
Mody zmieniają się w dzisiejszych czasach z dnia dzień. Także te żałobne. Co świetnie widać w sieci, gdzie trend, by ozdabiać profile społecznościowe barwami Francji zastępuje prześciganie się na wypominanie tego, że świat współczuje Francuzom, gdy nie zainteresował się innymi narodami dotkniętymi terroryzmem. Zjawisko to doczekało się już swojej nazwy. Jeśli właśnie tak reagujesz na to, co dzieje się w ostatnich dniach, jesteś jednym z "tragedy hipsters".
Pierwszy tego określenia już dzień po zamachach w Paryżu użył amerykański dziennikarz Jamiles Lartey pracujący dla brytyjskiego dziennika "The Guardian". Jednego z tych mediów, które "tragedy hipsters" oskarżają o to, że życie Francuzów ma dla Zachodu większe znaczenie, niż życie Libańczyków, Syryjczyków, Irakijczyków, a nawet Rosjan. Bo po zamachach w Bejrucie, masakrach w Aleppo, codziennych atakach w Bagdadzie i zamachu na rosyjski samolot nie robiono wielodniowych relacji na żywo i nie ogłaszano "wojny".
To prawda, że choć bilans ofiar był podobny do tego w Paryżu, to o kwietniowej masakrze w Kenii przestaliśmy pisać dość szybko, bo i szybko skończyło się zainteresowanie tą sprawą. Podobnie było z wieloma innymi takimi przypadkami. Być może rzeczywiście to błąd. Trudno jednak nie przyznać racji Lartey'owi, że dziś dyskusja o tym przypomina "hipsterskie" przechwałki "Stary, ja przejmuję się cierpieniem i śmiercią, o której ty nigdy nawet nie słyszałeś...".
Wszystko to ma jednak jeszcze dwa inne tła. Po pierwsze, "tragedy hipsters" sugerują, że w naszym poruszeniu atakiem na Francję jest coś niewłaściwego. A to niby dlaczego?! Cóż jest złego w tym, że cały tzw. świat zachodni przeżywa dziś to, iż zaatakowano jedną z jego ikon i kolebkę tak cywilizacji chrześcijańskiej, jak i nowoczesnej wolności w najlepszym jej rozumieniu?
Można mieć najbardziej otwarty jak to możliwe umysł i szanować na równi każdego człowieka, ale nawet te cechy nie zatrzymają tego, że o wiele bardziej dotknie nas tragedia sąsiada lub przyjaciela niż te, które przeżywają ludzie zupełnie nam nieznani.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
