
Reżyser i dyrektor artystyczny Starego Teatru w Krakowie nie jest ulubieńcem prawicy. Klata jednak niewiele sobie z tego robi, z sarkazmem odnosząc się do zamieszania wokół swojej osoby. Już wcześniej miał przecież kłopoty, ale nie przeszkadza mu to w mówieniu tego, co myśli. A mówi dużo.
Jan Klata, o którym środowiska prawicowe mówią "kontrowersyjny", kontynuuje swoją pracę w krakowskim teatrze - mimo że przeciwnicy urządzili na niego polowanie. Jak pisaliśmy, sympatycy PiS, jak i członkowie tej partii zapowiedzieli, że zrobią wszystko, by pozbyć się reżysera.
W rozmowie z portalem gazeta.pl reżyser komentuje sprawę, zaczynając od stwierdzenia: "Rozmawialiśmy (z córkami) o męczeńskiej śmierci Marii i Lecha Kaczyńskich". Tłumaczy, że szkoła w taki sposób indoktrynuje nie tylko jego dzieci, co nazywa wprost "meta-Disneylandem patriotycznym". Klata ma więcej takich przykładów - hasło: "kto nie popiera PiS-u, ten nie kocha Polski" czy cytowanie Jana Pawła II na zakończenie akademii są kolejnymi dowodami na to, jaka atmosfera panuje obecnie w Polsce i co dzieje się m.in. w szkołach. Edukacja polega też na szerzeniu nienawiści do uchodźców – którymi byli przecież, jak wskazuje reżyser... Kościuszko, Słowacki, Mickiewicz, Norwid oraz Bem.
Jan Klata
Dalej dyrektor Starego Teatru komentuje wprost ataki prawicy, przekonując, że to, co się dzieje, nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Dowodem są wypełnione po brzegi sale teatralne, gdzie gromadzi się niejednorodna publiczność. Wśród gości swoich spektakli Klata wymienia profesorów UJ siedzących obok licealistów i ludzi z Monaru.
Klata ma też ciekawe zdanie na temat ostatnich wyborów, którym na pewno wsadzi kij w mrowisko. – (Ich) wynik to zemsta ofiar – mówi. – Wk***** się ludzie na wyalienowaną, butną władzę, która nie miała z kim przegrać, chcieli jej pokazać faka i pokazali – dodaje. Wystawia gorzką ocenę społeczeństwu, stwierdzając, że to potrzebuje zdrowej dawki żółci, w której usypia. – Ludzie popadają w drzemkę parapatriotyczną, stan letargu, w którym dochodzą do wniosku, że i tak niczego nie zmienią. Że wszyscy oni siebie warci – podsumowuje.
Reżyser nie zostawia też suchej nitki na Ministerstwie Kultury. Za "nudną" i kompromitującą uważa ponowną próbę uciszania niewygodnych dla władzy artystów. Jan Klata nie potrafi jednak stwierdzić, co z tego wyniknie, bo... nie jest "wróżem Maciejem". – Bywa u nas ostatnio na spektaklach Jerzy Zelnik, nawet recenzję "Wroga ludu" wysmażył – ujawnia – Frapująca ponoć. Faraon na czele narodowej krakowskiej placówki? Klękajcie, narody – dodaje.
Dalej odnosi się do żądań doradcy Piotra Glińskiego, Konrada Szczebiota. Ten chce obejrzeć wszystkie spektakle, by przeprowadzić "artystyczny audyt". – Bardzo mu się spieszy, więc nie ma czasu przyjeżdżać na przedstawienia. Cóż, prześlemy mu linki. Niech przewija do woli – komentuje Klata.
I jak można się spodziewać, nie składa broni, nawołując, by "robić swoje" i "nie dawać sobie zabierać" orła, flagi, patriotyzmu,ojczyzny. – I nigdy, zaprawdę przenigdy, nie wyrzekać się specyficznego poczucia humoru. Ament – konstatuje.
źródło: wyborcza.pl
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
