Rok 2007. Stefan Niesiołowski i Janusz Palikot jeszcze w jednej partii.
Rok 2007. Stefan Niesiołowski i Janusz Palikot jeszcze w jednej partii. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Prawo i Sprawiedliwości podjęło dzisiaj uchwałę zakładającą, że przedstawiciele PiS nie będą uczestniczyć w programach radiowych i telewizyjnych, do których zaproszeni zostaną Janusz Palikot i Stefan Niesiołowski. - To pseudowydarzenie - mówi naTemat ekspert marketingu politycznego dr Olgierd Annusewicz. - Ten bojkot nie wyjdzie PiS na dobre - komentuje socjolog prof. Ireneusz Krzemiński.

REKLAMA
W oficjalnym stanowisku Komitet Polityczny PiS uzasadnia decyzję o podjęciu kolejnego bojkotu (wcześniej partia bojkotowała m.in. stację TVN) wielokrotnym łamaniem przez Janusza Palikota i Stefana Niesiołowskiego standardów wystąpień publicznych i zasad zwykłej przyzwoitości. Co zdaniem PiS, psuje debatę publiczną w Polsce. "Zachowanie obu polityków jest niedopuszczalne, a polemika z nimi jest jedynie uwiarygodnianiem ich postawy, która nie powinna być tolerowana w debacie publicznej" - oceniły władze PiS.
"Pseudowydarzenie"
Olgierd Annusewicza
politolog, ekspert marketingu politycznego

- To jest bez znaczenia. Co spowoduje ten bojkot dla Stefana Niesiołowskiego? Nic. Dla Palikota? W zasadzie również nic.

Zdaniem ekspertów, takie stanowisko największej partii opozycyjnej nie ma jednak żadnego większego znaczenia dla realnej polityki. - To jest bez znaczenia. Co spowoduje ten bojkot dla Stefana Niesiołowskiego? Nic. Dla Palikota? W zasadzie również nic. I dla samego PiS raczej też nie spowoduje to nic nowego - ocenia w rozmowie z naTemat dr Olgierd Annusewicz, specjalista marketingu politycznego z Instytut Nauk Politycznych UW. - To jest kolejne dziwaczne stanowisko PiS. Które jednocześnie bardzo wyraźnie pokazuje, jak ważna jest podstawowa zasada w dyskursie politycznym, czyli wolność słowa. Nawet najgłupsze i najbardziej denerwujące opinie mają prawo zaistnieć. Dlatego, moim zdaniem, ten bojkot nie wyjdzie PiS na dobre - ocenia prof. Ireneusz Krzemiński.
Dodając, że ze strony PiS to raczej tylko zwykła gra na umocnienie twardego elektoratu. - To co najwyżej może znowu utwierdzać zażartych zwolenników prezesa Kaczyńskiego i PiS, ale na pewno nie będzie to budziło sympatii innych ludzi - mówi Krzemiński. Pdobnie do najnowszego bojkotu PiS odnosi się też Olgierd Annusewicz. - Jeżeli ktoś jest dzisiaj zwolennikiem PiS, będzie nim dalej. A wszyscy pozostali pokiwają głową i powiedzą: "no niech sobie bojkotują". To nic nie zmieni. W kategoriach politologicznych to jest pseudowydarzenie. Akt, który nic nie zmienia w rzeczywistości politycznej. Wyborcy PiS i tak nie lubią Niesiołowskiego i Palikota, wiec tylko mogą się ucieszyć bardziej, ale "bardziej" już na PiS nie zagłosują - twierdzi politolog.
Zwracając uwagę na to, że nie bez znaczenie może być tutaj prosta gra na emocjach. - Zarówno Niesiołowski jak i Palikot są postaciami bardzo kontrowersyjnymi. Można nawet postawić tezę, że po odejściu Janusza Palikota z Platformy, to Stefan Niesiołowski przejął cześć tych funkcji, które z punktu widzenia marketingowego Palikot w PO pełnił - przypomina Annusewicz.
Wolność słowa najważniejsza
Ireneusz Krzemiński
socjolog

To jest kolejne dziwaczne stanowisko PiS. Które jednocześnie bardzo wyraźnie pokazuje, jak ważna jest podstawowa zasada w dyskursie politycznym, czyli wolność słowa. Nawet najgłupsze i najbardziej denerwujące opinie mają prawo zaistnieć. Dlatego, moim zdaniem, ten bojkot nie wyjdzie PiS na dobre.

Profesor Krzemiński tłumaczy tymczasem, dlaczego i ten bojkot może przerodzić się w sytuację bardzo niekorzystną dla PiS - Z moich badań wynika, że Polacy są aż nadmiernie przywiązani do prawa do wyrażania swoich opinii i poglądów - mówi socjolog. Jego zdaniem, taki sam bojkot mógłby zresztą spotkać i Jarosława Kaczyńskiego. - Sam prezes Kaczyński wygłosił kilkakrotnie już takie tezy o rożnych ludziach i kategoriach społecznych, które z moralnego punktu widzenia były równie naganne jak te, które chce teraz krytykować. Jest pewne niebezpieczeństwo w takiej postawie. Jeżeli będziemy dawali sobie prawo do tak daleko idącej oceny innych, że zabraniamy im zabierać głos, przestajemy traktować jako partnerów, to ta wielka konstrukcja demokracji - z jej niezwykłymi zaletami i wszelkimi wadami - jest zagrożona - ocenia Ireneusz Krzemiński.
Nieco bardziej sceptyczny wobec takiej opinii jest jednak Olgiard Annusewicz, który twierdzi, że bojkot Niesiołowskiego i Palikota nie musi być dla PiS tak samo niekorzystny, jak ten, gdy partia udawała, że nie istnieje TVN. - PiS jest na tyle dużą i ważną partią, że nie sposób jej ignorować. Dziennikarze i wydawcy będą musieli się więc teraz starać, by nie zapraszać osób bojkotowanych i polityków PiS razem - mówi ekspert. - Czym innym jest nieobecność w jednej z głównych stacji telewizyjnych, a czym innym nie stawianie się na rozmowy z osobami, które uważamy za niegodne rozmowy - podsumowuje.