"Jak się zarobiło, to trzeba umieć to wydać". 5 typów polskich milionerów

Victoria Wejchert, czyli najmłodsza polska milionerka, jest głównym udziałowcem funduszu obracającego kapitałem rzędu 350 mln zł.
Victoria Wejchert, czyli najmłodsza polska milionerka, jest głównym udziałowcem funduszu obracającego kapitałem rzędu 350 mln zł. YouTube.com/Polska Rada Biznesu
Są tacy, którzy gotowi są zapłacić, aby tam się nie znaleźć. Dla niektórych bohaterów to towarzyska zabawa, okazja do pokazania, co potrafili zbudować z niczego. Jeszcze inni mają kłopot z wytłumaczeniem, czy dadzą sobie radę z wyceną towarzyszącą nazwisku. Miesięcznik Forbes właśnie opublikował nową edycję listy 100 najbogatszych Polaków – oto pięć typów polskich milionerów.


1. Żyjący z odsetek
Może robić co chce, gdzie chce i nie przejmować się ile wyniesie rachunek. Takie bajkowe życie wiedzie Egdar Łukasiewicz, 23-letni syn i jedyny spadkobierca zmarłego w 2004 r. Mariusza Łukasiewicza, twórcy Lukas Banku i Eurobanku. W najnowszym zestawieniu najbogatszych Polaków znajduje się na 45. miejscu z majątkiem wycenianym na 630 mln. To wartość środków finansowych – akcji, obligacji i lokat gotówkowych jakimi dysponuje spółka Look Finansowanie Inwestycji. Majątek ten pochodzi ze sprzedaży Lukas Banku zagranicznemu bankowi Crédit Agricole, zaś Eurobank trafił w ręce Société Générale. Finansami spółki zarządza m.in Janusz Pajka, były współpracownik nieżyjącego bankiera, a przede wszystkim przyjaciel rodziny.


Rodzina i współpracownicy ojca otoczyli Edgara szczelnym kordonem. Młody milioner nie udziela wywiadów, w gruncie rzeczy nie wiadomo, czym się zajmuje. Gdyby chciał przeznaczyć na życie roczny zysk własnej machiny finansowej jego kieszonkowe wyniosłoby ponad milion. złotych miesięcznie.


Victoria Wejchert zaledwie kilka lat temu skończyła zarządzanie oraz antropologię na Uniwersytecie Cambridge, a już jest nazywana najmłodszą polską milionerką. Wspólnie z grupą inwestorów stworzyła fundusz inwestycyjny Capital36 FIZ, którego wartość to 300-350 mln zł. Źródłem jego kapitału są aktywa odziedziczone po śmierci w 2009 r. ojca "Vicky", współwłaściciela ITI Jana Wejcherta. Pierwsza inwestycja funduszu to sieć klinik kardiologicznych Allenort. W informacjach prasowych Wejchert zapowiada kolejne inwestycje w spółki z branży gastronomicznej i logistycznej.


Wraz z innymi 20-, 30-letnimi milionerami nie udowodnili jeszcze, że na własny rachunek potrafią zarabiać miliony. Dlatego media zastanawiają się, czy bogate dzieci będą trwonić rodzinne fortuny niczym siostry Paris i Nicky Hilton.
2. O taaaki jestem bogaty
Wydawałoby się, że Polacy mają problem z opowiadaniem o własnych sukcesach finansowych. Błąd. Bogaci lubią się pochwalić. – Coście najlepszego zrobili – mówi prawnik i przewodniczący rady nadzorczej spółki należącej do jednego z bohaterów listy najbogatszych Polaków. Tak protestował przeciwko wycenie majątku jego szefa opiewającej na 800 mln złotych. Za nisko!!! Problem jednak w tym, że przedsiębiorca od lat ukrywał dane o swoim biznesie handlowym. Zyski i przychody przepływały przez zagraniczne spółki. Nikt nie wiedział, ile może być warty jego majątek. Aż wreszcie biznesmen postanowił zainwestować oficjalnie w Polsce. – Bylibyśmy zainteresowani wejściem na listę najbogatszych, ale nie z 800 milionami, tylko co najmniej półtora dużej bańki. Od razu w pierwszej dziesiątce – dodał przedstawiciel firmy. Faktycznie jest już na tej pozycji.

– Czy w tym roku przebiję Leszka Czarneckiego? – pytał autorów rankingu najbogatszych Polaków jeden z jego z bohaterów. – Nie? To proszę notować. Media pisały, że posiadam wakacyjny dom we Włoszech. To nie jest jakiś tam domek, ale rezydencja. Kupiłem go w promocji od francuskiego bankruta. Po remoncie wyceniam ją na 20 mln euro. Nieruchomości w Polsce to ok. 70 mln, nie będę się spowiadał z każdej kamieniczki. Z biznesu handlowego mam 500 mln złotych wpływów rocznie oraz spory zysk. To, powinno wystarczyć – kończy wyliczankę.
3. Bogaci dzięki skarpecie
Obok milionerów chwalipiętów, są ci żyjący niezwykle skromnie. Teoretycznie stać ich na jedzenie w najdroższych restauracjach, ale kupują kiełbaskę w kiosku BratWurst w Galerii Mokotów. Na kawę ze swoimi menedżerami umawiają się w Starbucksie. Mogliby chodzić w skrojonych na miarę garniturach Tomasza Ossolińskiego, ale wolą te z seryjnej kolekcji Vistuli po poprawkach krawieckich.

Gdybyście na ulicy zobaczyli Piotra Nowaka, założyciela firmy Nazwa.pl (wyceniana na 200 mln zł) powiedzielibyście, że jest taki, jak jego nazwisko – zupełnie przeciętny Polak. Do Warszawy przyjeżdża pociągiem, nosi przeciętny bury sweter, zwykłe spodnie i buty, na ręce ma nierobiący wrażenia zegarek nieokreślonej marki. – Nawet jak zarobiłem pierwszy milion, to nie kupiłem sportowego samochodu, apartamentu, ani nie przepuściłem tych pieniędzy na inne zbytki, tylko cegiełka po cegiełce inwestowałem w firmę. Tak pozostało do dziś – tłumaczy w rozmowie z naTemat 40-letni milioner.

Nie jest dla mnie problemem kromka chleba, ale zwalczam u siebie wszelkie ciągoty do snobizmu. Nie spędzam wakacji w modnych kurortach. W tym roku byłem na Tahiti: hotel wcale nie pięcio-, tylko czterogwiazdkowy, codziennie nurkowanie. Zamknąłem się w 10 tys. złotych. Małe zakupy robię w sklepiku osiedlowym pod domem. A duże w galerii handlowej. Mam taki luksus, że nie muszę oglądać cen w supermarkecie.

"Niewydawanie" ciężko zarobionych pieniędzy to styl życia trafnie sportretowany w badaniach firmy doradczej EY. Połowa polskich milionerów oszczędza na usługach pomocy domowej, nie zatrudnia niani do dzieci, robi zakupy osobiście w najbliższym osiedlowym sklepie, a nawet sprząta dom. Szok!
4. Zapracowani, czyli od nędzy do "piniendzy"
Na zachodzie większość postaci list najbogatszych to dzieci lub wnuki założycieli biznesów. W Polsce liczna grupa to bohaterowie historii od zera do milionera. Wielu pracuje na dwa, trzy etaty. Profesor Janusz Filipiak, prezes Comarch (branża IT) to jeden z najlepiej opłacanych polskich menedżerów, ale pracuje w godzinach 6 rano do 22. "Najczęściej 80 godzin tygodniowo. Siedem dni w tygodniu, w soboty i niedziele w południe zamiast spotkań biznesowych załatwiam sprawy osobiste. Mniej więcej 30 proc. czasu w ciągu roku spędzam w Polsce, 30proc. w Szwajcarii, a 40proc. w międzynarodowych podróżach służbowych – zwierzał się w naTemat najbogatszy polski profesor.
5. Królowie życia
– Trumny nie mają kieszeni. Jeśli człowiek potrafił zarobić pieniądze to trzeba też umieć je wydać. Bo jeśli nie umie się wydawać to po co zarabiać – opowiadał z rozbrajającą szczerością Józef Wojciechowski, założyciel i główny akcjonariusz JW Construction jednej z największych firm. Zgodnie z jego dewizą milioner powinien dysponować porządnym samochodem, aby wygodnie dojeżdżać na spotkania biznesowe. Tam, gdzie nie ma dróg, można dolecieć samolotem czy śmigłowcem. Z kolei tam, gdzie nie da się wylądować czy jeździć przydaje się jacht. I oto obowiązkowy zestaw gadżetów człowieka interesów.

Wojciechowski zwierzał się też dziennikarzom, że stara się zwolnić tempo pracy w biznesie, by korzystać z życia – ma 67 lat. Codziennie wstaje o 6 rano by ćwiczyć z trenerem. Co drugi dzień gra w tenisa 1,5 godziny. Kiedy się zdenerwuje zamiast po pigułkę, sięga po kij do golfa i na biurowym zestawie wbija kilka piłeczek do dołka. – To daje mi energię do pracy – mówi.
Poza tym jak najczęściej stara się pływać na własnym jachcie. Opłynął całe wschodnie wybrzeże USA. Potem przez kilka sezonów cieszył się wyprawami po Morzu Śródziemnym. Ostatnio "parkuje statek na Bahamach".

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl