
Pochodzę z Rosji, a kto miał do czynienia z tym państwem, ten wie, że narodową cechą Rosjan jest niemal całkowity zanik umiejętności dziwienia się. Dlaczego? O poczucie zaskoczenia jest naprawdę trudno, zwłaszcza jeżeli urodziło się w kraju, który uchodzi za trójkąt bermudzki, w którym bez śladu znikają wszelkie oznaki normalności. Niewiele więc jest miejsc na ziemi, gdzie oczy Rosjanina stają się duże ze zdziwienia. Wierzcie czy nie, ale takim miejscem jest właśnie kraj nad Wisłą. Oto 5 polskich dziwactw, z którymi nie mogę przejść do porządku dziennego, mimo że mieszkam w Polsce od czasów zamierzchłych, czyli przedunijnych.
1. Boziu, widzisz, a nie grzmisz
2. Savoir-vivre w windzie
„Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica” – mawiano za Sowietów. Powiedzenie to jednak miało niewiele wspólnego z realnym wyobrażeniem Rosjan o mieszkańcach Polski. Polak za Bugiem był i jest okazem zamorskim, przybyszem z zachodniego świata, który z uprzejmościami jest za pan brat. Zawsze mówi „proszę”, w sklepie „dzień dobry”, a w windzie … „dziękuję”. Za każdym razem, gdy słyszę podziękowania za wspólną podróż windą, mój mózg wysyła sygnał „error”. – Dziękuję? Ale za co? – nie ustaję dręczyć swoich polskich przyjaciół. – Bo tak – odpowiadają jedni. – A kto go wie – próbują pozbyć się mnie inni.
3. Drapieżny jak Polak
4. Świętować studniówkę zimą, to tak jak przyrządzać wigilijne potrawy w lipcu
5. A masz pan w mordę, czyli jak Polacy świętują Dzień Niepodległości
Napisz do autorki: nino.dzikija@natemat.pl