Pokolenie 20-latków nie jest takie złe?
Pokolenie 20-latków nie jest takie złe? Shutterstock.com

Pokolenie 20-latków ma najgorszy na świecie PR. Bumelanci, rozwydrzeni i mają gdzieś tradycyjne wartości, nie wspominając o przywiązaniu do ojczyzny – przecież tak tłumnie wyjeżdżają na studia zagranicę. Jerzy Gut, 19-latek zakasał rękawy i rozprawia się z mitami na temat swojej generacji na łamach nowego pisma "Młodzi dwudziestoletni". – Nie jesteśmy obojętni, nie wypinamy się na ojczyznę i nie jest tak, że kisimy się we własnym sosie, bez oglądania się na babcię i dziadka, nie chodzimy też po trupach do celu – mówi stanowczo.

REKLAMA
Na łamach gazety "Młodzi dwudziestoletni", która w zamyśle jest pismem młodych dla młodych, Jerzy Gut, redaktor naczelny przełamuje stereotyp dwudziestolatka z nosem wetkniętym w telefon, a całą resztą w głębokim poważaniu.
Jak to z Wami jest? Mądre głowy zdiagnozowały pokolenie dwudziestolatków na wszystkie możliwe sposoby. Nie wystawiają Wam raczej dobrej oceny: roszczeniowi, zblazowani, nie wiedzą o co im chodzi, niezdyscyplinowani i rozwydrzeni...
Jako 19-latek mogę się do tego odnieść i zbić te argumenty. Nie znam takich osób. Znam za to sporo takich, które są zaangażowane, zdyscyplinowane, wywiązujący się co do joty ze swoich obowiązków, są pełne werwy i łatwo się z nimi dogadać. Właśnie z takimi współpracuję. A do tego ambicja! Jesteśmy szalenie ambitni, ale nie ma się tutaj co krzywić. Nie jest to brzydka ambicja – tylko taka zdrowa i napędzająca. Inaczej niż pokolenie rodziców pojmujemy sukces.
Nam nie chodzi o zarabianie milionów tylko o połączenie przyjemnego z pożytecznym. "Korpostyl" nie jest naszym stylem. Myślę, że dzisiejsi dwudziestolatkowie potrafią pogodzić to, co ważne z tym, co miłe. To cenna umiejętność, o którą trudno u przedstawicieli innych pokoleń. Nie przemy bezmyślnie do przodu, nie mamy klapek na oczach i nie chodzimy po trupach. Znajdujemy dobry balans między różnymi skrajnymi postawami.
Nie poddajemy się też łatwo i kreatywnie podchodzimy do rozwiązywania problemów. Żeby nie były to tylko słowa rzucane na wiatr opowiem krótko o historii powstania "Młodych dwudziestoletnich".
Aplikowałem na studia na polskich uczelniach, ale popełniłem błąd w obliczeniach zaniżając sobie wynik. Próbowałem to odkręcać pisząc do rektorów, dziekanatów – z moim wynikiem dostałbym się wszędzie, gdzie składałem papiery. Nikt, oprócz jednego dziekana nie odniósł się do moich sprostowań i próśb o ponowne rozpatrzenie mojej kandydatury. Pomyślałem, no dobra, kiepsko. Postanowiłem opisać swój przypadek w gazecie. Nie przyjęli. Co zrobiłem? Nie zwiesiłem nosa na kwintę i razem z obecnym redaktorem naczelnym technicznym - Bartoszem Gromkiem - założyliśmy na własną rękę gazetę, gdzie mogłem opisać swoją sytuację i jednocześnie dać głos innym młodym.
Często się mówi, że zamykacie się na inne pokolenia. Mam tu na myśli generacje babć i dziadków, nie macie autorytetów, itd., itd. Łatka czy prawda?
Łatka. Zamykanie nas w tej szufladzie to niesprawiedliwość. Nie jest tak, że zamykamy uszy, kiedy w naszym środowisku pojawia się osoba starsza. Przykład? W zeszłym roku razem ze znajomymi tworzyłem projekt, dzięki któremu osoby starsze miały spotykać się z osobami młodymi. Projekt wypalił – młodzi garnęli się, żeby spotkać się ze starszymi i powstał fantastyczny ferment.
O, albo dorzucę jeszcze jeden przykład z ostatnich dni. Napisał do naszej redakcji 50-letni mężczyzna, który stwierdził, że jak czytał nasze teksty, to sam zaczął na powrót czuć się 20-latkiem. Świetna sprawa! I dowód na to, że nie zamykamy się na inne doświadczenia pokoleniowe, a porozumienie jest możliwe bez względu na wiek. Poza tym większość młodych, których znam utrzymuje zażyłe relacje z rodziną, to też jest przecież jakiś sygnał, że młodzi lgną nie tylko do młodych.
No dobra, dobra. Ale co w takim razie z multikulti, kosmopolityzmem i Polską? Wyjeżdżacie na potęgę, starzy wyjadacze twierdzą, że jesteście na bakier z ojczyzną, a jej los jest wam raczej obojętny.
To nie tak! Owszem, korzystamy z otwartych granic, wyjeżdżamy pobierać nauki na zagranicznych uczelniach. Wszystko się zgadza. Uczymy się tam i co zazwyczaj robimy? Wracamy do kraju. Wszyscy, których znam i którzy zdecydowali się na studia w obcym kraju, zrobili to po to, żeby nabyć umiejętności, wrócić do Polski i już tutaj na miejscu pracować na lepszy kraj. To jest współczesny, zmodernizowany patriotyzm. A widziałaś naszą stronę? Nie bez kozery jest utrzymana w biało-czerwonej tonacji. Jesteśmy patriotami w nowym wydaniu. Proszę chociażby przeczytać artykuł napisany przez naszą dziennikarkę - Julię Jasińską, która ostatnio wzięła ten temat na warsztat i opisała dokładnie proces kształtowania się patriotyzmu w wydaniu “Małego Współczesnego Polaka”.
A co was wkurza, z czym sobie nie radzicie?
Nasze problemy są, powiedziałbym, natury egzystencjalnej. Najgorsze w naszym korzystnym położeniu jest to, że mamy tyle możliwości, że sami często nie wiemy za co się zabrać. Świat stoi otworem, wszystko jest na wyciągniecie ręki i nie ma żadnych przeszkód, żeby się realizować tak, jak to sobie umyślimy. To pułapka. Bo okazuje się, że ostatecznie na końcu często żałujemy. Nie jest łatwo na coś się zdecydować, kiedy jest taki wybór!

Napisz do autora: dominika.majewska@gmail.com