
Jacek Żakowski w ramach wigilijnego pojednania przeprasza lemingi, które poczuły się dotknięte jego słowami – "Wstyd mi za lemingi", którymi skomentował fakt, że tylko jeden człowiek wyszedł na ulice, by sprzeciwić się maszerującym nacjonalistom.
Jacek Żakowski za swoje słowa o wstydzie za lemingi, które siedzą w domach, zamiast przeciwstawić się nacjonalistom i pokazać siłę, dostał od nich – jak sam przyznaje – "łomot".
Publicystę szczególnie mocno dotknął list jednej z czytelniczek "Gazety Wyborczej" – Pani Anny, która zapytała czy naprawdę oczekuje od nich, że pójdą na barykady. I tym samym, zaliczyła go do "chóru przemądrzalców powtarzających, że jej pokolenie (młode, bo już po gimnazjach) ogólnie jest beznadziejne".
Żakowski w felietonie w "Gazecie Wyborczej" podkreśla, że nie chciał nikomu zrobić przykrości.
Jacek Żakowski
felieton w "Gazecie Wyborczej"
Czytaj też: Nacjonalista maszeruje, leming siedzi w domu
Żakowski nie tylko przeprasza. Jako przedstawiciel "powojennego wyżu", przyznaje, że żadne pokolenie wcześniej "tak beztrosko przejadło jednocześnie dorobek swoich rodziców i dzieci".
Jacek Żakowski
felieton w "Gazecie Wyborczej"
Zaznacza jednak, że to oczywiście nie daje ani jemu, ani inny przedstawicielom tego pokolenia prawa do pouczania. Podkreśla, że swoim apelem chciał przekonać pokolenie Pani Anny, że "muszą się bronić". W przeciwnym razie, jego pokolenie "ogryzie ich do kości".
Jacek Żakowski
"Gazeta Wyborcza"
I na zachętę przypomina, że raz już się lemingom udało – w sprawie ACTA. Kiedy protestując na ulicach "zmusili do ustępstw rząd, Unię, Amerykę, a nawet korporacje."
Cały felieton w "Gazecie Wyborczej"
