
"Spadam z takiego kraju" i wiele bardziej dosadnych deklaracji tego typu coraz częściej pada z ust tych Polaków, którym nie podoba się, że PiS zaczął obalanie III RP i upodabnianie kraju do orbanowskich Węgier. Im Jarosław Kaczyński silniej będzie ograniczał demokrację i zaciągnie do tego służby, tym takich deklaracji będzie tylko więcej. Ale wątpliwe, by nagle zabrakło biletów na loty w jedną stronę z Polski. Bo emigracja polityczna jest dużo trudniejsza od tej ekonomicznej.
Straszenie wyemigrowaniem pierwsza głośno zaczęła jeszcze przed wyborami parlamentarnymi Katarzyna Kopacz-Petranyuk. – Boję się rządów PiS, Kaczyńskiego i Macierewicza. Jeśli oni wygrają, to wyjedziemy do Kanady – oznajmiła w jednym z wywiadów córka ówczesnej premier Ewy Kopacz. – Półksiężyc i burka im na drogę – zareagowała prof. Krystyna Pawłowicz z Prawa i Sprawiedliwości. W krytyce podnoszenia takiego argumentu wtórowało jej wówczas jednak nie tylko wielu sympatyków prawicy, ale i spora część umiarkowanych Polaków, którym nie spodobała się ta mało patriotyczna postawa.
Nie każdy ma ochotę brać udział w wojnie. A wygląda na to, że będzie niczym w latach 80-tych, gdy pół kraju należało do "Solidarności", a drugie pół do PZPR. Ja nie mam ochoty i czasu ani angażować się w ten cały Komitet Obrony Demokracji, ani tym bardziej przymilać się PiS. Szczególnie, że raczej będę na ich celowniku, bo działałam w Młodych Demokratach, angażowałam się w zachęcanie do głosowania za przystąpieniem do UE...
– Jeśli mielibyśmy wyjechać, to całą rodziną. Co najmniej mąż, dwójka dzieci i ja. A samotnej mamy też nie chciałabym tu zostawiać. No i okazuje się, że jesteśmy uziemieni. Mąż jest inżynierem, więc pewnie bez problemu dostanie pracę. Ja jednak skończyłam prawo, a później nie poszłam na aplikację, tylko zaczęłam karierę urzędniczą. W Wielkiej Brytanii czy Irlandii kontynuować tej ścieżki nie mogę. Zostaje coś poniżej kwalifikacji. A dzieciaki? Mają tu przyjaciół. Mama słabo mówi po angielsku. Poza tym, ile to wszystko by nas kosztowało... – wylicza problemy uniemożliwiające szybką emigrację.
Wtedy nawet nie myślałem o kwestiach politycznych. Jak wyjeżdżałem, to chyba jeszcze trwały te słynne negocjacje koalicyjne PO-PiS. Wylatywałem, bo nie było pracy, a Dublin nią kusił. Dopiero potem cieszyłem się, że mnie nie ma na co dzień w tym burdelu, który Kaczyński urządził z Lepperem i Giertychem. Ale pomimo tego, jak człowiek emigruje za pieniędzmi, to robi to tak, że ma gdzie wrócić, nie przenosi całego życia. Teoretycznie mam gdzie zwiewać przed nowym cyrkiem. W Irlandii wciąż mam przyjaciół i rodzinę, bo latając do mnie moja siostra poznała tam swojego męża. Ona tam zakłada nową rodzinę, ale też cieszyła się, że ma rodzinny dom tutaj. Ostatnio naprawdę codziennie myślę o emigracji, ale musiałbym chyba zrobić most powietrzny i wziąć na to kredyt. No i zamknąć firmę, która sobie nieźle radzi, ryzykując z przenosinami jej tam
W tym kontekście warto jednak przypomnieć, że kto napyta sobie zbyt dużych kłopotów sprzeciwiając się nowej władzy, temu raczej trudno będzie znaleźć naprawdę bezpieczne schronienie w Unii Europejskiej. Dopóki Polska będzie jej pełnoprawnym członkiem, nadwiślańskie organy ścigania będą mogły praktycznie z automatu korzystać ze współpracy z europejskimi partnerami i dzięki temu ściągać takie osoby do polskich aresztów. Obywatelom kraju członkowskiego Unii niezwykle trudno byłoby też liczyć na otrzymanie statusu uchodźcy politycznego u któregoś z innych członków UE.
