Mychajło vel. Michael Karkoc. Czy zostanie osądzony?
Mychajło vel. Michael Karkoc. Czy zostanie osądzony? Twitter / Marian Siwicki

Mówili na niego "Wilk" (ukr. Wołk, niem. Wolf), choć o tym przydomku być może zdążył już zapomnieć. Kilkadziesiąt lat ukrywał się w Stanach Zjednoczonych, ale niebawem może stanąć przed polskim wymiarem sprawiedliwości. IPN wystąpił właśnie z wnioskiem o potwierdzenie tożsamości sędziwego Ukraińca, co ma pozwolić na jego ekstradycję do Polski.

REKLAMA
Informacja o tym, że Mychajło Karkoc, bo o nim mowa, przebywa na terenie USA, nie jest wcale nowa – ma co najmniej dwa lata. Zgodnie z ustaleniami amerykańskiej agencji Associated Press z 2013 roku, człowiek o tym nazwisku – jako Michael Karkoc – mieszka w Minneapolis w stanie Minnesota. Otrzymał amerykańskie obywatelskie, do USA miał wyemigrować w 1949 roku.
Jeszcze niedawno wydawało się, że na proces Karkoca jest już za późno – tak przynajmniej uznały niemieckie władze, które potwierdziły nie najlepszy stan zdrowia Ukraińca. Ten 96-letni starzec może jednak zostać rozliczony przez polski wymiar sprawiedliwości, o co zabiega Instytut Pamięci Narodowej. Jeśli powiedzie się jego ekstradycja, będzie zapewne sądzony za udział w zbrodniach wojennych. Za co konkretnie?
logo
Petycja o nadanie obywatelstwa z personaliami Karkoca. Fot. Wikimedia Commons
Wiadomo, że w czasie wojny służył w Ukraińskim Legionie Samoobrony (jako dowódca 2. kompanii w randze chorążego/podporucznika), jak nazywano 31 batalion Schutzmannschaft niemieckiej Policji Bezpieczeństwa (Sipo). Legion powstał w drugiej połowie 1943 roku w rejonie Łucka na Wołyniu – rodzinnej miejscowości Karkoca (urodzonego w 1919 roku). Ukraińcowi przypadła zresztą istotna rola w pośredniczeniu między swoimi mocodawcami a Niemcami. Rozmowy zakończyły się pomyślne, w końcu sformowano oddział.
Celem miała być walka z partyzantką polską i sowiecką. Do formacji wstępowali ukraińscy nacjonaliści, popierający tzw. Frakcję "M" (melnikowców – od przywódcy OUN-M Andrija Melnyka, rywalizującego ze Stepanem Banderą). Na początku 1944 roku Legion przerzucono na Lubelszczyznę. To właśnie tam doszło do zbrodni na polskich cywilach.
Fakty jednoznacznie świadczą na niekorzyść Karkoca – 23 lipca 1944 roku jego oddział zrównał z ziemią zamieszkane przez Polaków podlubelskie wsie – Chłaniów i Władysławin. Obie miejscowości zaatakowano po nocnej strzelaninie z udziałem m.in. operujących w pobliżu sowieckich partyzantów (poległ wówczas niemiecki oficer niemieckiej Służby Bezpieczeństwa – SD, jeden z dowódców ULS - Siegfried Assmuss). Z rąk Ukraińców ginęły dzieci, kobiety i starcy – łącznie 44 osoby. Żołnierze Legionu zabili też w międzyczasie co najmniej kilku przypadkowo spotkanych na swej drodze Polaków.

Ukraiński Legion Samoobrony otoczył wieś i jej okolice, następnie pododdziały wkroczyły do Chłaniowa. Legioniści podłożyli ogień w kilku miejscach. Większość mieszkańców zbiegła już w nocy do innych miejscowości, część ukryła się w lasach, część w stodołach, rowach. Znalezionych likwidowano na miejscu, strzelano także do uciekających. Cała akcja trwała ponad godzinę. (...) W wyniku akcji legion spalił od 35 do 41 gospodarstw w Chłaniowie (wsi i kolonii) oraz pobliskim Władysławinie (...). Obie miejscowości były bazami partyzanckimi, ale ani partyzanci AL, ani operujący w pobliżu Sowieci nie stanęli w obronie mordowanej wsi, która tak często udzielała im schronienia.

M. Majewski, "Przyczynek do wojennych dziejów Ukraińskiego Legionu Samoobrony"
To jednak niejedyna plama na życiorysie Karkoca. Zanim Ukrainiec schronił się za wielką wodą, pacyfikował powstanie warszawskie. W tłumieniu polskiego zrywu niepodległościowego brali udział żołnierze specjalnej grupy bojowej Legionu, liczącej – zgodnie z niemieckimi danymi – 219 ludzi (mniej więcej jedna trzecia stanu osobowego ULS). Dowodził nią płk Petr Diaczenko, przedwojenny... major Wojska Polskiego. Ten także znalazł schronienie w USA, zmarł przez nikogo niepokojony w 1965 roku.
logo
Petr Diaczenko w mundurze Wojska Polskiego. Fot. Wikimedia Commons
Możliwe, że oddział przebywał na Czerniakowie oraz walczył z oddziałami 1 Armii Wojska Polskiego. Nie ulega natomiast wątpliwości, że ukraińscy żołnierze tłumili opór powstańców na Powiślu. Znany jest raport strat poniesionych przez oddział w dniach 4-13 września: 10 zabitych i 34 rannych. Żony obu oficerów – Diaczenki i Karkoca – najprawdopodobniej były w powstańczej Warszawie sanitariuszkami ULS.
Żołnierze Legionu popełnili wówczas szereg zbrodni – zaliczano do nich m.in. mord na pacjentach i członkach personelu jednego ze szpitali, a także zgwałcenie trzech bezbronnych kobiet. Wiadomo, że pod koniec września ULS dokonał pacyfikacji wsi Zaborówek (zginęło co najmniej dwóch Polaków, aresztowano 49 pozostałych mieszkańców). Ukraińcy realizowali w ten sposób niemiecką akcję "Spadająca Gwiazda", której celem była likwidacja oporu powstańców w Puszczy Kampinoskiej.
Po kapitulacji powstania żołnierze Diaczenki zostali przetransportowani do Małopolski, a następnie – wiosną 1945 roku – weszli w skład ukraińskiej Dywizji SS „Galizien” (14. Dywizja Grenadierów Waffen SS, stacjonująca w Słowenii), której członkowie walczyli z komunistyczną partyzantką.
logo
Reichsfuhrer Heinrich Himmler wizytuje 14. Dywizje Grenadierów Waffen SS "Galizien", 1943. Fot. NAC
Karkoc próbował po wojnie całkowicie wyprzeć z pamięci wydarzenia, w których brał udział. To był praktyka dobrze znana wszystkim zbrodniarzom wojennym, bez względu na narodowość. Przekonywał, że nigdy nie założył munduru SS. Miał być więźniem obozu pracy...

Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl