
Ta wiadomość będzie newsem dnia dla wielu osób z pokolenia współczesnych 30-latków. Firma Blizzard szuka programistów, którzy będą rozwijać... klasyczne tytuły legendarnego producenta. Chciałoby się powiedzieć: nareszcie! W końcu postanowiono wrócić do korzeni i postawić na sprawdzoną grywalność, a nie kolejną cukierkową grafikę.
"Fascynujące historie. Intensywny multiplayer. Rozgrywka, która nigdy się nie nudzi. Te cechy uczyniły Starcrafta, Warcrafta III i Diablo II tytanami swoich czasów. Ewolucja systemów operacyjnych, sprzętu i usług online sprawiła jednak, że wiernym fanom i nowym graczom coraz ciężej dziś doświadczyć ich na nowo. Dlatego chcemy przywrócić je do dawnej chwały, ale potrzebujemy twoich talentów w zakresie inżynierii oprogramowania, pasji i zdolności" – tak brzmi początek ogłoszenia, które rozgrzewa fanów serii na całym świecie.
Diablo II i Starcraft to marka sama w sobie. Warcraft III naturalnie też, ale był wydany nieco później i nie budził już aż takich emocji. Pytania po premierze Diablo II, "kim grasz" były obowiązkowe na każdym podwórku. To właśnie m.in. Starcraft doprowadził do rozkwitu kawiarenek internetowych. Tam bowiem przychodziło się na CeEsa (Counter Strike) oraz Stara (właśnie Starcraft).
Na Diablo II spędzałem wagary w szkole ponad 10 lat temu. Ta gra miała wszystko - dynamika, potwory i grafika. No i ta muzyka, przy której czuło się dreszcze. Później grałem w gry o lepszej grafice, ale nie miały tego co Diablo - grywalności
Nie potrzebuję trójwymiary i machania bronią w powietrzu jak z filmach kung-fu. Dla mnie liczy się klimat gry i Diablo II była jedną z ostatnich, która przy prostym rzucie z góry dawała niesamowite odczucia. Grałem w nią w rozdzielczości 800 x 600 i była rewelacyjna. Nie chodziło tu o fajerwerki, a o prawdziwą radość z grania i zarwane noce, gdzie o godzinie pierwszej mówi się - gram do drugiej, o drugiej do trzeciej i tak do szóstej rano.
Napisz do autora: piotr.celej@natemat.pl
