
Donald Tusk w sprawie kryzysu migracyjnego długo milczał. A kiedy w końcu się odezwał, ściągnął na siebie oskarżenia, że jest marionetką Merkel i zdrajcą polskiego interesu. Grubo przesadzone, ale po części słuszne…
REKLAMA
Telefon do Polaka
Nazwisko Tuska w kontekście dyskusji o uchodźcach pojawiło się dopiero ostatnio. W ubiegłym tygodniu serwis “Politico” napisał, że były polski premier odebrał telefon od Angeli Merkel. Kanclerz (wraz z szefem rządu Austrii) miała do Tuska “prośbę”, by zwołał szczyt unijnych przywódców w sprawie kryzysu migracyjnego. Polak poinformował, że “rozważy”, po czym ogłosił, że szczyt odbędzie się w środę 23 września.
Nazwisko Tuska w kontekście dyskusji o uchodźcach pojawiło się dopiero ostatnio. W ubiegłym tygodniu serwis “Politico” napisał, że były polski premier odebrał telefon od Angeli Merkel. Kanclerz (wraz z szefem rządu Austrii) miała do Tuska “prośbę”, by zwołał szczyt unijnych przywódców w sprawie kryzysu migracyjnego. Polak poinformował, że “rozważy”, po czym ogłosił, że szczyt odbędzie się w środę 23 września.
Okoliczności, w jakich zapadła ta decyzja, są symptomatyczne. “Merkel dzwoni, Tusk odpowiada” – głosił tytuł w “Politico”. Dobrze obrazuje decyzyjny porządek, jaki panuje w Unii w kontekście uchodźców. “Merkel powiedziała, że chce utrzymać europejską jedność. To będzie zadanie dla Tuska” – ujawnił serwisowi jeden z unijnych dyplomatów. Ten cytat też mówi sam za siebie.
Spóźniony zapłon
Tusk w związku ze środowym szczytem ma dwa problemy. Pierwszy to właśnie kwestia relacji z Merkel, a drugi fakt, że szczyt jest mocno spóźniony. Przyznają to w Polsce nie tylko rywale PO. – Ośmiesza się. Oblał test nie zwołując natychmiast Rady Europejskiej ws. imigrantów. Czekał na telefon od Merkel. Tusk nie ma koncepcji wykonywania swojej funkcji – mówił były premier Włodzimierz Cimoszewicz.
Tusk w związku ze środowym szczytem ma dwa problemy. Pierwszy to właśnie kwestia relacji z Merkel, a drugi fakt, że szczyt jest mocno spóźniony. Przyznają to w Polsce nie tylko rywale PO. – Ośmiesza się. Oblał test nie zwołując natychmiast Rady Europejskiej ws. imigrantów. Czekał na telefon od Merkel. Tusk nie ma koncepcji wykonywania swojej funkcji – mówił były premier Włodzimierz Cimoszewicz.
Z kolei szef Rady Gospodarczej przy premier Kopacz, Janusz Lewandowski, pokusił się o stwierdzenie, że Tusk zwołał szczyt “trochę późno”.
W mediach pojawiają się też bardziej radykalne oceny. Korespondentka RMF FM w Brukseli napisała, że Tusk “pozbawił Polskę prawa weta ws. uchodźców”. To może niezbyt precyzyjne stwierdzenie (bo Tusk nie mógł zabrać weta), ale chodzi o to, że były premier zwołał szczyt dzień po szczycie ministrów państw Unii. To na nim mają zapaść kluczowe decyzje.
Polska (zgodnie z traktatem lizbońskim) nie ma tam prawa weta, więc bierność Tuska przyczyniła się do tego, że w Radzie Unii Europejskiej (na poziomie ministrów) nie będziemy mogli zablokować niepasujących nam rozwiązań.
"Pan Nikt"?
W ten sposób Tusk znalazł się na celowniku. Z jednej strony uderzają w niego ci, którzy chcieliby widzieć bardziej aktywnego szefa Rady Europejskiej. To np. Guy Verhofstadt, szef frakcji liberałów w Parlamencie Europejskim, który oburzał się, gdy Tuska zabrakło podczas poświęconej problemowi uchodźców prezentacji szefa Komisji Europejskiej. Polak był wtedy na Bliskim Wschodzie, m.in. w obozach dla uchodźców. – Powinien podróżować od stolicy do stolicy poszukując wspólnego, europejskiego stanowiska – to jest jego zadanie w tym momencie – przekonywał Verhofstadt.
W ten sposób Tusk znalazł się na celowniku. Z jednej strony uderzają w niego ci, którzy chcieliby widzieć bardziej aktywnego szefa Rady Europejskiej. To np. Guy Verhofstadt, szef frakcji liberałów w Parlamencie Europejskim, który oburzał się, gdy Tuska zabrakło podczas poświęconej problemowi uchodźców prezentacji szefa Komisji Europejskiej. Polak był wtedy na Bliskim Wschodzie, m.in. w obozach dla uchodźców. – Powinien podróżować od stolicy do stolicy poszukując wspólnego, europejskiego stanowiska – to jest jego zadanie w tym momencie – przekonywał Verhofstadt.
Druga strona to polscy komentatorzy, którym przeszkadza nie tyle bierność Tuska, co jego brak zaangażowania w promocję polskiego stanowiska ws. uchodźców. Z tymi oczekiwaniami jest jednak problem, bo szef Rady Europejskiej powinien wznosić się ponad interesy poszczególnych państw.
– Tusk wziął sobie do serca, że jego rola jest koordynacyjno-usługowa wobec liderów państw. On literalnie wypełnia tę rolę. Spełnia oczekiwania tych, którzy decydowali o jego wyborze. Całkowita bierność, a sprawa uchodźców najlepiej to potwierdza – mówi naTemat były europoseł Marek Migalski.
Wobec tego trudno dziwić się zarzutom, że bliskie relacje Tuska i Merkel oznaczają w gruncie rzeczy, iż ten pierwszy wykonuje wolę niemieckiej kanclerz. Nie brak zresztą głosów, że robi to ze względu na chęć walki o reelekcję.
– Czy to jest kwestia podległości emocjonalnej przy Merkel? Czy chęć powalczenia o reelekcję jako "Mr Nobady" (Pan Nikt)? A może kwestia języka, którym Tusk wciąż nie operuje wystarczająco dobrze? Nie jestem w stanie odpowiedzieć. Pytania o psychikę i intencje są najtrudniejsze do odgadnięcia – zastanawia się Migalski.
Rykoszetem w Platformę
Co na to zwolennicy Tuska? Politycy PO pytani o jego postawę odpowiadają, że wykonuje "czarną robotę" – pracuje za kulisami, np. negocjując kompromisy, a tego już nikt nie docenia. Przypominają szczyt w sprawie Grecji, kiedy Tusk miał swoją twardą postawą uratować negocjacje, które były bliskie zerwania.
Co na to zwolennicy Tuska? Politycy PO pytani o jego postawę odpowiadają, że wykonuje "czarną robotę" – pracuje za kulisami, np. negocjując kompromisy, a tego już nikt nie docenia. Przypominają szczyt w sprawie Grecji, kiedy Tusk miał swoją twardą postawą uratować negocjacje, które były bliskie zerwania.
– Tusk musi brać pod uwagę dobro całej Unii. Jego głównym zadaniem jest szukanie kompromisu. I on to robi – komentuje dla naTemat europoseł PO Jarosław Wałęsa. – On jeździ, rozmawia, próbuje pogodzić europejskie "gwiazdy", czyli liderów państw. Tylko nikt tego nie nagłaśnia – dodaje Róża Thun z Platformy.
Czy tak jest rzeczywiście? Być może pokaże to finał negocjacji w sprawie przesiedleń uchodźców i obowiązkowych kwot, jakie zostały zaproponowane. Dziś wiele wskazuje na to, że będzie on niekorzystny dla polskiego rządu, czyli że kwoty zostaną utrzymane. Jeśli "kompromis" nie uwzględni stanowiska Polski i innych krajów regionu (nie chcą obowiązku przyjmowania uchodźców), wina od razu spadnie na Tuska.
W takim wariancie premier Kopacz i PO będą mieli jeszcze większe problemy przed wyborami. Unijne regulacje wbrew naszej woli nie przysporzą Platformie sympatyków. I pewnie znajdą się tacy, którzy powiedzą, że to też wina Tuska.
Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl
