
Medycyna kojarzy się z postępem. Także kiedyś, setki lat temu, osoby świadczące usługi lekarskie cieszyły się powszechną estymą, korzystały z najnowszych osiągnięć ówczesnej "techniki". Wiedza medyczna była oczywiście niebotycznie mniejsza aniżeli dziś, co też odbijało się na pacjentach. Na jakie zabiegi mogli liczyć chorzy przed wiekami?
NO TO... TNIEMY!
Epoka wieków średnich obfitowała w krwawe wydarzenia, a wojny były nieodzowną częścią egzystencji. Rannych opatrywano w prowizorycznych szpitalach, tam też przeprowadzano niezbędne zabiegi. Nie znano środków znieczulających, poza tym, co naturalne. Można było co prawda kogoś upić. Często jednak delikwent mógł co najwyżej liczyć na... kawałek drewna do zagryzienia, zanim zwinął się z przeszywającego całe ciało bólu.
Nawet pozornie błahy zabieg wycięcia migdałka, wiązał się z wielkim bólem.
Ali Ibn Abbas al-Majusi, lekarz perski z X wieku
Do takich zabiegów trzeba było oczywiście się dobrze przygotować. Utrzymanie w ryzach cierpiącego pacjenta nie było łatwe, dlatego nawet podręczniki medycyny zalecały lekarzom korzystaniem z usług krzepkich pomocników.
Jeden z autorytetów średniowiecznej medycyny, chirurg Henri de Mondeville, radził, aby postępować z potrzebującymi pomocy... jak najostrzej.
Henri de Mondeville
Dziś takie traktowanie wywołałoby wielki skandal, ale wtedy - w średniowieczu - nie było niczym dziwnym.
ŁASKOTANIE
Najlepszy sposób na depresję? Łaskotanie - odpowiadał niejeden średniowieczny lekarz. Wśród nich Jan z Gaddesden, autor poczytnego traktatu "Rosa Medicinae" z 1314 roku. Badacz był zdania, że zaburzenia, które dziś nazwalibyśmy psychicznymi, powinno się leczyć m.in. upuszczaniem krwi albo... wprawianiem w dobry nastrój.
Jan z Gaddesden
Autor znał się też ponoć na innych chorobach. Na paraliż pomóc miał gotowany pies, z kolei na zatrucie żołądkowe - posiłek sporządzony m.in. z gęsich odchodów. Rzecz jasna, nikt z jedzących nie musiał o tym wiedzieć.
PRZYPALANIE
Kiedy zawodził napar z ziół, a lekarz uznał, że chory nadaje się jeszcze do leczenia (bo jego przypadek nie jest li tylko karą za grzechy), stosowano inne metody. Jedną z nich było przyżeganie, czyli przypalanie ciała delikwenta za pomocą rozgrzanych prętów. Zabieg ten miał ogólnie poprawiać samopoczucie, ale kontakt z rozgrzanym żelastwem mógł skończyć się nie po myśli chorego.
Albucasis, chirurg arabski z X wieku
MOCZ NA ZDROWIE!
Średniowieczni medycy zastanawiali się, jak wykorzystać cudowne, jak wierzono, właściwości ludzkiej uryny. Zapach odstręczał, ale sam płyn miał w przeświadczeniu ówczesnych gwarantować odporność i dobrą kondycję.
Między innymi to po wnikliwej obserwacji koloru moczu lekarze wystawiali diagnozy na temat zdrowia. O leczeniu moczem (urynoterapii) rozprawiano na katedrach uniwersyteckich. Egidiusz, szanowany XII-wieczny medyk z Francji, był takim zwolennikiem terapii za pomocą ludzkiej uryny, że nie miał "litości" dla swoich studentów. Aby zaliczyć przedmiot, każdy przyszły lekarz musiał nauczyć się wiersza swego mentora o wymownym tytule "O moczu".
DOBRE WIEŚCI
Dla chorego tylko dobre informacje. Tę praktykę stosuje się także dziś, ale nie chodzi w tym przypadku tylko o mówienie o rychłym powrocie do zdrowia. Średniowieczni medycy zachodzili w łeb, jak tu podnieść samopoczucie swoich pacjentów. I znaleźli sposób: najlepiej mówić w ich obecności o... klęskach, krzywdach i innych okropnościach, jakie przydarzyły się najbliższym wrogom chorych.
Dobra mina nie wystarczała i doskonale zdawał sobie z tego sprawę choćby wspomniany już de Mondeville. Podkreślał, że podczas wizyty pacjenta, można pokazać mu napisane wcześniej "fałszywe listy o śmierci jego wrogów lub tych, których zgon uważa za wydarzenie korzystne". Nic tak nie poprawia humoru, jak niespodziewana, ale dobra wieść...
NALEŻY SIĘ ZAPŁATA!
Chorego można odwiedzać nie tylko w szpitalu, ale i w domu. Taką wizytę trzeba było już dobrze zaplanować, bo w grę wchodziły... pieniądze. Jak radził XII-wieczny urolog Gilles de Corbeil, lekarze powinni przyjmować zapłatę od potrzebującego od razu. Inaczej - w miarę ustępowania bólu - mogą srogo się zawieść.
Na wizycie domowej należało też dobrze się prezentować, ogólnie rzecz biorąc - sprawiać dobre wrażenie.
Regimen Sanitatis Salernitanum, XII-XIII wiek

Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl
