Mieszkaniec Bielska-Białej sam przyznał się do winy. Sąd jej nie widział. Fotografia jest jedynie ilustracją do tekstu.
Mieszkaniec Bielska-Białej sam przyznał się do winy. Sąd jej nie widział. Fotografia jest jedynie ilustracją do tekstu. Fot. Jędrzej Nowicki / AG

O tym, że nikt w internecie nie może czuć się anonimowy, przekonał się mieszkaniec Bielska-Biała, który w niepochlebnym tonie wyrażał się o Romach. Kiedy jednak przyznał się do winy i nawet poprosił o najniższy wymiar kary sąd... umorzył sprawę.

REKLAMA
"Z Romami jest tak samo jak z klerem. Nie orzą, nie sieją, a plony potężne zbierają. Czy ktoś widział cygana uczciwie pracującego? Żyją tylko z przekrętów, żebractwa i kradzieży. Kombinacje mają w genach i nic tego nie zmieni. Dlatego izolacja lub wygnanie i będzie spokój" - brzmiał wpis internetowy, wzięty pod lupę przez prokuraturę.
Śledczy nie mieli wątpliwości - w tym przypadku zachodziło podejrzenie propagowania nienawiści na tle etnicznym, a także znieważenia Romów jako społeczności. Po tym, jak skruchę wyraził sam autor obraźliwych słów, finał wydawał być się jasny. Tymczasem sąd zaskoczył wszystkich. Uznał, że do złamania prawa nie doszło, a postępowanie w tej sprawie prowadzono... "z nieuzasadnionym rozmachem".
Sędzia uznał, że słowa mieszkańca miasta w nikogo nie godzą, bo mówią o dobrze znanych faktach, wynikających z obserwacji. Według sądu, nie jest żadną tajemnicą, że Romowie prowadzą tryb życia, który nie budzi społecznej akceptacji. Głównie ze względu na stosunek do edukacji i pracy. Tymczasem - jak podkreślono - żebractwo jest w przypadku tej grupy czymś normalnym.
Kontrowersyjny wpis bielszczanina wydaje się być błahy w porównaniu ze słowami, jakich dwa lata temu pod adresem Czeczenów użył w internecie polski strażnik graniczny. Mowa o takich sformułowaniach jak: "pasożytnicze ścierwa" i "wyznawcy pedofila". Białostocki sąd uznał jednak, że funkcjonariusz nie nawoływał do nienawiści na tle rasowym, bo - jak tłumaczono - słowa "pasożyt" i "ścierwo" nie mają jednoznacznie obraźliwego charakteru.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"