Smutny Ryszard Bez Ziemi. Najwierniejszy rycerz prezesa został bez posady w nowym rządzie

Ryszard Czarnecki, najwierniejszy żołnierz prezesa, został bez posady w nowym układzie władz.
Ryszard Czarnecki, najwierniejszy żołnierz prezesa, został bez posady w nowym układzie władz. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Ryszard Czarnecki ma do prezesa Kaczyńskiego stosunek absolutnie bezkrytyczny i pełen uwielbienia. Zgadza się z szefem PiS we wszystkim i mówi o tym głośno, wyszukując ciągle nowe przymiotniki do określenia geniuszu Kaczyńskiego. I co mu z tego przyszło? Nic. Wszyscy dostali jakieś ministerstwo, stanowisko, tylko nie Czarnecki.


Poniedziałek, wczesne popołudnie, Beata Szydło ogłasza skład swojego rządu. Są wszyscy, nawet marnotrawni synowie z Solidarnej Polski. Nie ma jednej postaci, tak wyraźnie widocznej po wyborach prezydenckich. Chodzi o Ryszarda Czarneckiego.
Głos PiS w Twoim domu
Kiedy Andrzej Duda odbierał zaświadczenie o wyborze, popularny europoseł stał niemal tak blisko przyszłego prezydenta, jak przyszła Pierwsza Dama. Momentalnie stał się gwiazdą sieci. Poseł trochę tym podpał, politycy PiS byli źli, że trochę ukradł show przyszłej głowie państwa.


A przecież poseł Czarnecki tak ciężko pracuje. W mediach jest twarzą i głosem Prawa i Sprawiedliwości, choć przecież na co dzień pracuje w Brukseli i Strasburgu. Dlatego przyjazdy na wywiady w polskich mediach wymagają od niego ogromnego poświęcenia. Ale Ryszard Czarnecki nie przepuszcza okazji, by w mediach pochwalić spryt prezesa, jego geniusz taktyczny i talenta polityczne.

Ryszard Bez Ziemi
I co? I nic. Ryszard Czarnecki jest dzisiaj jednym z 14 wiceprzewodniczących Parlamentu Europejskiego. To funkcja bez realnej władzy, tę ma przewodniczący Martin Schulz. Za to wiąże się ze sporą ilością ceremonialnych obowiązków. Pisałem o tym w naTemat, kiedy polityk został wybrany na swoją funkcję.

Dlatego choć praca w PE wiąże się z wyższymi zarobkami i splendorem, ambitny polityk zapewne wolałby jakieś stanowisko rządowe. Na przykład ministra ds. UE, wszak był już szefem Komitetu Integracji Europejskiej (w latach 1997-1998). Czarnecki nie pogardziłby też resortem sportu, który dostał nieznany w politycznych kręgach Witold Bańka. Poseł przez lata był prezesem Atlasa Wrocław, pracował też w PZPN i był kandydatem na prezesa związku.
Prezes postanowił nie wzywać Czarneckiego na pomoc i europoseł nadal będzie musiał spędzać godziny w samolocie. Z Warszawy miałby bliżej do telewizji niż z dalekiej Brukseli.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl