
Witold Pilecki jak mało kto zasługuje, by o nim mówiono. Być może lukę w pamięci o tym wielkim Polaku zapełni film fabularny o Rotmistrzu, który właśnie wchodzi do kin. Sprzyja temu też niedawna rocznica wywozu bohatera do KL Auschwitz. To, że trafił on tam na własne życzenie, wiadomo. Co jednak Pilecki zobaczył w piekle na ziemi?
Pilecki vel Tomasz Serafiński - takimi konspiracyjnymi personaliami posługiwał się w czasie okupacji - podjął późnym latem 1940 roku trudną życiową decyzję. Jedną z wielu, jakie w krótkim bądź co bądź życiu (47 lat), przyszło mu podejmować. Jak zawsze, wybierał między ojczyzną a rodziną, z którą był mocno zżyty. Służbę krajowi traktował jednak jako obowiązek.

Zgłosił się do Komendy Związku Walki Zbrojnej (poprzednik Armii Krajowej) z planem, który na pierwszy rzut oka zakrawał na szaleństwo. Przewidywał przedostanie się do Auschwitz, zebranie informacji o obozie i rozbudowanie siatki konspiratorów. Już na miejscu utworzono Związek Organizacji Wojskowej (ZOW). Zadanie było proste - przygotowanie więźniów na walkę, którą mieli wspierać polski ruch oporu oraz alianci. Zakładano, że ci ostatni zbombardują niemiecki obóz.
Rzeczywistość okazała się jednak trudniejsza, nie zdecydowano się na żadną akcję zaczepną. Pilecki i tak trafił do Auschwitz i to dobrowolnie - gdy Niemcy urządzili łapankę niedaleko jego żoliborskiego mieszkania, ten wmieszał się w tłum. Niebawem był już tylko numerem - jako więzień 4859.

To, co zobaczył na miejscu, zatrważa i otwiera oczy. Publikujemy cytaty z dokumentacji (to, co nazywamy dziś Raportem Pileckiego to w zasadzie trzy odrębne raporty - dwa napisane w 1943, jeden - w 1945 roku), jaką sporządził Pilecki po ucieczce z obozu (w kwietniu 1943 roku):

