Będziesz miał problemy z wymówieniem nazwy tego samochodu, ale lepiej ją zapamiętaj – Hyundai Tucson

Hyundai Tucson w najbogatszej wersji. Fot. naTemat
W tym segmencie konkurencja jest spora. Polacy wyjątkowo chętnie sięgają po SUV-y, które na przestrzeni kilku ostatnich lat dosłownie zalały polskie ulice. Hyundai Tucson może nie być jeszcze znany szerszej publiczności, ale gdy usłyszy się ix35 już zaczyna coś świtać, prawda? To ten sam model, który od 2015 roku funkcjonuje na świecie już pod ujednoliconą nazwą. Lepiej ją zapamiętajcie, bo przy poszukiwaniach własnego SUV-a, Tucson powinien być obowiązkową pozycją do sprawdzenia.


Poprosiłem losowo kilkoro znajomych o to, by wymienili kilka popularnych SUV-ów, które w pierwszej chwili przychodzą im na myśl. I choć jest to jeden z najpopularniejszych modeli Hyundaia, ani stara, ani nowa nazwa Tucsona w tym miniteście nie padła. Nie jest tak, że Tucson/ix35 to jakiś SUV-owy kopciuszek. Hyundai w Europie sprzedał już ponad 1,2 mln SUV-ów, więc w tym segmencie trzyma się nieźle! Mimo to, można założyć, że dla potencjalnych kierowców SUV-ów, nie byłby to pierwszy wybór. Dlatego tym fajniej robić test, mogąc zwrócić uwagę na model, który zdecydowanie jest godny uwagi.
Tucsona można pomylić z jego większym i starszym bratem, czyli Hyundaiem Santa Fe. Jak w normalnej rodzinie, jeden drugiego się nie wyprze. Santa Fe jest co prawda modelem większym, ale wizualnie i stylistycznie bardzo podobnym. Zwłaszcza z przodu. Nie oznacza to, że Tucson jest mały. Od strony wizualnej wydaje się całkiem potężny, a to za sprawką wspomnianego przed chwilą przodu, gdzie czeka sporych rozmiarów heksagonalny grill oraz specjalnie ukształtowany przedni zderzak. Z drugiej strony mamy z kolei do czynienia z „szerokim tyłkiem”. Samo auto jest nieco dłuższe, szersze i niższe od swojego poprzednika. Całość jest proporcjonalna, muskularna i miła dla oka.
Jedną z największych zalet tego modelu jest fakt, że Tucson jako Tucson (nie ix35) jest na polskich drogach modelem stosunkowo nowym. Dla wszystkich, którzy lubią się wyróżniać nie tylko wielkością, to ciekawa alternatywa. Na tle dobrze znanych modeli z tego segmentu, Tucson jest prawdziwym powiewem świeżości. I w to grono wchodzi bez kompleksów. Uwagę zwróci nie tylko swoimi kształtami i wykonaniem, ale i faktem, że w końcu jedzie tu coś innego.
Poza masywną sylwetką jest kilka mrugnięć oka do tych, którzy szukają bardziej drapieżnego pierwiastka. To między innymi nawet 19-calowe aluminiowe felgi, tylny spoiler z wmontowanym światłem stop, płetwa rekina, chromowane listwy szybach czy podwójny wydech.
Tucson pozytywne wrażenie kontynuuje także wewnątrz, choć tutaj dostajemy raczej już dobry standard znany także u konkurencji. Pierwsze wspomnienie z wnętrza to… praktyczność.
Poza tradycyjnym schowkiem pomiędzy fotelami oraz miejscem na kawę czy butelki, dostajemy dwie podręczne miejscówki na klucze oraz telefon. Ta druga jest sporej wielkości, w dobrym miejscu (tuż nad skrzynią) w otoczeniu wyjść 12-voltowych, AUX czy USB. Dobrze, że nie zdecydowano się chować ich po schowkach, ale wrzucić w łatwo dostępnym miejscu. Swojego rodzaju nowością jest także miejsce np. na gazety/dokumenty przy lewym kolanie pasażera. Nie tak często spotykanym rozwiązaniem jest również wysuwane z klapki przeciwsłonecznej przedłużenie, które wydłuża ją o kilkanaście centymetrów.
Przestrzeni jest sporo na każdym miejscu, więc nawet stosunkowo wysokie osoby nie będą miały problemów z komfortem podroży. Jasne wnętrze przeplatane sporą ilością niebieskich podświetleń wygląda ładnie, ale jego spora część jest twarda i plastikowa. Miękkich fragmentów jest mniej niż można by się spodziewać.
Dużo jest za to różnego rodzaju przycisków. Zarówno tych od podstawowych funkcji jak nawiew, jak i tych bardziej zaawansowanych np. kontroli systemów bezpieczeństwa, asystentów parkowania, zablokowania osi, czy podgrzewania kierownicy oraz foteli. Nie tylko tych z przodu, ale również z tyłu. W tej części czeka na nas też 513-litrowy bagażnik (już mogli to zaokrąglić), którego ciekawostką jest sposób otwierania. Nie ma tutaj znanego już otwarcia po machnięciu nogą, ale klapa otwiera się automatycznie w momencie gdy znajdujemy się z kluczykiem przez 3 sekundy w jej pobliżu. Niestety to raczej gadżet, bo grube ubrania czasami potrafią skutecznie zakłócić sygnał.
177-konny silnik benzynowy o pojemności 1,6l to jedna z czterech jednostek, jakie producent wrzuca pod maskę Tucsona. Do wyboru są dwie benzyny i dwa diesle: 1,6 GDI (132KM), 1.6 T-GDI (177 KM), 1.7 CRDI (115KM) i 2.0 CRDI (136 lub 185KM).


