
– Na dzień dzisiejszy nie dostrzegam, żeby ta ustawa stanowiła zagrożenie konstytucyjne – mówi Bronisław Komorowski. W trakcie trwającego protestu pod jego siedzibą w Pałacu Namiestnikowskim przeciwko podwyższeniu wieku emerytalnego rozmawiał z Piotrem Dudą, szefem "Solidarności". Po tym spotkaniu wyszedł do dziennikarzy.
REKLAMA
Komorowski przypomina, że "zrozumienie" dla potrzeby podwyższenia wieku emerytalnego wyrażali wcześniej zarówno członkowie lewicy i prawicy, oraz jego poprzednicy. – Zabrakło wówczas odwagi – kwituje prezydent. Podpiera się też autorytetem poprzedniego Rzecznika Praw Obywatelskich (Janusza Kochanowskiego, który zginął w katastrofie smoleńskiej), ponieważ to właśnie on zaskarżył zróżnicowanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn.
Polska, jak mówi Bronisław Komorowski, jest jednym z ostatnich krajów Europy, który podejmuje kroki w tym temacie. Dyplomatycznie komentuje sprzeciw "Solidarności". – Każdy powinien robić swoje – mówi prezydent. Podkreśla, że związki zawodowe powinny zabiegać o prawa pracownicze, rząd musi myśleć o kasie państwa, a obowiązkiem prezydenta jest myślenie długoterminowe.
– Zrobię tak jak mówi konstytucja, nie przewidują głębszej zwłoki, ale potrzebuje czasu na przeanalizowanie ustawy – mówi prezydent. Wydaje się czas wykorzysta, żeby przełożyć podpisanie na chwilę po mistrzostwach w piłkę nożną.
Na koniec Komorowski zapytany o ewentualne problemy rosyjskich piłkarzy w związku z manifestacją w miesięcznicę katastrofy smoleńskiej, mówi: – Ja się zdążyłem przyzwyczaić do rytuału obchodów i nie widzę w tym nic gorszącego. – tłumaczy prezydent. Dodał też, że nie sądzi by ten problem nie był do opanowania.

