
Co rano samica gatunku ludzkiego wyrusza na polowanie wolnego miejsca parkingowego pod biurem. Pod nieobecność młodych po wejściu za kierownicę, jej poziom testoteronu podnosi się i jest gotowa stoczyć walkę na śmierć i życie i o racjęoczywiście, z napotkanymi drapieżcami. Tym razem udało się. Prawie przejechawszy po pieszych roślinożercach na pasach, mknąc jak gepard na "dojrzałym" pomarańczowym jak wschód słońca świetle, dotarła pierwsza. Resztę dnia oddaje się błogiej rozkoszy zwycięstwa nad pokonanym samcem, również drapieżnikiem, który co rano polował na ten sam łup.
Kobieta za kierownicą jest najpierw określana przez płeć, a dopiero później przez przynależność do gatunku ludzi. Kierowcy obu płci lubią zgadywać, kto odpowiada za daną sytuację na drodze zanim jeszcze zobaczą kierowcę. Nie ma co tutaj liczyć na solidarność jajników. Blondynki mają gorzej, bo zaraz po „Ha! mówiłam, że baba!" zaraz się wtrąca jeszcze „No tak! Blondynka!”. Kobiety-krytykantki po wejściu do samochodu potrafią się przeobrazić z szarej myszki w demona z napędem nitro. Do tego przywdziewają tutaj kowbojskie buty z ostrogami. Każda słabostka będzie tu wypomniana i użyta dla podkreślenia własnej idealnej roli.
Kobiety nie są dżentelmenami za kierownicą. Ja powiem więcej, najczęściej są obrzydliwymi, agresywnymi chamami. 25 lat jeżdżę i jeszcze nie spotkałem się z sytuacją, żeby kobieta ustąpiła pierszeństwa, wpuściła kogoś z podporządkowanej czy zatrzymała się przed pasami. To przykre, ale to pospolite chamy.
Kobieta o imperialnych drogowych zapędach nie znosi sprzeciwu. Lepiej nie prosić o przepuszczenie w korku, bo triumfalnie cię wyminie. Samica za kierownicą musi udowadniać, że nie jest gorsza od reszty kierowców i prawo jazdy zdobyła legalną drogą, zdając egzamin ubrana w gruby, wełniany golf i jest pełnoprawnym uczestnikiem ruchu. Niestety, mało kogo to rusza, więc lepiej udowodnić, kto tu rządzi. Tak na wszelki wypadek, żeby rozmyć ewentualne wątpliwości innych uczestników ruchu. Najgorzej jest być uznaną za sierotę za kierownicą. Tu na drodze obowiązuje odwieczne prawo dżungli – przetrwa drapieżnik.
Coś w tych memach jest na rzeczy
Kobiety-kierowcy dorobiły się osobnej kategorii w memach. Czy aby bez powodu? Oczywiście "sam się prosił" i "nie będzie mi tu idiota się wlókł lewym pasem" – samo to już daje prawo do wyprzedzenia i zajechania drogi. Okazanie dobroci i kultury może być uznane za słabość. I niech sobie facet nie myśli, że ja nie potrafię. Umiemy też wykorzystywać na drodze argumenty, które zazwyczaj z oburzeniem krytykujemy. Nie wpuszczamy, wyprzedzamy kolumnę i stajemy przed nimi (bo spieszę się do dziecka czy – hello! wy nie musicie rodzić!)
Większość motocyklistów ginie w wyniku wymuszenia pierwszeństwa przejazdu lubi innego manewru właśnie przez kobiety. Często kobiety unikają wypadków przez to, że inni kierowcy widząc kobietę lub jej linię jazdy stają się ostrożniejsi i biorą poprawkę na babę, która manewrem może zaskoczyć. Ostatnio młoda kobieta mi wymusiła na równorzędnym. Ledwo zahamowałem i zatrąbiłem. To mi jeszcze faka pokazała. Zamurowało mnie.:d
Badania przeprowadzone przez SWPS w Warszawie udowodniły, że podczas jazdy samochodem, kobiety częściej niż mężczyźni używają agresywnych wyrażeń w stosunku do pozostałych uczestników ruchu. – Na ich werbalną agresję składa się głównie głośne obrzucanie przezwiskami, przezywanie pod nosem, głośne przeklinanie, a także krzyczenie na pozostałych kierowców – tłumaczy Karolina Konieczna, autorka badania.
Jak mam zamiar przejść przez przejście dla pieszych przy rondzie (mam wtedy pierwszeństwo), to zawsze patrzę, kto siedzi za kierownicą dojeżdżającego samochodu. Jeżeli samochodem kieruje kobieta, to jest prawie pewne, że się nie zatrzyma. Dzięki takiej czujności uniknąłem przynajmniej kilkudziesięciu wypadków
Napisz do autorki: kalina.chojnacka@natemat.pl
