt widzenia
W dyskusji wziął również udział Robert Biedroń, który pokazał sprawę szerzej – Muszę powiedzieć, że jak słucham wypowiedzi moich koleżanek, to bardzo się z tym identyfikuję. Nie tylko przez mój identyfikator, który określa mnie dzisiaj „panelistką”. Co jest bardzo miłe, bo z reguły, jak panie macie identyfikatory to jesteście „panelistami”. Cieszę się, że choć raz my czujemy się tak, jak wy na co dzień.
Robert Biedroń
prezydent Słupska, panelista VII Kongresu Kobiet

Muszę wam powiedzieć, że cholernie czuję takie wkurzenie, które wy możecie czuć. Przez wiele lat słuchałem tych wszystkich mądrych facetów, którzy siedzieli w tych wszystkich mądrych programach i oni zawsze lepiej wiedzieli co z tymi gejami trzeba zrobić, jak ich traktować, czego oni chcą. (…) Byłem zawsze wściekły, że oni wiedzą lepiej czego ja chcę. I myślę sobie, że takie same wkurzenie, możne dotyczyć kobiet. Kiedy ogląda się programy, w których mówi się o aborcji, kiedy mówi się o parytetach i nie ma po prostu kobiet w tym programie. Ja byłbym wkurzony.

Obecny był także Tomasz Lis, który włożył kij w mrowisko i wymienił, jak wiele kobiet jest wokół niego w świecie zawodowym. Pozornie kłóciło się to z wizją, którą potwierdzają badania – Przyznam szczerze, że nie wynika to z tego, że jestem głęboko przywiązany do parytetu. One są moimi współpracowniczkami, zajmują eksponowane stanowiska, wyłącznie z jednego powodu: są świetne. Są kompetentne, są sto razy mniej chimeryczne niż mężczyźni, są systematyczne, są lojalne, są metodyczne, są twórcze.
Dyskusja nie opierała się tylko i wyłącznie na bałwochwalczych opiniach pod adresem kobiet w mediach i krytyce wszystkich mężczyzn. To by nie wzbudziło tak ogromnych emocji. Jak wynikało z dyskusji, o czym wspomniała między innymi Ewa Wanat, kobiety często nie chcą przychodzić do programów ze względu na inne, "ważniejsze" obowiązki. Jeszcze inne nie potrafią ze sobą współpracować. Szeroka dyskusja, która zdecydowanie na tym panelu się nie zakończyła.
Gdzie są młode kobiety?!
Coś co również było dla mnie jednym z priorytetów, to obecność młodych kobiet na Kongresie. Wśród wolontariuszek było ich wiele, wśród uczestniczek? Mam wrażenie, że znacznie mniej. Centrum Młodych Kobiet było całkiem dobrze zorganizowane, ale niestety miałam problem aby tam trafić. Po dokładnym przeczytaniu rozkładu Kongresu udało mi się, ale wcześniej szukałam drogowskazów, znaków, które by mnie tam doprowadziły. Na próżno.
Tematy tam dyskutowane były na pewno ciekawe, ale mam wrażenie, że nie poruszały wielu ważnych spraw. Myślę, że jest to jeszcze ogromne pole do pracy dla organizatorów.
Co za rok? Sporo do zrobienia
VII Kongres Kobiet był dla mnie ważnym wydarzeniem, na które czekałam cały rok. Spotkałam ludzi, których opinie są dla mnie bardzo ważne. Wiele się dowiedziałam, poszerzyłam swoje horyzonty o nieznane dotąd idee i nowe dla mnie światopoglądy. Spotkałam kobiety z całej Polski. Nie były to tylko panie prezeski ze stolicy, ale też kobiety z małych miejscowości, o czym pisałam w naTemat.
Za mało było jednak według mnie przestrzeni dla młodych. Nie widziałam ich tam tyle, ile bym chciała zobaczyć. Jak je tam przyciągnąć? Jakie tematy ich dotyczą? Czy potrafimy mówić o ich problemach? Uważam, że są to pytania, które Kongres Kobiet powinien zadać sobie przed następną edycją. Będę z niecierpliwością na nią czekać, bo wierzę, że ponownie wiele wniesie do ogólnopolskiego dyskursu równościowego.

Napisz do autorki: katarzyna.milkowska@natemat.pl