
Radni Prawa i Sprawiedliwości z Gdańska chcą zakazu organizowania pikiet politycznych na Placu Solidarności. Napisali w tej sprawie list do wiceministra kultury by objął ochroną to wyjątkowe dla polskiej historii miejsce. Ostatnio w tym miejscu swój wiec zorganizował Komitet Obrony Demokracji.
Plac znajduje się pod historyczną bramą nr. 2 Stoczni Gdańskiej. Jego centralnym punktem jest Pomnik Poległych Stoczniowców. Monument, zaprojektowany przez Roberta Pelplińskiego, upamiętnia ofiary grudnia '70. Jego wybudowanie było jednym z postulatów strajkującej 10 lat później Stoczni Gdańskiej.
Podpisałem się pod listem nie tylko jako radny, ale syn opozycjonisty, który nie dalej w grudniu 2015 roku został oznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności od Prezydenta RP. Widziałem tam wielu działaczy z tamtych lat, ich działania w tamtych czasach stoją ze sprzecznością z happeningami - mówi radny - Zresztą aby uprzedzić hejt pragnę przypomnieć, że to nic nowego bo kilka miesięcy temu Prezydenta Miasta Paweł Adamowicz mówił to samo, gdy prosił organizatorów ONR o zmianę miejsca swojego spotkania i tak się stało, marsz ostatecznie została przeniesiony pod pomnik Neptuna, aby to wyważyć pragnę przypomnieć, że organizatorzy marszu KOD także to widzą, co ja szanuję, że to może nie to miejsce i kolejne marsze odbywają się także pod Neptunem.
Tego zdania są m.in. aktywiści ruchów miejskich i społecznicy. Chcą nawet na Placu Solidarności urządzić coroczną manifę środowisk feministycznych.
Radni PiS pragną zawłaszczyć element dziedzictwa Solidarności '80, którą wówczas tworzyło 10 milionów Polek i Polaków. Nie można na to pozwolić, jak i na to, by zabieg aborcji nazywać "„mordowaniem nienarodzonych dzieci”. To jest narracja części fundamentalistów katolickich, którzy wychodzą z założenia, że życie ludzkie zaczyna się w chwili zapłodnienia komórki jajowej. Większość społeczeństwa nie podziela tego poglądu, o czym świadczy skala podziemia aborcyjnego w Polsce, szacowanego na 150-200 tys. zabiegów rocznie.
Po pierwsze na zakaz manifestacji w jakimś miejscu nie pozwala ustawa o zgromadzeniach. A to obowiązujące prawo. Chyba że coś się ostatniej nocy w sejmie zadziało. Po drugie, jestem o tym głęboko przekonany, zakaz taki byłby niekonstytucyjny. Po trzecie wreszcie jakoś do tej pory radnym nie przeszkadzały upolitycznione manifestacje w tym miejscu. Tyle tylko, że były one skierowane przeciwko Platformie Obywatelskiej, więc były ok. A to, że radni w tej sprawie piszą do ministra? Każdy może pisać do ministra.
Napisz do autora: piotr.celej@natemat.pl
