
Na pewno wiele się nauczyłam, poznałam masę ciekawych kobiet i ich historii, miałam okazję obserwować osoby, które są dla mnie w wielu kwestiach autorytetami. Nie doznałam jednak takiego zastrzyku energii, na jaki liczyłam. Wiem, że nie jest to główne zadanie Kongresu, ale podobnie jak wiele innych kobiet, czekałam na to. Pod tym względem tegoroczna Manifa zdecydowanie wygrała.
Porównanie Manify i Kongresu Kobiet nie jest trafne, wiem to. Są to jednak jedne z ważniejszych kobiecych i feministycznych wydarzeń tego kraju. Są zupełnie inne i to właśnie jest ich mocą. Mam jednak wrażenie, że Kongres w tym roku nie do końca spełnił oczekiwania. Rozmawiałam na ten temat z jedną z uczestniczek wydarzenia. Młoda kobieta, która nie po raz pierwszy w nim uczestniczyła – W tym roku widzę różnicę, że jest znacznie mniej osób, uczestników. Być może dlatego, że jest inne miejsce i inaczej to funkcjonuje tutaj. Jest inna atmosfera, nie jest tak żywiołowa, jak we wcześniejszych latach bywało.
Wolontariuszki robią znakomitą robotę. Część z nich jest pierwszy raz, część jest już „weterankami” Kongresu. Rozmawiałam na ten temat z dwiema z nich: „Dlaczego tu jestem? Z przekonania.”
Jeżeli były spięcia to merytoryczne. Tutaj zdarzały się ogromne emocje, między innymi na panelu, którym opiekowała się Kazimiera Szczuka – Centrum Kultury. W małej sali było kilkadziesiąt osób, miejsce wypełnione po brzegi. Taki tłum przyciągnęła dyskusja o polityce kultury. W kraju, w którym czytelnictwo osiąga 1,5%, emocje były ogromne. Szczególnie silne emocje wzbudziła Manuela Gretkowska, która poruszyła temat braku dofinansowywania artystów.
Artyści są w sytuacji beznadziejnej. Żyją w społeczeństwie niekulturalnym. Proszę zobaczyć na poczytność książek, a raczej na niepoczytalność kulturalną społeczeństwa. Plus państwo, które ma kompletnie artystów gdzieś. (…) Zabrano pieniądze artystom z podatków, czyli nie mogę czuć się artystą. Muszę bulić jak przedsiębiorca 1000 złotych na ZUS, a zabrano mi wszelkie ulgi.
Jak we wprowadzeniu do dyskusji powiedziała Eliza Michalik – Badania mówią, że kobiety w mediach w przeważającej większości pracują na stanowisku researchera, czyli wyszukują informacje. Najważniejsze decyzje podejmują mężczyźni. (…) Tylko 20% ekspertów stanowią kobiety. Czasami tylko jedna opinia na siedem, wypowiadana w mediach, należy do kobiet. Najważniejsze tematy są oddawane do komentowania mężczyznom.
W dyskusji wziął również udział Robert Biedroń, który pokazał sprawę szerzej – Muszę powiedzieć, że jak słucham wypowiedzi moich koleżanek, to bardzo się z tym identyfikuję. Nie tylko przez mój identyfikator, który określa mnie dzisiaj „panelistką”. Co jest bardzo miłe, bo z reguły, jak panie macie identyfikatory to jesteście „panelistami”. Cieszę się, że choć raz my czujemy się tak, jak wy na co dzień.
Muszę wam powiedzieć, że cholernie czuję takie wkurzenie, które wy możecie czuć. Przez wiele lat słuchałem tych wszystkich mądrych facetów, którzy siedzieli w tych wszystkich mądrych programach i oni zawsze lepiej wiedzieli co z tymi gejami trzeba zrobić, jak ich traktować, czego oni chcą. (…) Byłem zawsze wściekły, że oni wiedzą lepiej czego ja chcę. I myślę sobie, że takie same wkurzenie, możne dotyczyć kobiet. Kiedy ogląda się programy, w których mówi się o aborcji, kiedy mówi się o parytetach i nie ma po prostu kobiet w tym programie. Ja byłbym wkurzony.
Coś co również było dla mnie jednym z priorytetów, to obecność młodych kobiet na Kongresie. Wśród wolontariuszek było ich wiele, wśród uczestniczek? Mam wrażenie, że znacznie mniej. Centrum Młodych Kobiet było całkiem dobrze zorganizowane, ale niestety miałam problem aby tam trafić. Po dokładnym przeczytaniu rozkładu Kongresu udało mi się, ale wcześniej szukałam drogowskazów, znaków, które by mnie tam doprowadziły. Na próżno.
VII Kongres Kobiet był dla mnie ważnym wydarzeniem, na które czekałam cały rok. Spotkałam ludzi, których opinie są dla mnie bardzo ważne. Wiele się dowiedziałam, poszerzyłam swoje horyzonty o nieznane dotąd idee i nowe dla mnie światopoglądy. Spotkałam kobiety z całej Polski. Nie były to tylko panie prezeski ze stolicy, ale też kobiety z małych miejscowości, o czym pisałam w naTemat.
Napisz do autorki: katarzyna.milkowska@natemat.pl
