
Dawniej tzw. "lemingi" były na ustach wszystkich. Dzisiaj o tym wielkomiejskim elektoracie Platformy nie ma śladu, a same "lemingi" pozostają w przedwyborczym letargu. Zdaniem prof. Radosława Markowskiego, politologa, w przededniu wyborów, ta grupa wyborców powinna wyjść z cienia i odpowiedzieć sobie na kilka fundamentalnych pytań. "Przed wyborami lemingi muszą spojrzeć dalej niż 50 metrów wokół własnego pępka" – mówił w TOK FM.
– Leming, wykształciuch, klasa średnia będą musieli wejrzeć w siebie i odpowiedzieć sobie na fundamentalne pytania. Oczywiście rządząca od ośmiu lat koalicja mogłaby lepiej pracować. Ale czy ta ciepła woda w kranie, autostrady i inne rzeczy są takie małe? – mówił politolog na antenie rozgłośni.
Jego zdaniem, tzw. lemingi od dłuższego czasu pozostawały w letargu, ale w tym szczególnym przedwyborczym czasie, ci wyborcy powinni podjąć trud i przemyśleć, czy głos wrzucony do urny będzie dobrze spożytkowany i przysłuży się interesom całej grupy.
Sformułowanie "lemingów" swego czasu robiło w mediach zawrotną karierę. Przypisywano tej grupie wyborców różne cechy, ale to, co łączyło lemingi, to niezachwiana wiara w rozwój kraju i chęć uczestniczenia w tym swoistym prosperity. Lemingi do tej pory głosowały na te partie, które gwarantowały im życie na przyzwoitej stopie i przysłowiową ciepłą wodę w kranie.
Wielkomiejski elektorat trudno jednak zmobilizować, a jego zaangażowanie w kolejne wybory za każdym razem staje pod znakiem zapytania. Jak zachowa się przy nadchodzących wyborach i czy wesprze po raz kolejny Platformę? Odpowiedź na to pytanie padnie po podliczeniu głosów w niedzielnych wyborach do Sejmu.
Źródło: TOK FM
