Efekt tańszego Polaka. Nowa praca bezrobotnego w Bochum to pakowanie paczek lub stróżowanie

Montaż najnowszego modelu Opla Astry w Gliwicach. O tym marzą bezrobotni z Bochum.
Montaż najnowszego modelu Opla Astry w Gliwicach. O tym marzą bezrobotni z Bochum. YouTube.com / infogliwicePL
– Z 2600 byłych pracowników Opla zatrudnienie znalazło dotąd niespełna 300, a i w ich przypadku trudno rzeczywiście mówić o miejscu pracy. Przekwalifikowali się pracując jako maszyniści na kolei, inni przeszli do straży pożarnej albo znaleźli zajęcie jako dozorcy - tak serwis Deutsche Welle pokazuje dramat byłych pracowników zakładów Opla w Bochum.

Ponad rok demu definitywnie zamknięto tamtejszą fabrykę samochodów, przenosząć część produkcji do Polski. Dziś w liczącym 360 tys. mieszkańców mieście jest 17,6 tys. bezrobotnych. Część z nich to właśnie byli pracownicy koncernu motoryzacyjnego GM. Do bezrobocia przyczyniła się również fińska Nokia, która zamknęła swoje zakłady w 2008 roku likwidując 4 tys. miejsc pracy. Jednak nie to szokuje najbardziej Niemców a fakt, że nie udaje się stworzyć przyzwoitej alternatywy dla utraconych miejsc pracy.

Tragedia Niemców, szczęście Polaków
Eva Kerkemeier ze związków zawodowych IG-Metall podsumowuje, że w całym regionie utracono w ostatnich pięciu latach ok. 10 tys. miejsc pracy. Dzisiaj brakuje ich przede wszystkim w przemyśle. Niemcy nie mogą przeboleć, że na miejsce porządnych pracodawców wkraczają bardziej "śmieciowe zajęcia". Wielkim wysiłkiem do inwestycję w Bochum udało się namówić firmę DHL. Koncern inwestuje tam blisko 60 mln euro w rozbudowę centralnego magazynu części zastępczych. Problem tylko w tym, że niczym w polskim Amazonie w większości proponuje proste zajęcia i pakowanie przesyłek. Miasto stawia na innowacyjne firmy osiedlane na terenie byłej fabryki. Te jednak nie potrzebują „starych, przekwalifikowanych” pracowników.
Nie brakuje komentarzy o tym, że to Polacy sprowokowali nieszczęście pracowników Opla. Na likwidacji miejsc pracy w Niemczech skorzystali m.in. mieszkańcy Gliwic. W tym samym czasie zdecydowano przecież, że fabryka w Polsce zatrudni nowych pracowników. Została reaktywowana trzecia zmiana pracy. Powstaje w niej najnowszy model Opla Astra, ale też inne marki: m.in. Holden Cascada, na rynek Australijski oraz Buick - eksportowany do USA.

Deszcz euro
Jednocześnie General Motors zdecydował o budowie nowej fabryki silników diesla w Tychach. O 250 milionach euro, na tyle opiewa inwestycja koncernu, Niemcy mogą tylko pomarzyć. - To największa inwestycja w historii tyskiego zakładu, która zabezpieczy jego przyszłość, pozwalając na rozbudowę i zakup nowych technologii produkcyjnych. Pozwoli też co najmniej utrzymać wynoszące obecnie ok. 550 osób zatrudnienie - mówił Peter Thoma, wiceprezes GM Europe ds. produkcji


Nietrudno się domyślić, że z perspektywy księgowych koncernu Polacy byli znacznie tańsi od Niemców. Średnia płaca na linii produkcyjnej Opla wynosi blisko 4,5 tys. zł brutto, nie licząc dodatków. Jednak nowi pracownicy, zatrudniani przez pośrednika Adecco zarabiają tylko niecałe 2400 brutto. Globalizacja ma to do siebie, że nieszczęście i zgryzoty jednych to powód do radości dla innych. Oby kiedyś w podobny sposób ktoś nie postanowił zamienić „drogich Polaków” na jeszcze tańszych Rumunów.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...