Prawicowcy z Krakowa chcą dochodzenia w sprawie spektaklu "Neomonachomachia"
Prawicowcy z Krakowa chcą dochodzenia w sprawie spektaklu "Neomonachomachia" Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta

Na celowniku krakowskich prawicowców znalazł się spektakl satyryczny "Neomonachomachia". Twierdzą oni, że przedstawienie obraża uczucia religijne oraz patriotyczne. Sprawę zbada teraz prokuratura. Jedną z 6 osób, które zgłosiły doniesienie był Ryszard Kapuściński – radny PiS i szef Klubów „Gazety Polskiej”.

REKLAMA
Lawirujemy w tym przypadku między słowami, które nie mieszczą się w sztywnych ramach ustawodawczych. Z jednej strony Konstytucja RP gwarantuje wolność i ochronę uczuć religijnych, z drugiej – sztuka i artyzm wymagają wolności i swobody wypowiedzi. O ile spektakl nie ma zatem na celu agitacji i przekonywania do ideologii uznawanych przez polskie prawo za zbrodnicze, wszelkie zarzuty pod adresem inscenizacji teatralnej wydają się karkołomne i bezzasadne.
Po doniesieniu krakowskich prawicowców prokuratura postanowiła zbadać jednak sprawę pewnej sztuki. Scenarzysta Bronisław Maj oraz reżyser Jerzy Zoń zostali przesłuchani w sprawie spektaklu "Neomonachomachia", która została wystawiona przez Teatr KTO na Rynku Głównym w Krakowie na początku października zeszłego roku w ramach Nocy Poezji.
Osoby, które złożyły doniesienie powołują się na art. 257 kodeksu karnego. Brzmi on następująco:
Art. 257 kodeksu karnego

Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Scenarzysta i reżyser byli pytani m.in. o intencje wystawienia sztuki. – W mieście Jana Pawła II wystawiono widowisko, w którym pohańbiono to, co dla nas najdroższe – Boga, honor i ojczyznę – mówił tuż po spektaklu Ryszard Kapuściński.
Twórcy są zaskoczeni całym zamieszaniem. Odpierają zarzuty tłumacząc, że "Neomonachomachia" to satyra, w której bronione są wartości nadużywane przez uczestników sceny politycznej. – Trzeba nie mieć poczucia humoru, żeby tak odebrać spektakl. Nie o obrazę uczuć tu chodzi, ale o zbijanie politycznego kapitału – mówi Jerzy Zoń.

Napisz do autora: adam.gaafar@natemat.pl