
ABW intensywnie szuka osobowych źródeł informacji, czyli tajnych współpracowników, którzy mieliby im pomóc w infiltrowaniu środowisk antyfaszystowskich. Kandydatów werbują m.in. spośród uczestników manifestacji. Najbardziej interesują agentów osoby, które są w ciężkiej sytuacji finansowej, gdyż można je skusić wysokim honorarium lub spłatą długów. Znajome metody?
Funkcjonariusze służb zdają się stosować iście makiaweliczne metody. Jedna z anonimowych uczestniczek dorocznych manifestacji "Razem przeciwko nacjonalizmowi" opowiada, że agenci starali się ją zwerbować gdy, odbierała dziecko z przedszkola.
Funkcjonariusze znali sporo szczegółów z życia kobiety. Wiedzieli, że jest samotną matką i boryka się z kłopotami finansowymi. Wiedzieli też, że ma do spłacenia kredyt, który zaciągnęła ze swoim byłym partnerem. – Nie obawia się pani o swoje dziecko? – miał zapytać jeden z agentów po kolejnej odmowie. Kobieta uznała tę sugestię za groźbę, choć funkcjonariusze cały czas powtarzali, że chcą tylko "pomóc".
Uczestniczka antyfaszystowskiej demonstracji okazała się nieugięta, więc służby zapukały do drzwi jej byłego chłopaka. Można przypuszczać, że agenci będą próbowali skusić go do współpracy, używając podobnych argumentów. źródło: "Gazeta Wyborcza"
Napisz do autora: adam.gaafar@natemat.pl
