
Nagroda Solidarności im. Lecha Wałęsy jest wręczana od dwóch lat, a znaczna jej część jest przeznaczana na realizację programów pomocowych (dotychczas m.in. dla krymskich Tatarów czy ofiar "Czarnego Czwartku" na Majdanie). Minister spraw zagranicznych na razie nie wie, co dalej z nagrodą, ale w PiS już pojawiają się głosy, by odebrać byłemu prezydentowi patronat nad nią.
REKLAMA
Nagrodę Solidarności im. Lecha Wałęsy ustanowiono w 2014 roku. Wtedy jako pierwsi informowaliśmy, że zostanie ona wręczona w 25. rocznicę pierwszych częściowo wolnych wyborów.
Milczące ministerstwo
Pierwszym laureatem nagrody został lider krymskich Tatarów Mustafa Dżemilew. Jak informuje strona MSZ dostał 250 tysięcy euro, do tego 50 tysięcy złotych przeznaczono na podróż studyjną do Polski wybranej przez niego grupy rodaków. Trzecia część nagrody to 700 tysięcy euro, które zostały wydane na wybrane przez laureata projekty rozwojowe. Razem więc pula nagród to milion euro.
Pierwszym laureatem nagrody został lider krymskich Tatarów Mustafa Dżemilew. Jak informuje strona MSZ dostał 250 tysięcy euro, do tego 50 tysięcy złotych przeznaczono na podróż studyjną do Polski wybranej przez niego grupy rodaków. Trzecia część nagrody to 700 tysięcy euro, które zostały wydane na wybrane przez laureata projekty rozwojowe. Razem więc pula nagród to milion euro.
Rok później nagrodę otrzymała Żanna Niemcowa, rosyjska dziennikarka opozycyjna. Kto będzie laureatem w 2016 roku? Nie wiadomo, czy nagroda w ogóle zostanie wręczona. O jej los spytałem Ministerstwo Spraw Zagranicznych. I to nie teraz oraz nie wtedy, gdy ujawniono treść teczek Kiszczaka, ale w ogóle jeszcze zanim pojawiła się informacja o tym, że takie teczki istnieją.
Minister nie wie
Mail do Biura Prasowego MSZ wysłałem dokładnie 4 lutego. Pomimo wielokrotnych pytań i przekroczenia standardowego terminu 14 dni nie doczekałem się odpowiedzi na pytania. Dlatego pojechałem na konferencję szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego, który w piątek podsumowywał 100 dni urzędowania. I stał się cud. Już w tramwaju dostałem maila z Biura Prasowego resortu, po 22 dniach. Pozwolę sobie zacytować całą jego treść.
Mail do Biura Prasowego MSZ wysłałem dokładnie 4 lutego. Pomimo wielokrotnych pytań i przekroczenia standardowego terminu 14 dni nie doczekałem się odpowiedzi na pytania. Dlatego pojechałem na konferencję szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego, który w piątek podsumowywał 100 dni urzędowania. I stał się cud. Już w tramwaju dostałem maila z Biura Prasowego resortu, po 22 dniach. Pozwolę sobie zacytować całą jego treść.
Równie oszczędny w słowach był sam minister Waszczykowski, kiedy spytałem go o przyszłość nagrody. – Odpowiem krótko: jeszcze nie wiem – stwierdził polityk. Dopytywany, kiedy możemy się spodziewać więcej szczegółów sparafrazował słynny żart Waldemara Pawlaka i odpowiedział "jak wrócę z Kielc" (w oryginale Pawlak zapowiedział podpisanie rozporządzenia po powrocie z Radomia, a dopytywany przez dziennikarzy kiedy się tam wybiera, odparł, że na razie wcale).
PiS przeciw Wałęsie
Na razie więc MSZ milczy, bo sytuacja jest dla niego niewygodna. Ale mówią posłowie PiS z Komisji spraw zagranicznych. – Stawianie Lecha Wałęsy jako bohatera w jakiejkolwiek sprawie jest szkodliwe – ocenia Michał Dworczyk, poseł PiS i członek Komisji spraw zagranicznych.
Na razie więc MSZ milczy, bo sytuacja jest dla niego niewygodna. Ale mówią posłowie PiS z Komisji spraw zagranicznych. – Stawianie Lecha Wałęsy jako bohatera w jakiejkolwiek sprawie jest szkodliwe – ocenia Michał Dworczyk, poseł PiS i członek Komisji spraw zagranicznych.
– Po pierwsze to krzywdzące dla osób, które się nie ugięły, choć były poddane naciskom. Po drugie to zamazywanie prawdy historycznej i mącenie ludziom w głowach, bo jeżeli z osób, które na to nie zasługują, chcemy zrobić wzór, to zacierają się granice dobra i zła. Funkcją takich nagród jest promowanie osób niezłomnych – dodaje polityk.
Nagroda tak, ale bez Wałęsy
Podobnego zdania jest Przemysław Czarnecki, wiceprzewodniczący Komisji spraw zagranicznych. – Sama idea nagradzania osób walczących o wolność i demokrację jest jak najbardziej słuszna, ale w świetle ostatnich wydarzeń nie jest słuszny patronat Lecha Wałęsy – ocenia poseł PiS. Dodaje, że jednym z rozwiązań byłoby po prostu zrezygnowanie z patrona.
Podobnego zdania jest Przemysław Czarnecki, wiceprzewodniczący Komisji spraw zagranicznych. – Sama idea nagradzania osób walczących o wolność i demokrację jest jak najbardziej słuszna, ale w świetle ostatnich wydarzeń nie jest słuszny patronat Lecha Wałęsy – ocenia poseł PiS. Dodaje, że jednym z rozwiązań byłoby po prostu zrezygnowanie z patrona.
– Ale przecież "Solidarność" to ruch, w którym działało 10 milionów ludzi, można spróbować. znaleźć lepszych patronów. Choć oczywiście faktem jest, że Lech Wałęsa jest najbardziej rozpoznawalną, szczególnie za granicą, osobą tworzącą ten ruch. Sądzę jednak, że budowanie pomników za życia nie jest odpowiednie. Być może to ono jest powodem tego, że Lech Wałęsa zachowuje się dzisiaj tak, jak się zachowuje – ocenia poseł Czarnecki.
Kto zamiast Wałęsy?
Kiedy pytam o innego patrona, polityk PiS właściwie bez zastanowienia wysuwa kandydaturę Anna Walentynowicz. – Nikt z działających w "Solidarności" złego słowa o niej nie powie – wskazuje. Na razie jednak sugeruje Waszczykowskiemu, by po prostu zrezygnować z patrona.
Kiedy pytam o innego patrona, polityk PiS właściwie bez zastanowienia wysuwa kandydaturę Anna Walentynowicz. – Nikt z działających w "Solidarności" złego słowa o niej nie powie – wskazuje. Na razie jednak sugeruje Waszczykowskiemu, by po prostu zrezygnować z patrona.
Nie wszyscy mają tak zdecydowane zdanie na ten temat. – Być może salomonowym rozwiązaniem byłoby, gdyby nagroda była przyznawana przez Instytut Lecha Walesy? – zastanawia się Krzysztof Łapiński, rzecznik kampanii parlamentarnej PiS, dzisiaj poseł z Komisji spraw zagranicznych. – Pozwoliłoby to uniknąć w przyszłości jakichś zgrzytów i uwolnić tę nagrodę od bieżącej polityki. Przecież decyzja o przyznawaniu nagrody w obecnym kształcie została podjęta przez ministra Sikorskiego, i też można w tamtej decyzji doszukiwać się kontekstów politycznych – wskazuje poseł PiS.
Plan Kaczyńskiego
– Dla jednych Lech Wałęsa jest bohaterem, dla innych postacią kontrowersyjną. Kiedy ludzie są podzieleni tak jak dzisiaj, to jeśli się usunie imię Lecha Wałęsy, to stwierdzą, że to decyzja polityczna. Z kolei inni będą niezadowoleni z utrzymania patrona. Nie ma wyjścia, które zadowoli wszystkich. Na pewno MSZ ma twardy orzech do zgryzienia. Ale jak już dwukrotnie tę nagrodę przyznano, to już nie powinno się przy niej mieszać? – proponuje ostrożnie Łapiński.
– Dla jednych Lech Wałęsa jest bohaterem, dla innych postacią kontrowersyjną. Kiedy ludzie są podzieleni tak jak dzisiaj, to jeśli się usunie imię Lecha Wałęsy, to stwierdzą, że to decyzja polityczna. Z kolei inni będą niezadowoleni z utrzymania patrona. Nie ma wyjścia, które zadowoli wszystkich. Na pewno MSZ ma twardy orzech do zgryzienia. Ale jak już dwukrotnie tę nagrodę przyznano, to już nie powinno się przy niej mieszać? – proponuje ostrożnie Łapiński.
Jednak tak wyważone stanowisko pewnie nie spodoba się wyborcom PiS i kierownictwu partii. Bo przecież nie po to przystąpiono do zmasowanej operacji niszczenia osiągnięć Lecha Wałęsy, by za kilka miesięcy wręczać nagrodę jego imienia finansowaną z budżetu państwa. A tym samym stracimy świetne narzędzie do robienia dobrych rzeczy i umacniania pozytywnego wizerunku Polski wśród naszych partnerów.
Konkretna pomoc
– Zostały wydane dopiero środki z pierwszej edycji nagrody, to około 2,8 mln zł – relacjonuje Bartosz Piechowicz z Fundacji Solidarności Międzynarodowej, który zajmuje się realizacją programów pomocowych w ramach środków z Nagrody Solidarności. – Pieniądze wydano na projekty dotyczące Ukrainy, głównie Krymu, wsparcie rodzin ofiar walki o niepodległość Ukrainy. Otrzymało ją 217 rodzin – relacjonuje nasz rozmówca.
– Zostały wydane dopiero środki z pierwszej edycji nagrody, to około 2,8 mln zł – relacjonuje Bartosz Piechowicz z Fundacji Solidarności Międzynarodowej, który zajmuje się realizacją programów pomocowych w ramach środków z Nagrody Solidarności. – Pieniądze wydano na projekty dotyczące Ukrainy, głównie Krymu, wsparcie rodzin ofiar walki o niepodległość Ukrainy. Otrzymało ją 217 rodzin – relacjonuje nasz rozmówca.
Ale pomoc dostało więcej osób. – Około 800 tys. zł wydano na wsparcie redakcji zajmujących się Krymem, na przykład tych, które musiały uciekać z Krymu i straciły sprzęt. Razem to kilkanaście redakcji i kilkudziesięciu dziennikarzy. Był też projekt monitoringu naruszeń praw człowieka na Krymie i w Donbasie – dodaje Bartosz Piechowicz.
Chaos PiS
– W tym roku dopiero zamierzamy uruchomić konkursy. Zgodnie z wolą laureatki będzie to wsparcie niezależnych mediów rosyjskojęzycznych, wsparcie rodzin Niebiańskiej Sotni (czyli poległych w "Czarny Czwartek" na kijowskim Majdanie) oraz wsparcie ośrodków edukacyjnych na Ukrainie, które kształcą migrantów wewnętrznych – uciekinierów z Donbasu – wylicza rozmówca naTemat.
Chaos PiS
– W tym roku dopiero zamierzamy uruchomić konkursy. Zgodnie z wolą laureatki będzie to wsparcie niezależnych mediów rosyjskojęzycznych, wsparcie rodzin Niebiańskiej Sotni (czyli poległych w "Czarny Czwartek" na kijowskim Majdanie) oraz wsparcie ośrodków edukacyjnych na Ukrainie, które kształcą migrantów wewnętrznych – uciekinierów z Donbasu – wylicza rozmówca naTemat.
Nie wiadomo, czy w tym roku nagroda zostanie wręczona. Jeśli tak, to nie wiadomo przez kogo (Wałęsa był nie tylko patronem, lecz także przewodniczącym Kapituły) i czy zostanie utrzymana wysokość gratyfikacji finansowej. Nie wiadomo też, czy uda się wręczyć nagrodę w kolejną rocznicę wyborów z 1989 roku. Mamy więc kolejny przykład tego, jak napędzane niechęcią (czy wręcz nienawiścią) PiS wprowadza chaos i naraża na szwank nasz wizerunek wśród zagranicznych partnerów.
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
