Kampania prezydencka wytworzyła nić przyjaźni między Andrzejem Duda a Beatą Szydło.
Kampania prezydencka wytworzyła nić przyjaźni między Andrzejem Duda a Beatą Szydło. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Na razie to Jarosław Kaczyński trzyma w dłoni wszystkie sznurki. Ale Beata Szydło może spróbować wybić się na samodzielność. Jeśli tak, będzie miała w tym potężnego sojusznika. Andrzej Duda wielokrotnie mówił, jak wiele zawdzięcza wiceprezes PiS. Teraz może przyjść czas odwdzięczania się przyszłej szefowej rządu.

REKLAMA

Przez blisko pół roku Beata Szydło była cieniem Andrzeja Dudy, nie odstępowała go na krok. Prezes oddelegował ją do prowadzenia kampanii prezydenckiej kandydata PiS. Ale mało by brakowało, a w ogóle nie byłoby duetu Szydło-Duda (czy raczej Duda-Szydło).

Przypadkowa przyjaźń Bo po dobrej kampanii samorządowej we Wrocławiu do pokierowania kampanią prezydencką PiS przymierzana była Mirosława Stachowiak-Różecka. Ale po tym, jak na pierwszym spotkaniu sztabu zaczęła rozstawiać zasłużonych polityków PiS po kątach, została "koordynatorką prac Rady Programowej", a na czele sztabu postawiono Szydło.

Chociaż zarówno Andrzej Duda, jak i Beata Szydło są z Małopolski, PiS dzieli swoje struktury według okręgów wyborczych, a nie województw. Duda działał w Krakowie, a Szydło zajmowała się okręgiem nr 12, obejmującym powiaty myślenicki, suski, wadowicki, oświęcimski i chrzanowski. Nie było między nimi sporów, ale też nie było głębszej współpracy. Pierwsze wspólne zdjęcie polityków, które można znaleźć w archiwach Agencji Gazeta pochodzi z listopada 2010 roku.

14 listopada 2010 roku - pierwsze wspólne zdjęcie Beaty Szydło i Andrzeja Dudy w naszym archiwum.
14 listopada 2010 roku - pierwsze wspólne zdjęcie Beaty Szydło i Andrzeja Dudy w naszym archiwum. Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta

Nie ta liga Szydło była już wtedy od kilku miesięcy wiceprezesem Prawa i Sprawiedliwości, a Andrzej Duda szerzej nieznanym kandydatem na radnego Krakowa. Nie miał swojej pozycji politycznej, szczególnie, że – jak pisałem w naTemat – w Pałacu Prezydenckim znalazł się dzięki Zbigniewowi Ziobrze.

Kiedy po krakowskim samorządzie przyszła kolej na Sejm, Duda zajmował się prawem, Szydło ekonomią, więc nie pojawiali się nawet na tych samych konferencjach prasowych czy komisjach. Jedynym okresem, kiedy mieli szansę bliżej współpracować były czasy, gdy Duda zastępował Adama Hofmana jako rzecznik PiS. Ale później polityk z Krakowa wyjechał do PE i drogi jego i Szydło znowu się rozeszły.

Przyjaciele z autobusu Dopiero w kampanii prezydenckiej Szydło i Duda zaczęli blisko współpracować. Szefowa kampanii była odpowiedzialna za to, by mechanizm działał sprawnie, by poszczególne zespoły odpowiedzialne za organizację spotkań, za produkcję spotów, za internet, za wykup miejsc reklamowych nie wchodziły sobie w drogę.

Poza tym jeździła z Andrzejem Dudą Dudabusem (na zmianę z Joachimem Brudzińskim). A ponad trzy miesiące jeżdżenia razem autobusem to dziesiątki i setki godzin rozmów. Współpraca układała się tak dobrze, że Duda chciał zrobić Szydło szefową swojej kancelarii. Jednak prezes miał wobec niej inne plany: ogłosił ją kandydatką PiS na premiera.

Prezydent poleca Dlatego nie ma się co dziwić, że Szydło i Duda nadal pozostają w kontakcie. Widać to było w kampanii parlamentarnej. Już jako prezydent-elekt Duda pojawił się na konwencji PiS na Torwarze, gdzie zaprezentowano wiceprezes jako kandydatkę na premiera. Zrobił to, choć oczywiste było, że szybko pojawią się krytyczne komentarze, przypominające o zwyczajowej apartyjności prezydenta.

– Nie byłoby mnie tutaj, gdyby nie ta niezwykle mądra i wspaniała kobieta – mówił wtedy Andrzej Duda. – Beata zawsze mówiła: przede wszystkim musimy słuchać ludzi, musimy być dla nich takimi, jacy naprawdę jesteśmy. Nie kreacja, nie sztuczności. Wybory trzeba wygrywać w Polsce prawdą, wygrywać uczciwością – wychwalał szefową swojego sztabu. Ciche wsparcie Duda oddał też partii swój autobus, który został przemalowany i zmienił się w Szydłobus. Prezydent-elekt osobiście przekazał pojazd szefowej swojego sztabu, co znowu spotkało się ze negatywnymi komentarzami. Dlatego później Duda nie popierał Szydło już tak otwarcie, szczególnie, że od 6 sierpnia nie był już elektem, tylko urzędującym prezydentem.

Choć w kampanii parlamentarnej otwarcie Duda tylko raz poparł PiS, w ostatnim dniu kampanii wystąpił na wiecu z kandydatami partii, skrycie kibicował Szydło. Przede wszystkim jednak nagłaśniał pomysły polityczne PiS. To Beata Szydło stała na czele grupy, która przyszła do prezydenta ze swoimi projektami ustaw, odrzuconymi wcześniej przez większość PO. Na tydzień przed wyborami mówił, że jest spokojny o wynik debaty kandydatki PiS z szefową PO.

Próba Prezydent deklarował też, że nadal utrzymuje z szefową swojego sztabu przyjacielskie relacje, choć ze względu na kampanię Szydło nie ma czasu na rozmowy. Mimo nawału obowiązków Beata Szydło znalazła czas dla Dudy, kiedy prezydent zadzwonił z gratulacjami po ogłoszeniu wyników exit poll. Kandydatka PiS na premiera pochwaliła się tym podczas wywiadu udzielonego w czasie wieczoru wyborczego w TVN24.

Dlatego łatwo przewidzieć, że kontakty na linii Duży Pałac (prezydencki) – Mały Pałac (Kancelaria Premiera) będą się układały o niebo lepiej, niż dzisiaj, kiedy ten drugi nadal zajmuje Ewa Kopacz. Gorzej może być później, bo polski system polityczny nieuchronnie prowadzi do konfliktu między tymi ośrodkami. To będzie trudna próba dla przyjaźni Andrzeja Dudy z Beaty Szydło.