Lech Wałęsa zmienił zdanie na temat kryzysu migracyjnego i już nie zachęca do przyjmowania uchodźców.
Lech Wałęsa zmienił zdanie na temat kryzysu migracyjnego i już nie zachęca do przyjmowania uchodźców. Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta

– Jeśli Europa otworzy swoje bramy, wkrótce przybędą tu miliony i żyjąc wśród nas zaczną wykonywać swoje zwyczaje, w tym ścinanie głów – mówi w najnowszym wywiadzie dla prestiżowego izraelskiego pisma "The Jerusalem Post" były prezydent Lech Wałęsa. I podkreśla w nim, że w pełni rozumie wielkie obawy, które przed uchodźcami i imigrantami żywią Polacy.

REKLAMA

– Oni przybywają z miejsc, gdzie ścina się ludzi. My obawiamy się, że to samo przydarzy się nam – stwierdza założyciel "Solidarności" i laureat Pokojowej Nagrody Nobla w rozmowie z izraelskimi dziennikarzami, którzy kilka dni temu odwiedzili go w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku.

Choć jeszcze niedawno Lech Wałęsa zapowiadał, że jest gotów przyjąć uchodźców nawet w swojej oliwskiej rezydencji, na łamach "The Jerusalem Post" daje do zrozumienia, iż nie jest entuzjastą tego, by Europa zbytnio solidaryzowała się z ludnością uciekającą z Bliskiego Wschodu, Azji Centralnej i Afryki Północnej. Na pewno do pomocy tym ludziom nie zachęca już Polaków.

Mamy w Polsce małe mieszkania, niskie pensje i skromne emerytury. Oglądając w telewizji uchodźców, zauważyłem, że oni wyglądają lepiej niż my. Są dobrze odżywieni, dobrze ubrani, a może nawet są bogatsi niż my... Czytaj więcej

Lech Wałęsa

były prezydent Polski dla "The Jerusalem Post"

Dość łatwo Lech Wałęsa próbuje też odrzucić argument, iż Polscy mają dziś do spłacenia dług z czasów, gdy świat musiał zmagać się z falą uchodźców znad Wisły. Były prezydent przekonuje, że jego rodacy byli imigrantami i uchodźcami lepszej jakości, bo gdziekolwiek się pojawiali, tam szybko dostosowywali się do obowiązującego prawa i zwyczajów. – A ci imigranci są inni. Nawet drugie lub trzecie pokolenie – spójrzmy na przykład na Francję – jest dobrze wyedukowane i dobrze zarabia, ale wciąż zwraca się przeciw państwu przyjmującemu – ocenia.

Lechowi Wałęsie niezbyt podoba się zresztą sam fakt, iż mieszkańcy Azji i Afryki uciekają ze swoich ogarniętych konfliktami i biedą ojczyzn. Założyciel "Solidarności" przypomina, że jemu komunistyczny reżim PRL również zaproponował opuszczenie kraju i zostanie uchodźcą na Zachodzie, ale on odmówił, bo wolał walczyć o ojczyznę.

Jak już wspomnieliśmy, jeszcze kilka tygodni temu Lech Wałęsa prezentował inne spojrzenie na kryzys migracyjny. Na antenie TVN24 na pytanie, czy przyjąłby uchodźców, odpowiedział bez chwili zawahania, że tak. – Jesteśmy ludźmi, a oni są w tragicznej sytuacji. Mają ich pozabijać? – mówił. – Trzeba się podzielić ostatnią kromką chleba, ludźmi jesteśmy. Ktoś jest głodny, ja jestem najedzony, więc powinienem się podzielić – dodawał.

Już wówczas były prezydent radził jednak europejskim decydentom, by odważyli się wreszcie na zorganizowanie operacji militarnej mającej na celu ustabilizowanie sytuacji na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Sugestię, by problem kryzysu migracyjnego rozwiązywać poprzez działania w krajach, z których uchodźcy i imigranci napływają powtórzył teraz także w rozmowie z Izraelczykami.

Źródło: JPost.com