
Zaledwie kilka tygodni trwało moralne zwycięstwo urzędników nad plagą tzw. umów śmieciowych. Ledwo udało się je ozusować i uzgodnić najniższą stawkę - 12 zł za godzinę, a prawnicy podtykają biznesowi nowy sposób na tanie zatrudnianie. Co powiecie na cywilny kontrakt ze sprzątaczką, ochroniarzem, hydraulikiem?
Teraz jednak nadchodzi era kontraktów w najmniej opłacanych stanowiskach. Będą kontrakty na sprzątanie, na pisanie na komputerze oraz odbieranie telefonów, a także podawanie dań do stolika w restauracji czy na naprawę cieknących kolanek w łazience. W ten sposób część pracodawców będzie chciała obejść przepisy, które miały skłonić ich do zatrudniania na etat albo zapłacenia minimalnej stawki 12 złotych za godzinę.
Jeżeli dwie strony współpracują ze sobą na zasadzie równorzędności, to nie powinno się im narzucać warunków współpracy. Kiedy jedna strona zamawia wykonanie jakiejkolwiek pracy (np. naprawa sprzętu, sprzątanie biura), to ustala z drugą stroną cenę za wykonanie tej pracy w całości, a następnie sprawdza jej jakość w ramach czynności starannego działania, a nie kontroluje czasu poświęconego na jej wykonanie.
Teraz trwają testy jak jeszcze bardziej uatrakcyjnić kontrakty. Najlepiej byłoby, gdyby dało się obejść składki ZUS. Jak twierdzą prawnicy sprzątaczka na jednym kontrakcie musiałaby płacić ZUS, ale jeśli podpisze kilka kontraktów płaciłaby składki tylko od jednej umowy, a nie od wartości wszystkich kontraktów. To duży plus. Również prawo do 26 urlopu daje się swobodnie opisać kontraktem. Jeśli ktoś zarabia np. sto złotych dziennie to do sumy rocznego wynagrodzenia z tytułu kontraktu dolicza 2600 złotych. Kiedy tylko chce korzysta z wolnego, bez konsekwencji finansowych.
Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl
