Na Placu Solidarności w grudniu odbyła się manifestacja w obronie Trybunału Konstytucyjnego.
Na Placu Solidarności w grudniu odbyła się manifestacja w obronie Trybunału Konstytucyjnego. Fot. Rafał Malko/Agencja Gazeta

Radni Prawa i Sprawiedliwości z Gdańska chcą zakazu organizowania pikiet politycznych na Placu Solidarności. Napisali w tej sprawie list do wiceministra kultury by objął ochroną to wyjątkowe dla polskiej historii miejsce. Ostatnio w tym miejscu swój wiec zorganizował Komitet Obrony Demokracji.

REKLAMA
Z inicjatywą wystąpiło Stowarzyszenie "Godność", z którym związana jest gdańska radna Anna Kołakowska, o której pisaliśmy w październiku. Wniosek organizacji poparło troje radnych Prawa i Sprawiedliwości: Łukasz Hamadyk, Jaromir Falandysz oraz właśnie Anna Kołakowska.
logo
Jednym z postulatów sierpniowych było upamiętnienie ofiar kul milicyjnych z grudnia '70. fot. Fundacja Gdańska
O czym jest mowa w liście? Stowarzyszenie oraz rajcy chcieliby by Plac Solidarności był otoczony szczególną ochroną. By w miejscu, które jest naznaczone historią, nie odbywały się manifestacje polityczne. Plac miałby objąć swoją opieką wiceminister kultury i poseł PiS Jarosław Sellin i jedyne zgromadzenia na nim organizowane nawiązywałyby do "Solidarności" i obchodów kolejnych rocznic.
Miejsce uświęcone krwią Polaków
Plac znajduje się pod historyczną bramą nr. 2 Stoczni Gdańskiej. Jego centralnym punktem jest Pomnik Poległych Stoczniowców. Monument, zaprojektowany przez Roberta Pelplińskiego, upamiętnia ofiary grudnia '70. Jego wybudowanie było jednym z postulatów strajkującej 10 lat później Stoczni Gdańskiej.
W 1981 roku olbrzymie wrażenie robiły na świecie zdjęcia czołgów w cieniu potężnych, smukłych i niewzruszonych krzyży. Pod tym właśnie monumentem klęczał w 1987 roku papież Jan Paweł II otoczony tłumem milczącej i odwróconej plecami publiki, będącej w rzeczywistości funkcjonariuszami bezpieki i milicji.
logo
Władza nie mogła zburzyć raz ustawionych krzyży. W stanie wojennym podczas państwowych świąt bezpieczeństwa pilnowała - często nieskutecznie - milicja. Na zdjęciu manifestacja 1 maja 1982 r. NN/ IPN oddział w Gdańsku
Sygnatariusze listu przypominają, że: "Jest to miejsce szczególne, uświęcone krwią Polaków poległych." Przypominają, że podobne zdanie miał prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, gdy przeciwko przyjmowaniu imigrantów chciał protestować ONR. Wtedy pochodzący z PO włodarz miasta argumentował, że plac Solidarności powinien być wyłączony z bieżącej gry politycznej. Radykalna prawica przyznała rację Adamowiczowi i przeniosła pikietę pod pomnik Neptuna na Głównym Mieście. Inne manifestacje, w tym te przeciwko PO, na Placu Solidarności się jednak odbywały.
Jeden z sygnatariuszy listu, radny Gdańska Łukasz Hamandyk, w rozmowie z naTemat wyjaśnił swoje motywacje.
Łukasz Hamadyk

Podpisałem się pod listem nie tylko jako radny, ale syn opozycjonisty, który nie dalej w grudniu 2015 roku został oznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności od Prezydenta RP. Widziałem tam wielu działaczy z tamtych lat, ich działania w tamtych czasach stoją ze sprzecznością z happeningami - mówi radny - Zresztą aby uprzedzić hejt pragnę przypomnieć, że to nic nowego bo kilka miesięcy temu Prezydenta Miasta Paweł Adamowicz mówił to samo, gdy prosił organizatorów ONR o zmianę miejsca swojego spotkania i tak się stało, marsz ostatecznie została przeniesiony pod pomnik Neptuna, aby to wyważyć pragnę przypomnieć, że organizatorzy marszu KOD także to widzą, co ja szanuję, że to może nie to miejsce i kolejne marsze odbywają się także pod Neptunem.

