Co się dzieje z tymi, którzy opuszczają stan duchowny?
Co się dzieje z tymi, którzy opuszczają stan duchowny? Shutterstock.com

Zrzucają sutanny, zdejmują koloratki i stają przed dylematem. Co dalej? Wielu eks-księży ma trudności z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości. Przez lata żyli pod kloszem Kościoła i często nie wiedzą, jak wygląda życie poza murami plebanii. Mieszkanie, praca, finanse – te zwyczajne dla każdego sprawy spadają na nich jak grom z jasnego nieba. Okazuje się, że prowadzenie mszy to przy tym pestka. – Oni są jak więźniowie, którzy opuścili cele. Są bezradni jak dzieci – mówi Lesław Juszczyszyn, który od wielu lat uczy byłych księży jak nie dać się codzienności.

REKLAMA

Pożegnanie z Kościołem Każdego roku lista duchownych, którzy postanowili odejść z Kościoła, albo którzy zostali wyrzuceni przez swoich przełożonych rośnie. Ostatnie głośne przypadki ks. Charamsy i byłego już rzecznika Światowych Dni Młodzieży - ks. Tomasza Kijowskiego są spektakularnym przykładem tego, co spotyka wielu anonimowych księży, o których nie usłyszymy w mediach.

Ks. Charamsa postanowił zawczasu zadbać o swoją najbliższą przyszłość. I chociaż jeszcze oficjalnie księdzem jest, to przypuszczalnie już niedługo będzie musiał podzielić los zwykłego śmiertelnika. Jego sensacyjny coming out, jak i książka, którą niebawem wyda, zapewnią mu, przynajmniej na jakiś czas, źródło utrzymania. Inni najczęściej nie mają takiej żyłki do interesów, a ich codzienność po odcięciu pępowiny od Kościoła zamienia się w rozpaczliwą szamotaninę z powszednim życiem. Jak to wygląda w praktyce?

Liczba duchownych topnieje Nie są znane dokładne liczby odejść z Kościoła, ale od lat przygląda się im prof. Józef Baniak, socjolog i wykładowca na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Z opublikowanych jakiś czas temu przez niego badań wynika, że sutannę przez ostatnie pół wieku zrzuciła ok. jedna trzecia z 35 tys. polskich duchownych. Jak podkreśla, skala tego zjawiska jest duża. Co to oznacza? Że w Polsce żyje już mała armia eks-księży. Powody, dla których rezygnują z posługi kapłańskiej od lat są takie same: kryzys związany z celibatem lub wiarą, konflikt z przełożonymi albo przemożna chęć założenia rodziny.

Shutterstock.com

I mimo że decyzja o opuszczeniu wspólnoty kościelnej nie jest pochopna i nie zapada z dnia na dzień, to i tak na to, co ich czeka nie da się przygotować. – Oni są zupełnie zagubieni i bezradni. Nie potrafią zabrać się za szukanie pracy, nie wiedzą jak znaleźć sobie mieszkanie, mają trudności z podstawowymi czynnościami. Zrzucenie sutanny to dla nich szokujące doświadczenie – opowiada nam Lesław Juszczyszyn z Fundacji Centrum Rozwoju i Poradnictwa CEREO, która jako jedna z nielicznych instytucji wyciąga pomocną dłoń do byłych księży.

Byli księża nie mają doświadczeń innych niż te, które przez lata nabywali w Kościele. Kiedy rozstaja się z tą instytucją muszą się zmierzyć nie tylko z odium ze strony byłych kolegów w sutannie, parafian, ale i większej części społeczeństwa. Są w tej sytuacji sami jak palec, osamotnieni i bezradni. Wielu ex-duchownych chciałoby po prostu zniknąć, rozpłynąć się.

Lesław Juszczyszyn, szef Fundacji Centrum Rozwoju i Poradnictwa CEREO

Jak opowiada szef fundacji "w tak religijnym kraju, księża są otoczeni czcią, ale jeśli tylko zrzucą sutannę, zostają wyrzuceni poza nawias".

Zawód: były ksiądz Duchowni, którzy porzucili stan duchowny w pierwszej kolejności muszą zadbać o mieszkanie i pracę. Większość z nich ima się jakichkolwiek zajęć, każda najdrobniejsza fucha jest dla nich w cenie. – Nie ma się co oszukiwać; bycie byłym księdzem jest raczej kulą u nogi i splendoru nie dodaje. Poza tym, jakie oni mają kwalifikacje? Jedynym atutem jest to, że są komunikatywni i mają łatwość zjednywania sobie ludzi. Ale znam wiele przypadków, w których byli duchowni wykonują proste prace: jeden został palaczem, inny kierowcą w biurze turystycznym, inny sprzedaje oświetlenie. Biorą wszystko, żeby tylko związać koniec z końcem – przyznaje Juszczyszyn.

