Bashar al-Assad – syryjski rzeźnik czy polityk, który jest w stanie uratować Europę przed falą uchodźców

Bashar al-Assad - niepozorny człowiek o obejściu angielskiego gentlemana, a w rzeczywistości okrutny i zręczny polityk.
Bashar al-Assad - niepozorny człowiek o obejściu angielskiego gentlemana, a w rzeczywistości okrutny i zręczny polityk. Fot. Fabio Rodrigues Pozzebom/ ABr/http://bit.ly/1jAeK6R/CC BY 3.0 BR/http://bit.ly/1Vs5BZI
Dyktator ukształtowany w dużej mierze przez demokratyczny Zachód. Lekarz-okulista gustujący w wykłuwaniu oczu. Przykładny mąż, kochający swe dzieci i żonę (ta nazywa go pieszczotliwie „Kaczuszką”), zagazowujący tysiące własnych obywateli i przed którym obecnie uciekają setki tysięcy imigrantów. Przywódca, którego koniec obwieszczano w ostatnich latach już kilka razy i z którym mocarstwa ostatecznie będą zmuszone zasiąść do stołu i umocnić jego władzę. Potwór. Ale za to potwór silny, zręczny i charyzmatyczny – Bashar al-Assad.


Nieśmiały, cichy i niepewny maminsynek. Jako dzieciak obecny prezydent Syrii nie rzucał się w oczy. Nigdy też nie miał rządzić krajem, jego ojciec do tej roli przeznaczył jego brata – Basila. Bashar miał zostać lekarzem i pomagać. Ukończył studia w Damaszku, podyplomówkę robił w Londynie, miał praktykę jako okulista w tamtejszym Western Eye Hospital. Ludzie w rzewnych słowach dziękowali mu za uratowanie wzroku, w kilkanaście lat później jego przeciwnicy będą mówili, że znacznie bardziej przypada mu do gustu wykłuwanie oczu przeciwnikom politycznym i wszystkim, którzy po prostu znaleźli się w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie.
Bashar al-Assad
źródło: „Forum”, 18 czerwca 2012

Czy zarzuca się rozlew krwi chirurgowi w trakcie operacji?

Bashar al-Assad, pomimo że obecnie widzimy go często jako przerażające monstrum jest człowiekiem w dużej mierze ukształtowanym przez europejską kulturę. Jego nawyki, styl życia nie różni się niczym od tego, jaki prezentują nasze bogate elity. Elegancki i dobrze wychowany angielski gentleman, którego manierom nie można nic zarzucić. Trudno mu przypiąć łatkę blisko-wschodniego fanatyka, furiata pomstującego na Zachód i wołającego „Allah Akbar!”. Nic z tych rzeczy, jest dużo bardziej podobny do naszych przywódców, nie rozróżnilibyśmy go od nich w kurtuazyjnej konwersacji. I ma na koncie niezliczoną ilość ofiar, a jego okrucieństwo potrafi zjeżyć włosy na rękach.


Przemiana z lekarza w autorytarnego szefa państwa

Nigdy byśmy go nie poznali od tej strony i prowadziłby pewnie dostatnie, spokojne życie lekarza, gdyby nie nagła śmierć brata w wypadku samochodowym w 1994 roku. Ten niepozorny człowiek, niezdradzający żadnych skłonności przywódczych, został w wyniku owego zajścia zmuszony przez ojca – ówczesnego dyktatora Syrii, Hafiza al-Assada, do natychmiastowego powrotu z Wielkiej Brytanii. W ciągu dwóch lat odbył kursy i szkolenia, które go zmieniły nie do poznania. Dawny cichy maminsynek nagle zaczął się prezentować jako pewny siebie człowiek, stanowczy, elokwentny. Gdy w 2000 roku przejął władzę po swoim zmarłym ojcu, słowo demokracja niezwykle często pojawiało się na jego ustach. Wielu uwierzyło, że nastał czas odwilży, po „żelaznych rządach” jego protoplasty.

Mydlenie oczu. Bashar al-Assad nie miał ani przez chwilę zamiaru „popuszczać wędzidła” społeczeństwu, jego mowy, które wypełniały umysły rodaków nadziejami i marzeniami o lepszym jutrze okazały się tylko dobrą zagrywką PR-ową. Jak się okazało prezydent miał po prostu wrodzony polityczny talent, który umiał wykorzystać, by skutecznie manipulować społeczeństwem i zręcznie manewrować pomiędzy Blisko-Wschodnimi interesami wielkich mocarstw. Jego rządy powszechnie uważa się za przeżarte rakiem korupcji, gospodarka kraju pod jego panowaniem nieraz otrzymywała silny cios w postaci międzynarodowych sankcji. Bashar jednak raczej bez większych problemów utrzymywał się u sterów. Wydawało się, że jego władzy nic i nikt nie zagraża. Ale nagle w 2010 r. w Tunezji żyjący na skraju nędzy uliczny sprzedawca dokonał samospalenia przeciw autorytarnym rządom w swoim kraju. I reżimy Bliskiego Wschodu oraz Afryki Północnej zadrżały w swych posadach od gwałtownych protestów, które gdzieniegdzie przerodziły się w wojny domowe.
Bashar al-Assad
źródło: Baszar Asad grozi: wojna z Syrią to trzęsienie ziemi, rp.pl, 30 października 2011

Syria jest spoiwem Bliskiego Wschodu, jeśli zaczniecie się bawić na jej terenie, wywołacie trzęsienie ziemi. Czytaj więcej

26 stycznia 2011 r., niejaki Hasan Ali-Akla powtarza rozpaczliwy i przerażający gest Tunezyjczyka, oblewa się benzyną i na oczach wielu rodaków ginie w płomieniach. W krótkim czasie po tym zdarzeniu ludzie wychodzą na ulicę kilku syryjskich miast z transparentami i okrzykami wznoszonymi przeciwko dyktatorskim rządom. Nikt nie dzierży broni, protesty są pokojowe. Bashar al-Assad postanawia je jednak utopić w morzu krwi wszystkich tych, którzy odważą się przeciwstawić jego rządom. To jego pierwszy, ogromny polityczny błąd. Służby porządkowe i wojsko strzelają do protestujących, ginie wielu ludzi, ulice spływają krwią. Obrazy z amatorskich nagrań są przerażające.

Naród sie burzy

Reakcją jednak jest nie strach lecz gniew. Rzecz wydawałoby się dość łatwa do przewidzenia w sytuacji, gdy sąsiadujący Irak od wielu lat płonie od ognia wojny domowej, inne kraje regionu też nie są zbyt stabilne i pomniejsze konflikty zbrojne o charakterze partyzanckim bynajmniej ich nie pomijają. W takich warunkach przerzut broni, a także bojowników nie jest sprawą trudną. Na strzały z karabinów żołnierzy i służb bezpieczeństwa coraz częściej odpowiadają strzały zabarykadowanych ludzi. Coraz liczniejszych i coraz lepiej zorganizowanych. Początkowo niewielka rebelia w Homs i kilku innych miejscach stopniowo rozlewa się na znaczną część kraju. Zaraza wojny stopniowo zagarnia syryjską ulicę, wiele matek żegna się ze swoimi synami, a Bashar al-Assad po początkowym przerażeniu zdaje się jedynie śmiać swym sardonicznym śmiechem, w którym podobno gustuje.
Zbrodnie
Trudno się dziwić ludowemu gniewowi, gdy korespondenci różnych agencji przywołują niektóre okropności. Trzynastoletniego chłopca – Hamzy Ali al-Khatiba, którego służby porwały z ulicy, a następnie przez wiele dni torturowały, by oddać rodzinie jedynie jego ciało. Było przeszyte kilkoma kulami, nosiło ślady podpalania, Hamza miał także odcięte genitalia... Za jego śmierć było odpowiedzialnych kilku oficerów, na łamach rządowego dziennika tłumaczyli, że podobno chłopiec chciał zgwałcić ich żony. Absurdalne. Nie zostali ukarani. Wszystko w majestacie prawa i przypuszczalnie na rozkaz Assada.


