Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Premier nie traci entuzjazmu. Na posiedzeniu Rady Krajowej Platformy Obywatelskiej Donald Tusk analizował obecną sytuację polityczną, tłumaczył swoje decyzje oraz przekonywał, że nie jest tak źle, jakby się mogło wydawać.

REKLAMA
- Gdybym nie umiał uprawiać polityki miłości, nie nadawałbym się na premiera - mówił na zebraniu Rady Donald Tusk. - Jeśli zaczniemy odpowiadać pięknym za nadobne, jeśli przebierzemy się w stroje tych, którzy nas zwalczają, nie przekonamy Polaków do swoich racji - przekonywał. Dodał także, że źródłem siły Platformy jest trzymanie nerwów na wodzy.
Premier stwierdził, że zrealizowane zostały najryzykowniejsze punkty ze swojego expose. - Nie zapomnieliśmy o Polakach, ale ryzyko musieliśmy wziąć na siebie - mówił. Przekonywał też, że PO ma trzy główne zadania: obronę przed kryzysem, rozwój infrastruktury i obronę przed opozycją, która zarzuca Polsce brak niepodległości.

Nie poddamy się. Jakby to wyglądało, gdyby Wojtek Szczęsny w 65. minucie meczu finałowego z Rosją zszedł z boiska, bo padający deszcz naraża go na niewygody - przekonywał Donald Tusk

- Obronę przed kryzysem realizujemy skutecznie. Wiem, że z punktu widzenia zwykłego obywatela tak się nie wydaje, ale jak patrzymy na rozwinięte państwa, które dopadł kryzys, to widzimy, że nasz sposób jest lepszy. Mamy wielki plac budowy, nie wszystko nam się udało, ale rozwijamy się. Zagraniczna prasa chwali nasze przygotowania, niemiecka nazywa nas "Mistrzami Europy" - przekonywał Tusk.
Premier stwierdził, że atutem Polski jest stabilny rząd. - Nie można się teraz poddawać - zaapelował. Przyrównał niechęć do rządu niektórych środowisk do piłkarskiej reprezentacji Polski. - Wyobraźmy sobie, że piłkarze zrobili coś źle i zostali wygwizdani przez kibiców. Co by było, gdyby się obrazili i zeszli z boiska? Tak nie można postępować, prawdziwa drużyna walczy do końca - przekonywał.