Napisałbym, że wrażenia z jazdy są poprawne, ale może to nadać trochę negatywnego wydźwięku. Tymczasem samochód prowadziło się naprawdę dobrze, ale bez żadnych skoków w jedną (dobrą) czy drugą (złą) stronę. Komfort podróży jest wysoki od pierwszych km/h za sprawą mocno wyciszonego wnętrza, gdzie co jakiś czas słychać tylko dźwięk fajnie „podpuszczanego” pedałem gazu benzyniaka.

„Na papierze” do setki rozpędzamy się w nieco ponad 9 sekund, ale wewnątrz ma się wrażenie, że dzieje się to nieco szybciej. Jest dynamicznie, ale to wrażenie może być już inne przy słabszych jednostkach. Po tygodniu jazdy po mieście z okazyjnymi wypadami na trasę, komputer pokładowy pokazywał spalanie na poziomie 11l/100km.
Samochód mimo muskularnej sylwetki nie jest ociężały, a sam układ kierowniczy jest bardzo czuły. Kliknięcie sportowego trybu jazdy sprawi, że poza szybciej redukującą skrzynią biegów oraz większą czułością na reakcje kierowcy, kierownica nieco się usztywni. Nad tym wszystkim czuwa dwusprzęgłowa, 7-stopniowa automatyczna skrzynia biegów. Dzięki niej udaje się wyeliminować szarpnięcia czy mniej płynne przerzucanie biegów. Te zrzuca bardzo szybko i sprawnie, że kierowcy właściwie nie chce się przechodzić na ich ręczne zmienianie za pomocą dźwigni.
Rozpiętość cenowa jest spora. W cenniku widać, że za Tucsona będziemy musieli wyłożyć od 84 tys. zł za wersję podstawową do nawet 169 tys. zł za najbogatszy i najmocniejszy pakiet. W tym drugim pewnie osobiście bym się nie zdecydował, szukając za tą cenę czegoś innego, może nawet z klasy wyżej. Ale przecież zostaje jeszcze kilkadziesiąt tysięcy zł manewru w „dół” i tutaj już jest zdecydowanie atrakcyjniej. Zwłaszcza, że Tucson nie tylko przyjemnie wygląda, ale i tak samo się prowadzi.
Aha, pamiętajcie, że jeśli będziecie szukać tego modelu, pytajcie nie o „taksona” ani „tuksona”. Poprawna nazwa tego modelu to „tusson”. Też się za pierwszym razem przejechałem.