21 sierpnia 2013 r. wojsko przypuściło atak bronią chemiczną na Ghoutę – rolnicze przedmieście Damaszku. Szacuje się, że zginęło wtedy w potwornych mękach od 355 do 1821 ludzi.

Sarin

Sarin to trucizna, wnikająca do ciała przez drogi oddechowe i skórę. Powoduje śmierć po kilku minutach, Ci którym uda się przeżyć na skutek mniej zabójczego jego stężenia cierpią straszliwie na skutek zniszczenia m.in. dróg oddechowych, a ich okres ich ewentualnego dochodzenia do zdrowia jest bardzo długi.

Wydawałoby się, że w tym momencie Assad przesadził, wywołał powszechne oburzenie na całym świecie, który chciały wykorzystać Stany Zjednoczone by go obalić – wspierając rebeliantów bombardowaniami pozycji wojska z powietrza. Ale dyktator miał po swojej stronie Rosję, która widziała i dalej widzi w nim strategicznego partnera. Gdy już wszyscy byli przeświadczeni, że amerykańskie samoloty pojawią się na syryjskim niebie, zaczęły pojawiać się informacje o tym, że ruchom rebelianckim w coraz większym stopniu zaczynają przewodzić fanatyczne ugrupowania islamskie, z którymi USA nie jest po drodze. Waszyngton wycofał się ze swych planów, a Bashar mógł całemu światu ogłosić, że zagrał największej potędze na globie na nosie.
Drwiny losu
Od tamtego zdarzenia minęło już trochę czasu i role się odwróciły nie do poznania. Wygląda na to, że Zachód i Rosja będą teraz podporą dla dyktatora i pomogą mu znowu umocnić jego okrutne rządy. Parę dni temu Francja rozpoczęła naloty na pozycje rebeliantów, dziś to samo zrobiła Rosja. To zabawne (choć to niezwykle wisielczy humor), że postać, o której krwawych poczynaniach rozpisywały się media na całej kuli ziemskiej teraz będzie przez ten „Wielki Świat” wspierana. Pomoc „syryjskiemu rzeźnikowi” ma być częścią odpowiedzi na uspokojenie sytuacji w regionie, a także na kryzys imigracyjny, falę uchodźców, która zalała Stary Kontynent i z którą kompletnie nie umie sobie poradzić światła Unia Europejska. Umacnia się pozycję tyrana, przed którym m.in. uciekali ci ludzie, po to, by następni nie chcieli już podążać w ich ślady. Los bywa bardzo cyniczny i przewrotny nieprawdaż?
Bashar al-Assad
źródło: wyborcza.pl, 15 grudnia 2006

Europa ma kompleks holokaustu. (…) Wy mówicie tyle o wolności wypowiedzi, sukces odniosła książka „Kod Leonarda da Vinci”. Można więc dyskutować o Chrystusie, a o holokauście nie? To nie jest historia Boga, to historia ludzi. Czytaj więcej

Kiedy się czyta pełne obrzydliwej nienawiści komentarze niektórych ludzi na Facebooku, w stylu „wyślemy was wszystkich do Oświęcimia”, człowiek zdaje sobie sprawę, że niektórzy z tych ludzi tłoczący się u bram Europy, gdyby znali nasz język i wiedzieli czym jest ów obóz koncentracyjny (czy wiedzą to ci, którzy podobne frazy wykrzykują?) mogliby im odpowiedzieć: „my uciekliśmy właśnie z piekła tego pokroju”. Czy tego typu fakty zmieniają jednak nasze postawy wobec tych okropnych, brudnych, często budzących nawet strach „obcych”?

Napisz do autora: manuel.langer@natemat.pl