Radny podkreślił też, że list miał przede wszystkim wywołać dyskusję. Rzeczywiście, wśród lokalnych polityków i aktywistów jest szeroko komentowany. Jedni podkreślają, że rzeczywiście dochodzi do wykorzystywania tragicznej historii do uprawiania polityki, inni są zdania, że "Solidarność" walczyła m.in. po to by ludzie mogli korzystać z wolności. Zarzucają też, że ruch radnych PiS to zemsta za manifestację KOD.
Zorganizują manifę
Tego zdania są m.in. aktywiści ruchów miejskich i społecznicy. Chcą nawet na Placu Solidarności urządzić coroczną manifę środowisk feministycznych.
- Propozycja radnych PiS jest sprzeczna z prawem o zgromadzeniach. Każdy ma prawo zwołać takie zgromadzenie na otwartym placu "w celu wspólnego wyrażenia stanowiska w sprawach publicznych". Mamy nadzieję, że minister Sellin odrzuci ten wniosek, bo ogranicza on konstytucyjne prawa - mówi Lidka Makowska, współorganizatorka manify i aktywistka miejska.
Feministki są również oburzone zawartymi w liście insynuacjami o promocji przez nie mordu nienarodzonych dzieci. Zdaniem działaczek takie słowa to nadużycie.
Lidia Makowska

Radni PiS pragną zawłaszczyć element dziedzictwa Solidarności '80, którą wówczas tworzyło 10 milionów Polek i Polaków. Nie można na to pozwolić, jak i na to, by zabieg aborcji nazywać "„mordowaniem nienarodzonych dzieci”. To jest narracja części fundamentalistów katolickich, którzy wychodzą z założenia, że życie ludzkie zaczyna się w chwili zapłodnienia komórki jajowej. Większość społeczeństwa nie podziela tego poglądu, o czym świadczy skala podziemia aborcyjnego w Polsce, szacowanego na 150-200 tys. zabiegów rocznie.

Okazuje się jednak, że list może mieć wartość tylko symboliczną. Urzędnicy nie widzą bowiem możliwości wprowadzenia zakazu manifestacji właśnie w tym miejscu.
Antoni Pawlak
rzecznik prezydenta Gdańska, były opozycjonista

Po pierwsze na zakaz manifestacji w jakimś miejscu nie pozwala ustawa o zgromadzeniach. A to obowiązujące prawo. Chyba że coś się ostatniej nocy w sejmie zadziało. Po drugie, jestem o tym głęboko przekonany, zakaz taki byłby niekonstytucyjny. Po trzecie wreszcie jakoś do tej pory radnym nie przeszkadzały upolitycznione manifestacje w tym miejscu. Tyle tylko, że były one skierowane przeciwko Platformie Obywatelskiej, więc były ok. A to, że radni w tej sprawie piszą do ministra? Każdy może pisać do ministra.

Zapytaliśmy też o opinię znanego gdańskiego historyka, który nie chciał psuć sobie relacji ani z miastem, ani z ministerstwem. Anonimowo powiedział, że jego zdaniem uszanowanie Placu Solidarności jest bardzo ważne, ale nie powinno być obwarowane prawnie. Organizatorzy pikiet powinni sami zadawać sobie pytanie, czy tematyka wystąpienia licuje z miejscem historycznym jakim są okolice Pomnika Poległych Stoczniowców.

Napisz do autora: piotr.celej@natemat.pl