
Bycie warszawiakiem to niełatwy chleb. Trzeba się wciąż oglądać i pilnować, aby nie popełnić warszawskiego faux pas. W przeciwnym wypadku, będziesz musiał wysłuchiwać miejskiej propagandy i znosić pełne wyższości spojrzenia prawdziwych tubylców.
REKLAMA
1. Te zdradliwe nazwy
Nie Pola Mokotowskie, ale Pole Mokotowskie. Ta mała różnica w liczbie triumfalnie wyciągnie ci słomę z butów i obwieści całemu światu: oto słoik! Z wekiem w krateczkę i wstążeczką od mamy!
To samo tyczy się stacji metra na Placu Wilsona – nie Łilsona, stania w korku na Woronicza, nie Woroniczej, a także randki we Włochach, nie we Włoszech. Chociaż zdecydowanie to ostatnie brzmi lepiej w drugiej wersji.
2. Tablica rejestracyjna
Tablice rejestracyjne Zamościa, Łukowa i innych miejscowości zawsze stoją dłużej i nie będą wpuszczane ot tak do kolejki aut czekających na bezkolizyjnym. Warszawskim rejestracjom zawsze się bardziej spieszy i nie licz na to, że cię wpuszczą. Dlatego nawet jeśli masz na podjeździe pięknego SUV-a, ale nie stołeczną rejestrację – lepiej jedź metrem. Po pierwsze, dojedziesz szybciej, po drugie, nikt nie będzie plotkował, że dorobiłeś się w agrobiznesie.
3.GPS
Jeśli nawet jakimś cudem udało ci się zdobyć warszawskie tablice rejestracyjne, to dopiero połowa sukcesu. Czeka cię jeszcze przeprawa przez miejską drogową dżunglę. Nie znasz miasta? Lepiej krążyć i się stylowo spóźnić niż używać GPS-a. To cię zdradzi na skrzyżowaniu i przyciągnie pełne wyższości spojrzenia. Trzeba też uważać na obsługę samego sprzętu. Najczęstszym błędem są dobre zamiary i złe namiary. Tak więc umawiając się Pod Gigantami nie wpisuj tego dosłownie w nawigację, bo trafisz do komisu meblowego. Jeśli już krążysz pół dnia – ukryj GPS-a między nogami.
4. Dzielnia
Nigdy nie mów, że mieszkasz na Białołęce! To prawdziwe epicentrum słoików. Jeśli więc wielopokoleniowa warszawska rodzina sprawiła ci w posagu mieszkanie na obrzeżach, wynajmij je studentom i uciekaj do Śródmieścia. Z kolei jeśli nie masz możliwości zmiany mieszkania, a nowa sympatia zaproponuje odwiezienie do domu, powiedz: poproszę na Stary Żoliborz
5. Ruchome schody
Jeśli masz obfity mięsień piwny (przez piwo Łomża) i nie mieścisz się w ramy ruchomych schodów – nie jedź schodami, gdyż niezbyt jasno deklarujesz po stronie po której stoisz. A Warszawa stoi po prawicy. Jeśli się zapomnisz i zablokujesz przejście, możesz otrzymać wiele znaczącego szturchniaka. Warszawa jest prawa, a prawowici mieszkańcy znają swoje zasady.
6. Jedzenie
Jesteś ze znajomymi w restauracji "Swojska Chata"? Koniecznie zapytaj kelnera o mleko sojowe do kawy i czy przypadkiem nie ma gnocchi bez glutenu. Nie ma? Grymaś i ostentacyjnie oznajmij: ale dziura. Po czym zaproponuj zmianę miejsca na sushi. Ulubione pierogi zjesz w domu. W centrum handlowym, gdzie organizują minifestyny rodzinne w niedzielę, niech ci do głowy nie przyjdzie skusić się na chłopskie przysmaki! Nie paraduj z pajdą chleba ze smalcem i odkształconym przez korniszona policzkiem.
7. Gusta muzyczne
Jeśli przypadkowo zrobiono ci zdjęcie na festynie, gdzie grała grupa Akcent – usuń ślady zbrodni. Jeśli słyszysz w radiu "Ona tańczy dla mnie" powstrzymaj niesforną nogę zgrabnie już pląsającą wbrew twojej woli. Oczywiście naturę trudno okiełznać, ale prawdziwy warszawiak opanował tą sztukę do perfekcji. Co ci w duszy gra, niechże tam zostanie.
Z drugiej strony czasami warto łamać konwenanse. Czy nie przyjemnie by było stać na środku ruchomych schodów na stacji Łilsona w drodze na włochatą randkę? Na którą oczywiście podjedziemy metrem z uniesionym nad głową GPS-em w poszukiwaniu zaginionego sygnału. A nowej sympatii sprezentujemy kapuśniaczek domowej roboty i planując kolejne kroki pojedziemy polskim busem w podroż poślubną. Na Białołękę.
Napisz do autorki: kalina.chojnacka@natemat.pl
