Reporter w TV Republika, lipiec 2015.
Reporter w TV Republika, lipiec 2015. Fot. Screen/youtu.be/bfZqU_czRlI

Reporter Marcin Mamoń oraz fotograf Tomasz Głowacki zostali porwani przez syryjskich terrorystów w listopadzie. Zostali uwolnieni 24 grudnia, choć nie wiadomo, jak do tego doszło. cała operacja była owiana tajemnicą. W niedzielę dziennikarze wrócili do Warszawy. Przylecieli rejsowym samolotem ze Stambułu i choć prosili o zorganizowanie na lotnisku krótkiej konferencji prasowej, do żadnego takiego spotkania nie doszło.

REKLAMA
Jak podaje serwis wyborcza.pl, już przed wylotem z Turcji dziennikarze prosili znajomą o zorganizowanie briefingu. Chcieli opowiedzieć i o swoim porwaniu, i o uwolnieniu. Wielu dziennikarzy szykowało się zresztą na ten moment. Przyjechali na lotnisko, czekali. Ale nikt do nich nie wyszedł.
Według reportera Wyborczej.pl, obaj dziennikarze opuścili lotnisko razem z funkcjonariuszami MSZ. Portal cytuje znajomą jednego z nich, które mówi, że nawet żonie Marcina Mamonia nie udało się z nimi skontaktować.
Mamoń i Głowacki przygotowywali film o Państwie Islamskim. Przez sześć tygodni byli więzieni. Nie byli pierwszymi polskimi dziennikarzami, którzy wpadli w ręce terrorystów. Pisaliśmy w 2013 roku o fotoreporterze Marcinie Suderze, który został uprowadzony w Syrii. I sam uciekł porywaczom.
źródło:wyborcza.pl