Jarosław Kaczyński o krytyce rządu: "metody ataku przypominają czas stalinizmu".
Jarosław Kaczyński o krytyce rządu: "metody ataku przypominają czas stalinizmu". Fot. Marcin Kucewicz / Agencja Gazeta

Człowiek Roku, według tygodnika "Wprost" naturalnie, ma już dosyć ataków. Tych, którzy wychodzą na ulice, zaciekłych krytykantów i hejterów wszelkiej maści, potomków ludzi, o których lepiej milczeć. Ale nawet perfidne praktyki rodem z epoki słusznie minionej, które ponoć mają miejsce, Jarosław Kaczyński... przetrzyma.

REKLAMA
Nowy-stary wróg
Niegroźne mu rzekome ataki jak za "twardego stalinizmu", inspirowane i dokonywane wprost choćby przez Komitet Obrony Demokracji. Już raz Prezes o demokrację zabiegał. Było mu nieco łatwiej - lata 80. to już chwiejący się gliniany kolos, nieuchronny upadek Związku Sowieckiego. Na szczęście nie udzielał się w czasach Bieruta, do których dziś nawiązuje. Ta wpędzała do grobu nawet największych niezłomnych.
Teraz idzie nowy wróg - tak twierdzi lider PiS. Do głosu dochodzą dzieci i wnukowie osób, którzy w różnym stopniu odpowiadali za represje w niezwykle mrocznych czasach. Wtedy, po zakończeniu II wojny światowej, stalinowscy siepacze (czyli, jak można wywnioskować, krewni dzisiejszych KOD-owców) gnębili opozycję nie tylko słowem, ale i czynem. Tysiące żołnierzy KBW, funkcjonariuszy MO i UB, wspieranych przez tłum enkawudzistów, urządzały polowania na kontynuatorów dzieła "zaplutych karłów reakcji". Likwidowali, wsadzali do więzień, wyrywali paznokcie. Wieszali lub strzelali w potylicę. Jak w Katyniu.
Chwalić albo milczeć!
Mamy dziś rzecz jasna inną Polskę. Demokratycznie (godne podkreślenia) wybrana władza, utożsamiana przez wielu z Kaczyńskim właśnie, mówi tak: "nasze zwycięstwo wywołało atak. Hejt. Ten atak jest bardzo potężny, przybrał już charakter międzynarodowy". Częściowo racja. Tylko dlatego, że krytyka opozycji, mniej czy bardziej mądra (pomijając tę kwestię) jest w zupełności normalna. Obywatele patrzą władzy na ręce? Sól demokracji. Hejterów nie uniknie nikt, nawet Kaczyński. Gdzie tu spisek? Ano tu:
Jarosław Kaczyński na gali tygodnika "Wprost"

To uderzenie jest bardzo charakterystyczne. Jest związane z tym, co bardzo niedobre i tragiczne. [Metody ataku przypominają] czas stalinizmu. Tego twardego stalinizmu, niezmoderowanego przez wydarzenia z 1956 r. Ten podział Polski na część całkowicie dobrą i całkowicie złą. To odmawianie tej „złej” stronie jakichkolwiek praw, posługiwanie się pomówieniem… to nic innego, jak właśnie to. Jeśli przyjrzeć się mentorom tych atakujących, takim mentorom czasem w drugim czy trzecim pokoleniu, to wtedy bardzo łatwo to odnaleźć. Wystarczy zajrzeć do różnego rodzaju słowników, encyklopedii. I wszystko jest wprost opisane.

"Ten podział Polski na część całkowicie dobrą i całkowicie złą. To odmawianie tej 'złej' stronie jakichkolwiek praw, posługiwanie się pomówieniem". Bardzo osobliwe spostrzeżenie. Problem w tym, że "druga strona" widzi to zupełnie podobnie. Chce poszanowania prawa i spokoju od pomówień. Dostrzega retorykę władzy, z repertuaru sprzed kilkudziesięciu lat. A nade wszystko wskazuje na rosnący kult jednostki.
Targowica Panie!
XX-wieczne totalitaryzmy były największym złem w polskich dziejach. Nawet jednak z tą wiedzą Polacy żyją dziś w dwóch różnych rzeczywistościach. Z jednej strony - dobra zmiana. Wszystko, co inne, ma być spuścizną złych wzorców. Wiadomo, "komuna". Zadziwiająco szybko można dziś wskazać wroga, wykryć zdradę, obnażyć spisek i Targowicę. Jak łatwo "czytać" przeszłość. Albo biel, albo czerń. Jedna wersja historii. Nikt nie sili się na dyskusję o odcieniach szarości...
Niektórzy jednak już tłumaczą, że zdanie o "stalinizmie" - wyrwane z kontekstu. Że różnica między "mieć" a "przypominać" jest znacząca. Rzeczywiście. Sugestia była jednak jasna. Klarowna i wręcz obrzydliwa. Owszem, dzielenie na dobrych i złych znamy z historii. Gnębienie "wrogów ludu" - już to przerobiliśmy. Ale zaraz... Dziś wskazuje się palcem ponownie. Pod dyktando bieżącej polityki.
Wskazać palcem
Osądzać zbrodniarzy i dekomunizować - to jedno. Umyślnie dzielić obywateli niepodległego kraju ze względu na polityczną afiliację - drugie. Wyjątkowo niepojęte. Kalać kogoś za to, że krytykuje? Osądzać, a samemu widzieć się w roli ofiary? Jak za dawnych lat. Robić obywatelom wodę z mózgów.
Gdyby tak za towarzysza Bieruta można było otwarcie wyrazić własne zdanie... Wszak Prezes przekonuje, że to "coś" wraca, te wyjątkowo złe nawyki. To znaczy, że kiedyś było przynajmniej podobnie. Bliżej nieokreślone "stalinowskie metody", od których jeży się włos na głowie, a które pozostawiły "strzępy" z wielu prawdziwie bohaterskich Polaków, ponoć zyskują drugie życie.
Dziś mówi się nam, że Polska jest wspaniała, tylko obywatele niegodni. Że lepiej będzie w kraju, w którym nie ma miejsca na "dziadków z Wehrmachtu", tych rzeczywistych i tych wymyślonych. Na wszystkich, którzy muszą zapłacić za błędy swych krewnych. Na tych, którzy krytykują, a Bieruta mają za plecami. Niechby więc każdy zlustrował swych przodków. Polska dopiero hejtem spłynie.

Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl