
Jesień 1918 roku była doprawdy wyjątkowa. Na mapę świata właśnie powracała Polska, rodząca się w bólach I wojny światowej. Podczas gdy inni, pogrążeni w żałobie i zadumie, sporządzali bilanse strat, my - Polacy - także tragicznie doświadczeni, mieliśmy powody do świętowania.
"Kurier Poranny", 8 X 1918
Wczoraj od południa Warszawa zmieniła oblicze, zmieniła je nagle, jak za uderzeniem pioruna. Bo, zaiste, uderzył piorun! (...) Piorun błogosławiony! Onegdaj Warszawa wyglądała jak mumia, owinięta w szmatki i łachmanki, nasycone sublimatem utrwalającym pozór istnienia. Wczoraj posępna mumia wzięła w siebie piorun, rzucony boską dłonią Klio (...). Ulice poczęły krążyć, place wirować (...). Chwila uroczysta, godzina wielkiego cudu: zrasta się w jedno ciało rozcięty po trzykroć narodowy organizm. (...) Zwracają nam dzieje to, co nam odjęły. Zwracają nam naszą ludzką własność. I niemiejmy z radości!
Zofia Romanowiczówna, działaczka społeczna, 8 X
Czy prawda? Czy to być może? Mówią mi, powiedziano mi przed godziną, że Polska ogłoszona wolną i niepodległą, cała, do morza! Ach!... Nie mam słów na to, się dzieje w mojej duszy. (...) Rwę się jak ptak w klatce, gorąco pragnę, żeby już był ranek, by gdzieś polecieć i mówić z ludźmi, co wiedzą, co myślą, czy to prawda?
Maria Dąbrowska, pisarka, 13 X
Żyjemy w baśni, najprzecudowniejszej baśni. Zdaje mi się, że nie jesteśmy dość wielcy, aby czuć się dostatecznie szczęśliwi. Nie jesteśmy dość dobrzy, aby być godni. O, bądźmy wielcy i dobrzy. Lewica na jutro strajk ogłasza, jako protest przeciwko wciąż nielikwidowanej okupacji. Rada Regencyjna przejmuje wojsko pod swoją władzę, gromadzi je, Polska się łączy, odbudowuje; o Boże - a tu strajk - jakieś mi się to wydaje małe...
Maria Dąbrowska, pisarka, 16 X
Wracałam tramwajem, widziałam na Marszałkowskiej, koło Dworca Wiedeńskiego, ogromne tłumy oczekujące na przyjazd Piłsudskiego, a i w tramwaju o niczym innym nie mówiono. Chapeau bas przed Piłsudskim, jeśli on w istocie potrafi nad sytuacją zapanować, ale taki kult dla jednego człowieka, gdy idzie o całą Polskę, to psychoza pewnego rodzaju...
Antoni Stawarz, oficer, 31 X
Zaczął się budzić ruch uliczny (w Krakowie - red.). Skuleni od zimna przechodnie szybko przemykali ulicami do swoich zajęć. Nie zwracali na nic uwagi. Ten i ów potknął się o podeptanego orła austriackiego. Odruchowo podnosi głowę i nad koszarami widzi biało-czerwoną flagę. Sen czy jawa? Przeciera oczy. Przecież chorągiew wisi! Kieruje wzrok na żołnierzy. Stoją spokojnie, ozdobieni kokardami narodowymi! A więc to prawda? Nie sen? Rzeczywistość! Powstała Polska!
Ignacy Boerner, oficer POW, 11 X
Przed gmachem "gubernatorskim" (w Warszawie - red.) zastałem liczny tłum, który zachowywał się bardzo niespokojnie (...). Po wejściu na salę przedstawił mi się niezwykły widok. Duża sala przepełniona była żołdactwem niemieckim, niedawno tak butnym, bezwzględnym i hardym, a dziś stanowiącym bezwolną, przestraszoną gromadę, która drżała o swoją skórę, obawiając się jakiejś niezwykłej potęgi POW, która ich zniesie, rozprawi się z nimi krwawo za doznane krzywdy.
Mieczysław Jankowski, działacz społeczny, 11 XI
Ludność samorzutnie zaczęła rozbrajać żołnierzy, którzy poddawali się temu przeważnie bez protestu. Zaraz na ulicy Wareckiej (w Warszawie - red.) spotkałem jakiegoś wojskowego niemieckiego, silnego, rosłego mężczyznę, za którym biegł mały 12-13-letni uczniaczek. Gdy go dogonił, zatrzymał go i kazał mu oddać broń, a duży Niemiec bez słowa odpiął pas i oddał mu szablę.
Jędrzej Moraczewski, członek Polskiej Komisji Likwidacyjnej w Galicji
Niepodobna oddać tego upojenia, tego szału radości, jaki ludność polską w tym momencie ogarnął. Po 120 latach prysły kordony! Nie ma "ich"! Wolność! Niepodległość! Zjednoczenie! Własne państwo! Na zawsze! Chaos? To nic! Będzie dobrze. Wszystko będzie, bo jesteśmy wolni od pijawek, złodziei, rabusiów, od czapki z bączkiem, będziemy sami sobą rządzili. (...) Od rana do wieczora gromadziły się tłumy na rynkach miast. Robotnik, urzędnik porzucali pracę, chłop porzucał rolę i leciał do miasta, na rynek, dowiedzieć się, przekonać, zobaczyć wojsko polskie, polskie napisy, orły na urzędach...
Maria Górska (z Łubieńskich), pisarka
Wojsko niemieckie, idąc za przykładem Berlina, bez oporu broń rzuca. Mamy więc już i karabiny, i kartaczownice, i amunicję, i duże zapasy surowców, żywności, ubrań, samochodów. Łatwa ta zdobycz upaja miasto, ulice przepełnione, ludzie płaczą z radości, ściskają się z nieznajomymi. "Mamy Polskę!" - mówią głośno. (...) Radość ogólna, dzień to przepiękny, cudowny, o którym tylko w snach się mówiło.
Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl
