Kolejki w Urzędzie Dzielnicy Warszawa - Środmieście.
Kolejki w Urzędzie Dzielnicy Warszawa - Środmieście. Fot. Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta

Kiedyś, zwłaszcza w PRL-u, pracę jako urzędnik postrzegano jako zajęcie lukratywne i wiążące się ze znacznym prestiżem. Mentalność społeczeństwa jednak od tamtego czasu znacznie się zmieniła, okazujemy ludziom wykonującym ten zawód coraz mniej szacunku, wiedząc, że nie są już tak wszechwładni jak kiedyś. Coraz częściej dochodzi też jednak do scen bulwersujących, kiedy urzędnicy różnego szczebla zostają przez ludzi z nimi rozmawiających brutalnie pobici.

REKLAMA
Opisywaliśmy już dzisiaj, jak wyglądają kuchenne kulisy pracy w urzędzie (tutaj), warto też przytoczyć sytuacje, w których petenci nie wytrzymywali ciśnienia związanego z kontaktem z przedstawicielami urzędu. Historii takich jest bez liku. Oto najsłynniejsze z nich:
Z widłami na wójta
Zacznijmy od wydarzeń sprzed kilku dni. O poranku 14 października do urzędu gminy Stoczek wpadł rozwścieczony mężczyzna, uzbrojony w widły i zaczął demolować budynek. Zwabiony hałasem wójt – Mieczysław Wójcik został przez niego przywitany silnym ciosem wymierzonym w podbródek. Napastnik, 50-letni mieszkaniec wsi Grygrów, wybiegł z urzędu i wsiadł do swojego samochodu. Pracownicy próbowali uniemożliwić mu wyjazd, ale ten skutecznie ich zastraszył wymachując na wszystkie strony widłami. Niedoszły petent dopuścił się tego czynu prawdopodobnie z powodu grożącej mu egzekucji komorniczej.
logo
Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej podpalony przez jednego z mieszkańców. Fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta
Śmierć w płomieniach
Zabójstwo jakiego dopuścił się niezrównoważony psychicznie podopieczny Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Makowie jest jedną z najczarniejszych kart w historii tego typu placówek w Polsce. Około 13-stej do ośrodka z butelkami z benzyną przyszedł 62-latek, który ich zawartością, oblał pomieszczenie, w którym znajdowały się dwie pracownice, a następnie je podpalił. Jedna zdołała ujść cało z tragedii, wyniesiona przez mężczyznę, który rzucił się potrzebującym na pomoc. Mniej szczęścia miała Renata B. – 40-latkę pomimo reanimacji nie udało się uratować. Pracownicy wspominają ją jako osobę uczynną, o dobrym sercu. W efekcie tej sprawy zmieniło się prawo, dzięki czemu pracownicy pomocy społecznej mają obecnie zapewnioną większą ochronę policji.
Skopany przed miejscem pracy
W typowo chuligański sposób został pobity zastępca naczelnika Wydziału Spraw Obywatelskich Urzędu Miasta w Częstochowie. Do zdarzenia doszło 20 maja 2013 r. o 7.30 w porze, gdy poszkodowany zmierzał do pracy.Przed samą siedzibą urzędu po wyjściu z samochodu zaatakowało go dwóch niezamaskowanych, nieznanych mu mężczyzn. Mirosław Anioł dzień zamiast za biurkiem spędził w szpitalu i na policji. Sprawa na tyle zbulwersowała Krzysztofa Matyjaszczyka, prezydenta miasta, że wyznaczył nagrodę 5 000 zł za pomoc w ujęciu sprawców. Sporządzono portrety pamięciowe, sprawdzono nagrania z monitoringu i... sprawa na skutek nieznalezienia sprawców niedługo potem ucichła.
logo
WADOWICE , BUDYNEK URZĘDU MIASTA PRZY PLACU JANA PAWŁA II 23. Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta
Ile kosztuje fontanna?
W Wadowicach, na placu Jana Pawła II postawiono nową fontannę w miejsce starej. Wykonywała ją dla urzędu miasta firma kamieniarska Road Memory. Jej właściciel, Sławomir Chudoba został oskarżony o pobicie urzędnika magistratu i zabranie mu dokumentów, do czego miało dojść 25 kwietnia 2013 r. Zdaniem władz miasta właściciel firmy chciał wymusić na nich znacznie zawyżoną zapłatę za wykonane tzw. roboty dodatkowe, które wyliczył na 400 000 zł. Doszło do awantury w wyniku której urzędnik się poślizgnął i się wywrócił (zdaniem oskarżonego) bądź, jak twierdzi sam poszkodowany, został on pobity przez naszego bohatera. Zniknęła też należąca do urzędu dokumentacja. Kamieniarz tłumaczył, że były to jego własne dokumenty. Co ciekawe firma kamieniarska działa do dziś i sądząc z prezentowanej oferty nie dotknęła ją urzędnicza zemsta.

Napisz do autora: manuel.langer@natemat.pl