Fot. Waldek Sosnowski / AG

Pochodzę z Rosji, a kto miał do czynienia z tym państwem, ten wie, że narodową cechą Rosjan jest niemal całkowity zanik umiejętności dziwienia się. Dlaczego? O poczucie zaskoczenia jest naprawdę trudno, zwłaszcza jeżeli urodziło się w kraju, który uchodzi za trójkąt bermudzki, w którym bez śladu znikają wszelkie oznaki normalności. Niewiele więc jest miejsc na ziemi, gdzie oczy Rosjanina stają się duże ze zdziwienia. Wierzcie czy nie, ale takim miejscem jest właśnie kraj nad Wisłą. Oto 5 polskich dziwactw, z którymi nie mogę przejść do porządku dziennego, mimo że mieszkam w Polsce od czasów zamierzchłych, czyli przedunijnych.

REKLAMA

1. Boziu, widzisz, a nie grzmisz

logo
fot. Screenshot/www.spolem-zamosc.pl
Chleb w Polsce to rzecz sakralna. Bochenka nie można wyrzucić ani niechlujnie potraktować, chleb należy czcić ponad inne artykuły spożywcze. No bo przecież „w Afryce głodują”, a i cud transsubstancjacji katolikom obcy nie jest. Zdziwieniu mojemu nie było więc końca, gdy 13 lat temu jako świeżo upieczona imigrantka wybrałam się do polskiego spożywczaka, a tam prawdziwie polski chleb i kawał wątpliwej jakości papieru przymocowany do wypieku za pomocą bliżej nieokreślonej substancji (oby nie superglue).
Zdziwienie moje nie minęło po dziś dzień. Bo chlebowe naklejki mają się dobrze, a ja wciąż nie znalazłam odpowiedzi na pytanie „naklejka vs człowiek: jak powinien postąpić Rosjanin, gdyby był Polakiem”. Mam ją zjeść, odskrobać, a może zignorować?

2. Savoir-vivre w windzie


„Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica” – mawiano za Sowietów. Powiedzenie to jednak miało niewiele wspólnego z realnym wyobrażeniem Rosjan o mieszkańcach Polski. Polak za Bugiem był i jest okazem zamorskim, przybyszem z zachodniego świata, który z uprzejmościami jest za pan brat. Zawsze mówi „proszę”, w sklepie „dzień dobry”, a w windzie … „dziękuję”. Za każdym razem, gdy słyszę podziękowania za wspólną podróż windą, mój mózg wysyła sygnał „error”. – Dziękuję? Ale za co? – nie ustaję dręczyć swoich polskich przyjaciół. – Bo tak – odpowiadają jedni. – A kto go wie – próbują pozbyć się mnie inni.

3. Drapieżny jak Polak

logo
Fot. Waldek Sosnowski / AG
Nie, to nie historiami o Tajach zajadających się smażonymi dżdżownicami straszą niegrzeczne rosyjskie dzieci. O wiele bardziej przerażająca jest polska czernina, pieszczotliwie przez niektórych zwana też czarną zalewajką. Zupa ta przyrządzana jest z krwi kaczki, gęsi, a bywa że i prosięcia. Uroczy jest też fakt, że innym ważnym składnikiem potrawy są... owoce. Polskie kucharki nie szczędzą śliwek, gruszek i rodzynek, tak jakby próbując przekonać świat, że czernina ma też to drugie przyjazne oblicze. I gdy już bliska jestem temu, by dać wiarę w te zapewnienia, przypominam sobie, że w polskiej kuchni jest potrawa równie bezlitosna, co i zupa z krwi. Jest nią kaszanka!

4. Świętować studniówkę zimą, to tak jak przyrządzać wigilijne potrawy w lipcu

logo
Fot. Anna Krasko / Agencja Gazeta
Urządzenie balu maturalnego przed maturą w moim przekonaniu jest tak dziwaczne i logiczne, że koń, taburet, pomidor. Studniówka to przecież w pozostałych kulturach nic innego jak symboliczne pożegnanie ze szkołą, a „do widzenia” mówimy raczej pod koniec rozmowy, a nie w środku konwersacji. Bal maturalny 100 dni przed maturą to prawdziwy polski endemit, niemający żadnego odpowiednika na świecie. Tak jak oscypek, Lech Wałęsa i ryba po grecku.

5. A masz pan w mordę, czyli jak Polacy świętują Dzień Niepodległości

logo
Fot. Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta
Za plecami mam już kilkanaście niepodległościowych marszy, a przyzwyczajenie się do specyfiki obchodów tego święta przez Polaków idzie mi jak po grudzie. Uliczne bijatyki, dym, petardy, radiowozy: rzadko który obcokrajowiec potrafi zrozumieć, dlaczego Polacy w dzień, który powinien jednoczyć, toczą walki uliczne. To jednak nie koniec znaków zapytania. Zadziwia fakt nieustającej aktualności haseł antykomunistycznych w Polsce, zwłaszcza że komunizm szczęśliwie upadł ćwierć wieku temu. Precz z komuną! Ale gdzie? W Chinach?

Napisz do autorki: nino.dzikija@natemat.pl