
Średnio 7 proc. droższe są produkty skierowane dla dziewczynek i kobiet – tak wynika z najnowszych badań przeprowadzonych przez Nowojorski Departament ds. Konsumenckich (DCA). Towary są niemal identyczne, różnicą jest jedynie odbiorca. Czy można mówić o cenowej dyskryminacji płci?
REKLAMA
DCA porównało ceny niemal 800 produktów. Średnia różnica cenowa wynosiła 7 proc. Bywały też znacznie wyraźniejsze kontrasty – np. różowa hulajnoga firmy Radio Flyer skierowana do dziewczynek, była dwa razy droższa niż ta w czerwonej wersji dla chłopców. Oprócz ceny i koloru oba produkty niczym się nie różnią.
Radio Flyer tłumaczyło te rozbieżności błędem systemu i obniżyło cenę modelu dla dziewczynek zaraz po opublikowaniu wyników badań przez DCA. Rzecz w tym, że takich "błędów" jest w świecie marketingu zbyt dużo by mówić o przypadku.
DCA sprawdziło m.in. ceny zabawek, kosmetyków i odzieży. Okazało się, że kobiety muszą zapłacić około 48 proc. więcej od mężczyzn za szampon i około 30 proc. więcej za dezodorant. Raport DCA pokazuje, że cenowa dyskryminacja jest wciąż bardzo powszechnie stosowana w Nowym Jorku (i jak można się domyślić – ma miejsce także w innych zakątkach świata). Dzieje się tak mimo, że prawo tego stanu od 1998 roku zakazuje stosowania tego typu praktyk.
źródło: TVN24
Napisz do autora: adam.gaafar@natemat.pl
