
Czesław Kiszczak odszedł w wieku 90 lat. I właśnie tyle potrzebował, by przeprosić się z Bogiem za lata ateizmu. Wprawdzie żona nie zdążyła wezwać księdza, by go namaścił, a grobowa tabliczka z nazwiskiem zamiast na krzyżu, zawisła na kołku, ale komunistyczny działacz miał odejść w zgodzie ze Stwórcą. Polakom trudno jednak jest zrozumieć, że osoba z taką kartą w historii mogła nagle dokonać wewnętrznej przemiany.
Czesław Kiszczak dołączył do grona ateistów, którzy w ostatnich chwilach swojego życia zmienili zdanie w kwestiach wiary. – Ciekawe, choć oczywiście nigdy tego nie zweryfikujemy w sposób empiryczny, jak potoczyła się rozmowa Pana Boga z generałem, jak przebiegało to sprawozdanie z życia Czesława Kiszczaka, przed tą najwyższą instancją – mówi naTemat teolog i publicysta Jarosław Makowski.
Wygląda to na coś w rodzaju ostatniego ubezpieczania w razie, gdyby jednak się okazało że Pan Bóg istnieje, oraz że obowiązuje nie tylko ta sprawiedliwość, którą orzekają sądy ludzkie. Jest też instancja wyższa.
Nawracanie się ateistów to zjawisko wykorzystywane jako argument przeciwko obieraniu takiej drogi życia. Ateista i bloger naTemat Janusz Omyliński przypomina, że podobnie było z Darwinem, czy nawet nawet z Christopherem Hitchensem, który wyraźnie, wielokrotnie mówił o tym, że takie pogłoski się pojawią i żeby w nie nie wierzyć.
Kilka miesięcy temu, gdy zmarł niewierzący dziennikarz Robert Leszczyński, w mediach pojawiła się informacja także o jego duchowej przemianie. – To było dobre dziecko. Był ochrzczony, miał wszystkie sakramenty, w szpitalu przyjął ostatnie namaszczenie od młodego, bardzo mądrego księdza – mówiła na pogrzebie matka Roberta Leszczyńskiego, który cztery lata wcześniej złożył wniosek o apostazję, czyli formalne wystąpienie z Kościoła Katolickiego.
Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl
