Perypetie Pawła i Gawła w wydaniu lux, czyli Polaków podwórkowe wojenki. Jak się mścić, to z polotem

Najbardziej luksusowy lumpex w Warszawie mieści się na Foksal
Najbardziej luksusowy lumpex w Warszawie mieści się na Foksal Fot. Facebook / Kamil Rydzyński
Paweł i Gaweł w jednym stali domu, a właściwie apartamentowcu. Paweł na górze, a Gaweł na dole. Gaweł był właścicielem parterowego lokalu przeznaczonego na działalność komercyjną. I wszyscy żyliby długo i szczęśliwie, gdyby nie pokrzyżowane marzenia o restauracji.


Rezydencja na warszawskim Powiślu, jest niedosięgłym obiektem westchnień każdego warszawiaka. Apartament, w którym mieszkają zacni i możni naszego miasta, ma wszystko, czego dusza zapragnie. Apartamentowiec, nagrodzony mianem „Budowy roku 2011” posiada własne SPA, basen, korty do squasha, a dla koneserów wina własną piwniczkę na trunki – reklamuje deweloper. Apartament w takim miejscu kosztuje bagatela 30 tysięcy złotych za metr i jest jedną z najdroższych nieruchomości w mieście. Wszystkie lokale już wyprzedano. Ale – wróćmy do naszych bohaterów.


Restauracja nie do strawienia
Pomysłowy Gaweł uznał, że w tym miejscu wspaniale będzie wyglądać jego ekskluzywna restauracja. I będzie mógł z przepychem i rozmachem stołować gości wszelkiej maści. I być może właśnie ta „wszelka maść” (czytaj przeciętni obywatele) nie wpasowała się w nieskazitelny obraz mieszkańców rezydencji. Tutaj wszystko jest piękne i ekskluzywne. Z niesmakiem więc patrzyli na poczynania przedsiębiorczego sąsiada i wyrazili swoją głęboką dezaprobatę odmawiając mu podłączenia do wspólnej instalacji wentylacyjnej.


– Deweloper deklarował nabywcom że nie będzie prowadził sprzedaży lokali usługowych pod funkcje gastronomiczne i dlatego lokale te nie są wyposażone w niezbędną do tego infrastrukturę techniczną – czytamy w wysłanym do naTemat.pl oświadczeniu Zarządu Wspólnoty Mieszkaniowej Rezydencja Foksal. A bez tego, jak wiadomo, kucharz nie przyrządzi ciepłej strawy dla gości. Restauracji nie będzie – przyklasnął więc Paweł i pozostali mieszkańcy uznając sprawę za załatwioną. Wspólnie doszli do wniosku, że budowanie restauracji dostępnej dla wszystkich w tak zacnym miejscu nie wpisuje się w krajobraz luksusowego osiedla.


I wydawać by się mogło, że to ostudzi zapał restauratora. Świętowanie sukcesu przez wspólnotę było jednak przedwczesne. Mieszkańcy nie musieli długo czekać, aż niestrudzony przeciwnościami losu pan Gaweł ponownie roztoczył w rezydencji plany gastronomiczne, tym razem oferując dania na zimno. Mieszkańcy bynajmniej na zimno tego nie przyjęli i wspólnym głosem zabronili działalności gospodarczej o tym profilu.

Bardzo happy end
Tutaj normalnie bajka by się skończyła, gdyby nie fakt, że rzecz dzieje się w Polsce. A Polak potrafi i tak łatwo się nie poddaje. Zwłaszcza, jeśli chodzi o ostatnie słowo. W akcie zemsty właściciel lokalu z zaprojektował szyld na oknach swojej niedoszłej restauracji, obok którego przejść obojętnie się nie da. Oto do licznych dogodności, jakie oferuje apartamentowiec, można doliczyć jeszcze sprzedaż perfum na litry, odrobaczanie odzieży a także dezynsekcje ubrań i koców.

Wolność Tomku w swoim domku i ten się śmieje, co się śmieje ostatni. Otwarcie nastąpi „wkrutce” i zapewne Gaweł w geście pojednania zaprosi mieszkańców na wspólne celebrowanie nowego lokalu. Co na to sąsiedzi Gawła? Nie planują kapitulacji. – Aby było możliwe porozumienie, musi być wola obu stron – my ją ze swej strony mamy. Z drugiej strony, nie zamierzamy ulegać presji ani szykanom. W związku z zaistniała sytuacją, przygotowujemy działania formalnoprawne – czytamy w oświadczeniu Zarządu.

napisz do autora: kalina.chojnacka@natemat.pl