
Szef KE Jean-Claude Juncker przeprowadził rozmowy z poszczególnymi komisarzami UE w sprawie Polski. Okazuje się, że uruchomieniu procedury monitorowania praworządności w naszym kraju nie sprzeciwiał się także komisarz z Węgier. Czy PiS powinien czuć się oszukany? Niekoniecznie. Polityk Fideszu nigdy im bowiem nie obiecywał, że nie poprze I fazy procedury.
REKLAMA
Jeszcze przed debatą Komisji politycy PiS wydawali się być spokojni. Sam szef KE Jeane Claude Juncker miał podkreślić, że KE zależy na dobrych relacjach z Polską i nieoficjalnie nie zgadza się na wszczęcie procedury kontroli praworządności w Polsce. Temu procesowi miał się przeciwstawić także biorący udział w debacie Tibor Navracsics, komisarz z Węgier.
Z wypowiedzi polityka Fideszu wynika jednak, że miał jedynie na na myśli sprzeciw wobec sankcji ze strony UE. – Musimy najpierw zaznajomić się z tym, co się dzieje w Polsce – powiedział Navracsics. A właśnie na tym, czyli na ocenie sytuacji, polega I faza wszczętej procedury. Wynika więc z tego, że słowa Navracsicsa mogły zostać niewłaściwie odebrane przez tych, którzy wierzyli, że zablokuje on wszelkie decyzje w tej sprawie. Polityk mówił po prostu, że KE ma obecnie za mało danych aby wszczynać procedurę.
Możliwe więc, że Komisja przychyliła się do sugestii Węgra uznając że najpierw musi zebrać i przeanalizować informacje o sytuacji w Polsce. Tak czy inaczej podjęta dziś w Brukseli decyzja mieściła się najwidoczniej w granicach, które Navracsics był w stanie zaakceptować.
Napisz do autora: adam.gaafar@natemat.pl
