
Człowiek Roku, według tygodnika "Wprost" naturalnie, ma już dosyć ataków. Tych, którzy wychodzą na ulice, zaciekłych krytykantów i hejterów wszelkiej maści, potomków ludzi, o których lepiej milczeć. Ale nawet perfidne praktyki rodem z epoki słusznie minionej, które ponoć mają miejsce, Jarosław Kaczyński... przetrzyma.
Niegroźne mu rzekome ataki jak za "twardego stalinizmu", inspirowane i dokonywane wprost choćby przez Komitet Obrony Demokracji. Już raz Prezes o demokrację zabiegał. Było mu nieco łatwiej - lata 80. to już chwiejący się gliniany kolos, nieuchronny upadek Związku Sowieckiego. Na szczęście nie udzielał się w czasach Bieruta, do których dziś nawiązuje. Ta wpędzała do grobu nawet największych niezłomnych.
Mamy dziś rzecz jasna inną Polskę. Demokratycznie (godne podkreślenia) wybrana władza, utożsamiana przez wielu z Kaczyńskim właśnie, mówi tak: "nasze zwycięstwo wywołało atak. Hejt. Ten atak jest bardzo potężny, przybrał już charakter międzynarodowy". Częściowo racja. Tylko dlatego, że krytyka opozycji, mniej czy bardziej mądra (pomijając tę kwestię) jest w zupełności normalna. Obywatele patrzą władzy na ręce? Sól demokracji. Hejterów nie uniknie nikt, nawet Kaczyński. Gdzie tu spisek? Ano tu:
To uderzenie jest bardzo charakterystyczne. Jest związane z tym, co bardzo niedobre i tragiczne. [Metody ataku przypominają] czas stalinizmu. Tego twardego stalinizmu, niezmoderowanego przez wydarzenia z 1956 r. Ten podział Polski na część całkowicie dobrą i całkowicie złą. To odmawianie tej „złej” stronie jakichkolwiek praw, posługiwanie się pomówieniem… to nic innego, jak właśnie to. Jeśli przyjrzeć się mentorom tych atakujących, takim mentorom czasem w drugim czy trzecim pokoleniu, to wtedy bardzo łatwo to odnaleźć. Wystarczy zajrzeć do różnego rodzaju słowników, encyklopedii. I wszystko jest wprost opisane.
XX-wieczne totalitaryzmy były największym złem w polskich dziejach. Nawet jednak z tą wiedzą Polacy żyją dziś w dwóch różnych rzeczywistościach. Z jednej strony - dobra zmiana. Wszystko, co inne, ma być spuścizną złych wzorców. Wiadomo, "komuna". Zadziwiająco szybko można dziś wskazać wroga, wykryć zdradę, obnażyć spisek i Targowicę. Jak łatwo "czytać" przeszłość. Albo biel, albo czerń. Jedna wersja historii. Nikt nie sili się na dyskusję o odcieniach szarości...
Osądzać zbrodniarzy i dekomunizować - to jedno. Umyślnie dzielić obywateli niepodległego kraju ze względu na polityczną afiliację - drugie. Wyjątkowo niepojęte. Kalać kogoś za to, że krytykuje? Osądzać, a samemu widzieć się w roli ofiary? Jak za dawnych lat. Robić obywatelom wodę z mózgów.
Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl
