
Pamiętacie słynne wojny klientów w Lidlu? O karpia za złotówkę, o chodaki Crocs albo portfele Witchena? Stał za nimi jeden człowiek Michał Łagunionek, prezes Lidla w Polsce. To on decydował, aby na reklamy wydawać miliony złotych, przekonując Polaków, że Lidl to sklep z dobrymi polskimi produktami, a do tego równorzędny konkurent Biedronki.
Kompetencje Polaków coraz częściej są doceniane na zagranicznych rynkach. Ma to także związek z pozycją gospodarczą Polski – znacznie trudniej wypłynąć na szerokie wody, kiedy Polska pozostaje rynkiem peryferyjnym. Wraz z rosnącym znaczeniem gospodarczym naszego kraju automatycznie rośnie rola menedżerów zarządzających tym obszarem w strukturach międzynarodowych korporacji. To ważny i trudny rynek, dlatego jeśli ktoś odniósł sukces u nas, zaczyna być to zauważane.
Wina, które mieliśmy 10 lat temu w asortymencie nie dało się pić, a dziś jest już zupełnie inaczej. Posłuchaliśmy klienta, który wytknął nam błąd. Dziś mamy produkty, których na pewno się nie powstydzimy. Nie powstydzi się ich też konsument stawiając je na swoim stole, bo to jest coś, co jest dobre jakościowo. Podałem przykład wina, ale w innych obszarach jest podobnie i to klienci będą nam wyznaczać drogę
Międzynarodowe korporacje kochają takich bohaterów. Same duszą się już we własnym sosie. Aby zdobyć jeden czy dwa procent udziałów rynku topią w reklamie olbrzymi kapitał. Z mizernego wzrostu gospodarczego w Europie w tradycyjnym biznesie nie da się wypracować spektakularnych wzrostów dających powód do rocznych premii. Jeśli ktoś w 10 lat potrafi zbudować 550 sklepów i wypracować ponad 10 mld przychodów na jednym z rynków UE szybko awansuje do innej ligi.
Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl
