
Dotychczas część prawicy twierdziła, że Zbigniew S. ma problemy z prawem, bo jest szykanowany przez władzę. Władza się zmieniła, a S. właśnie znowu trafił w ręce policji. Bynajmniej nie jest jednak tak, iż państwo PiS wreszcie poradziło sobie z wyegzekwowaniem sprawiedliwości w związku z najpoważniejszymi, które usłyszał kontrowersyjny biznesmen.
Jak donosi "Gazeta Wyborcza", Zbigniew S. został zatrzymany przez warszawską policję w hotelu Marriott. Problemy z prawem założyciel formacji Stonoga Partia Polska tym razem ma jednak w związku z tym, iż w stanie wskazującym na nadużycie alkoholu awanturował się w hotelowej recepcji, oddał tam mocz, a następnie znieważył i zaatakował interweniującego w jego sprawie funkcjonariusza.
Popularny latem wśród wyborców prawicy i tzw. antysystemowców biznesmen agresję miał także okazywać podczas badania w szpitalu, do którego przewiozła go pierwotnie policja. Później Zbigniew S. miał zostać skierowany do izby wytrzeźwień.
Przypomnijmy, iż w czerwcu sąd apelacyjny podtrzymał wyrok skazujący Zbigniewa S. na karę roku bezwzględnego pozbawienia wolności za „doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem poprzez wprowadzenie w błąd w celu osiągnięcia korzyści majątkowych”.
W zakładzie karnym miał się stawić 31 sierpnia, ale tego nie uczynił, a następnie sąd zmienił mu wymiar kary. Uznano, iż do resocjalizacji Zbigniewa S. wystarczy areszt domowy z możliwością opuszczania miejsca zamieszkania i wykonywania pracy zarobkowej w określonych godzinach. - Albo ten wyrok zostanie skasowany, albo włożę sobie granat do ust, pójdę do tego wydziału i dokonam wyroku na sobie, i tych moralnych prostytutkach - groził wcześniej.
W przeszłości Zbigniew S. był skazywany w innych sprawach jeszcze 16 razy. Latem prokuratura postawiła mu także zarzuty związane z jego udziałem w publiczne udostępnianie informacji ze śledztwa w sprawie tzw. afery podsłuchowej bez zgody.
źródło: "Gazeta Wyborcza"
