
Wielu zwykłych Niemców ma dość kryzysu związanego z emigrantami, dlatego postanowiło pozwać swoją kanclerz i postawić w stan oskarżenie o zdradę stanu. Do końca października do prokuratur w całym kraju wpłynęło już 400 zawiadomień tego typu, jak podała berlińska Prokuratura Generalna.
REKLAMA
Warto przypomnieć, że z podobnymi wnioskami i oskarżeniami zwracały się już wcześniej władze niemieckich landów (odpowiadających naszym województwom, ale mających w tym kraju dużo większe znaczenie, gdyż z ich przedstawicieli składa się izba wyższa, niemiecki senat).
W całych Niemczech w ostatnim czasie lawinowo rośnie liczba osób niechętnych przybyszom z Bliskiego Wschodu i innych regionów. Szacuje się, że obecnie strach przed ich napływem odczuwa ok 51 proc. społeczeństwa (wcześniej podobne deklaracje składało "tylko 31 proc.).
Merkel ostatnio nie może liczyć na głosy poparcia nawet w swojej własnej partii CDU, ani z siostrzanej CSU, której matecznikiem jest niechętna jej Bawaria (jeden z najmocniej protestujących landów). Wielu posłów jej formacji coraz częściej szansę na zaistnienie upatruje w oponowaniu przeciwko jej poczynaniom. Coraz większym poparciem cieszą się też neonaziści z NPD (Narodowodemokratyczna Partia Niemiec), głoszący hasła ksenofobiczne.
Można się zastanawiać, czy wkrótce niemiecka kanclerz nie będzie zmuszona do korekty swojej polityki i przekazu medialnego, by móc odzyskać utraconych wyborców, tak jak uczyniła to Partia Konserwatywna w Wielkiej Brytanii, która tym samym odebrała głosy nacjonalistom. Na szczęście do wyborów parlamentarnych w Niemczech jeszcze jest daleko.
Napisz do autora: manuel.langer@natemat.pl