Poszukuje pracy. Mam 37 lat, jestem kapłanem-zakonnikiem.Rok temu opuściłem zakon. Obecnie mieszkam w Warszawie. Poszukuje pracy na terenie całej Polski a nawet zagranicy. Czy jest ktoś mi w stanie pomóc znaleźć pracę? Będę bardzo wdzięczny za tę pomoc. Pozdrawiam i zapewniam o mej modlitwie.

Ks. Marcin, były zakonnik

Fragment ogłoszenia z forum prezbiter.pl

Fot. Anna Krasko / AG

Byli duchowni, którzy zgłaszają się do niego po poradę mają wątpliwości, czy przyznawać się do tego, że kiedyś nosili sutannę. – Pamiętam takiego księdza, który nie chciał o tym mówić na rozmowach kwalifikacyjnych. Za którymś razem powiedział prosto z mostu, że jest byłym księdzem. Wie pani co się wtedy stało? Okazało się, że osoba, która przeprowadzała z nim rozmowę bardzo się ucieszyła i powiedziała, że świetnie w takim razie trafił, bo w branży ubezpieczeniowej najlepsi pracownicy to właśnie byli księża! Nadmienił też, że kierownik placówki jest eks-dominikaninem – mówi Juszczyszyn.

Rzeczywiście wszystko wskazuje na to, że branża ubezpieczeniowa jest tą, która upodobała sobie byłych duchownych. Jedna z firm zajmujących się ubezpieczeniami zamieściła w sieci ogłoszenie tej treści: "Dla tych, którzy lubią pracować w bezpośrednim kontakcie z ludźmi, (a więc dotyczy to zasadniczo byłych księży), jawi się możliwość zatrudnienia w funduszach inwestycyjnych i ubezpieczeniowych. Nowego agenta czeka przeszkolenie i wspierające towarzystwo doświadczonego pracownika, wywodzącego się z naszego środowiska byłych duchownych. Zainwestować trzeba tylko swój czas."

Równie często byli już duchowni znajdują zatrudnienie na prywatnych uczelniach. Byli księża i ich wykształcenie jest tam doceniane. Na sale wykładowe najczęściej trafiają ci z dyplomem doktora. – Znam wiele takich przypadków, gdzie po opuszczeniu stanu duchownego byli księża zaczynali kariery właśnie akademickie – przyznaje szef fundacji CEREO.

Ex-księża mają pod górkę Łatka byłego księdza nie otwiera jednak wielu drzwi. Wręcz przeciwnie. Najbardziej na głucho zamykają się z oczywistych względów wrota Kościoła. Nie ma powrotu, nie ma możliwości bycia zatrudnionym na innym stanowisku - zazwyczaj po zrzuceniu koloratki, Kościół bezpowrotnie odwraca się od byłych duchownych.

Jestem ex zakonnikiem od 6 miesięcy. Szukam normalnej pracy z godziwym wynagrodzeniem i co ważne - legalnej. Obecnie pracuję w gastronomii, ale mogę to nazwać tylko obozem pracy za 900 zł. Przez lata bylem kucharzem. Posiadam prawo jazdy "B". Zrobiłem także uprawnienia do opieki nad starymi i chorymi ludźmi. Mieszkam w Warszawie. Mogę poprowadzić kuchnie nawet w seminarium, domu zakonnym czy na plebanii, choć wiem, że tam na "eksow" patrzy się wrogim okiem.

Juszczyszyn opowiada, że Kościół bywa też mściwy, a niektórzy duchowni, którzy się do niego zgłaszali opowiadali o tym, że "władze kościelne nie zapominają, a macki Kościoła sięgają naprawdę daleko". Dlatego wielu byłych księży wybiera nieeksponowane stanowiska i nie lubi robić wokół siebie szumu –żeby przypadkiem nie zwrócić na siebie uwagi i nie robić niepotrzebnych problemów.

Historie byłych księży bywają naprawdę przykre. Jak np. ta: były ksiądz i zakonnica zakochali się w sobie. Odeszli z Kościoła i postanowili się pobrać. To była niewielka miejscowość i wszyscy się od nich odwrócili. Jej nie chcieli zatrudnić nawet jako sprzątaczki. Utrzymywali się tylko dzięki życzliwości znajomego, który pozwolił mężczyźnie dorabiać na doradzaniu na spotkaniach AA.

Lesław Juszczyszyn, szef Fundacji CEREO

Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl