
– Jeśli Europa otworzy swoje bramy, wkrótce przybędą tu miliony i żyjąc wśród nas zaczną wykonywać swoje zwyczaje, w tym ścinanie głów – mówi w najnowszym wywiadzie dla prestiżowego izraelskiego pisma "The Jerusalem Post" były prezydent Lech Wałęsa. I podkreśla w nim, że w pełni rozumie wielkie obawy, które przed uchodźcami i imigrantami żywią Polacy.
REKLAMA
– Oni przybywają z miejsc, gdzie ścina się ludzi. My obawiamy się, że to samo przydarzy się nam – stwierdza założyciel "Solidarności" i laureat Pokojowej Nagrody Nobla w rozmowie z izraelskimi dziennikarzami, którzy kilka dni temu odwiedzili go w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku.
Choć jeszcze niedawno Lech Wałęsa zapowiadał, że jest gotów przyjąć uchodźców nawet w swojej oliwskiej rezydencji, na łamach "The Jerusalem Post" daje do zrozumienia, iż nie jest entuzjastą tego, by Europa zbytnio solidaryzowała się z ludnością uciekającą z Bliskiego Wschodu, Azji Centralnej i Afryki Północnej. Na pewno do pomocy tym ludziom nie zachęca już Polaków.
Mamy w Polsce małe mieszkania, niskie pensje i skromne emerytury. Oglądając w telewizji uchodźców, zauważyłem, że oni wyglądają lepiej niż my. Są dobrze odżywieni, dobrze ubrani, a może nawet są bogatsi niż my... Czytaj więcej
Dość łatwo Lech Wałęsa próbuje też odrzucić argument, iż Polscy mają dziś do spłacenia dług z czasów, gdy świat musiał zmagać się z falą uchodźców znad Wisły. Były prezydent przekonuje, że jego rodacy byli imigrantami i uchodźcami lepszej jakości, bo gdziekolwiek się pojawiali, tam szybko dostosowywali się do obowiązującego prawa i zwyczajów. – A ci imigranci są inni. Nawet drugie lub trzecie pokolenie – spójrzmy na przykład na Francję – jest dobrze wyedukowane i dobrze zarabia, ale wciąż zwraca się przeciw państwu przyjmującemu – ocenia.
Lechowi Wałęsie niezbyt podoba się zresztą sam fakt, iż mieszkańcy Azji i Afryki uciekają ze swoich ogarniętych konfliktami i biedą ojczyzn. Założyciel "Solidarności" przypomina, że jemu komunistyczny reżim PRL również zaproponował opuszczenie kraju i zostanie uchodźcą na Zachodzie, ale on odmówił, bo wolał walczyć o ojczyznę.
Jak już wspomnieliśmy, jeszcze kilka tygodni temu Lech Wałęsa prezentował inne spojrzenie na kryzys migracyjny. Na antenie TVN24 na pytanie, czy przyjąłby uchodźców, odpowiedział bez chwili zawahania, że tak. – Jesteśmy ludźmi, a oni są w tragicznej sytuacji. Mają ich pozabijać? – mówił. – Trzeba się podzielić ostatnią kromką chleba, ludźmi jesteśmy. Ktoś jest głodny, ja jestem najedzony, więc powinienem się podzielić – dodawał.
Już wówczas były prezydent radził jednak europejskim decydentom, by odważyli się wreszcie na zorganizowanie operacji militarnej mającej na celu ustabilizowanie sytuacji na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Sugestię, by problem kryzysu migracyjnego rozwiązywać poprzez działania w krajach, z których uchodźcy i imigranci napływają powtórzył teraz także w rozmowie z Izraelczykami.
Źródło: JPost.com
