
Kto ma prawo prosić innych o pomoc? Czy wystarczy zachorować na śmiertelną chorobę, aby wzbudzić współczucie? Nie w Polsce. Po apelu Olgi Sipowicz, w którym artystka prosi o pomoc w zbiórce pieniędzy na drogie leki, internauci odpowiadają: Stać ją, niech sama sobie kupi. I oto cała prawda o kato-miłosiernym narodzie.
Mniemanie Polaków o samych sobie jest tak wielkie, że gliniane nogi naszej moralności czasem tego nie wytrzymują. Uwielbiamy szczycić się tym, jakim jesteśmy wielkim, ważnym i przede wszystkim katolickim narodem. Aby nikt nie miał co do tego żadnych wątpliwości, na każdym kroku podkreślamy bohaterów przeszłości i naszą niezłomną tożsamość narodową. Ale gdy tylko przychodzi nam zmierzyć się z potrzebami żyjącego obok nas, konkretnego człowieka, odwracamy swoją dumną twarz, a czasem nawet kopniemy leżącego.
Od kilku dni w mediach krąży informacja o prezesie drukarni, który w mailu do matki niepełnosprawnego dziecka pokazał tę gorszą, polską twarz. Uzasadniając, dlaczego nie wydrukuje jej ulotek z prośbą o pomoc dla dziecka po obniżonej cenie, postanowił uderzyć w nią personalnie. Matce chorej 4-latki napisał: "Nie nam oceniać sens płodzenia takich dzieci". Więcej o sprawie można przeczytać tutaj.
Jeszcze większym potencjałem do hejtu cieszy się prośba chorej na raka jajników Olgi Sipowicz, której miesięczny koszt leczenia wynosi 24 tys. zł. Skąd hejt? Przede wszystkim, w oczach przeciętnego Polaka Kora musi być bogata, a 24 tys. to dla niej nic. Jeśli prosi o pomoc, znaczy że po prostu chce zaoszczędzić, woli dostać, niż wydać.


Kora odniosła się do kosztów swojego leczenia i tłumaczy, że nawet gdyby sprzedała wszystkie rzeczy które posiada, to wystarczyłoby jej na kilka miesięcy terapii.
Olga Sipowicz
Mimo to, pod naszym tekstem "Nazywam się Olga Sipowicz, jestem piosenkarką". Kora prosi o wsparcie" rozgorzała dyskusja. – Z wielkim szacunkiem, ale Pani nie jest sama, funkcjonuje Pani na tyle dobrze, że może Pani sama zarobić na leki – pisze pani Lidia.
Niektórzy twitterowicze nie mogą Korze darować prośby o pomoc. Niejaki Marek Bojczenko pisze, iż "Kora nie ma na leki. zaraz zrobią koncerty, zrzutki, a samotna emerytka umiera w ciszy". Ale komentarzy jest więcej:
Przypomnijmy, że Kora zamieściła na swoim profilu na Facebooku link do strony Fundacji ALIVIA. Jak dowiadujemy się u jej przedstawicieli, odzew na ten apel jest dość duży. – Zwracają się ludzie chętni pomóc finansowo, ale też tacy, którzy przekazują dobre słowa lub porady – mówi naTemat Jadwiga Chojecka z Alivii.
Jadwiga Chojecka
ALIVIA - FUNDACJA ONKOLOGICZNA OSÓB MŁODYCH
To nie pierwszy raz, kiedy hejterzy wykorzystują chorobę artystki jako pretekst do ataku. Gdy informacje na temat stanu jej zdrowia przedostały się do mediów, Internet aż kipiał od obelżywych wpisów pod adresem wokalistki. Kora była wówczas w zbyt ciężkim stanie, aby ją o nich informować. Rozmawiałem wówczas z mężem Kory – Kamilem Sipowiczem, który odniósł się do wpisów internautów.
Oczywiście nie wszyscy zareagowali w ten sam sposób. Kora ma na szczęście nie tylko wielu przyjaciół, ale przede wszystkim rzeszę oddanych fanów. Teraz, gdy artystka walczy o własne zdrowie i życie mają okazję, by odwdzięczyć się za czterdzieści lat jej pracy artystycznej.
Jedna z czytelniczek podkreśla, że w obliczu raka nie ma znaczenia kim jesteśmy – małym dzieckiem czy piosenkarką. – Rak nie wybiera. Strasznie mi wstyd za to żałosne podejście, za to jak małostkowi jesteście, ograniczeni wręcz płytcy w swoich sądach. Ja przybijam i chętnie pomogę. Kora trzymam kciuki! – pisze Natalia.
Komentarz internauty
O pomoc dla Kory apelują między innymi Zbigniew Hołdys, Janusz Palikot czy Marek Borowski. Chęć pomocy zadeklarowali też muzycy grający muzykę disco polo – np. zespół Weekend.
Niezależnie od tego, czy Kora jest bogata czy nie, naród bez wątpienia jest biedny. Dużo mamy w sobie przede wszystkim dumy (głównie z osiągnięć przodków, a nie swoich), przekonania o własnej wyjątkowości i wspaniałości. My zawsze byliśmy tymi, którzy ratowali i byli krzywdzeni przez innych - tego rodzaju myślenia mamy w nadmiarze. Tylko w kwestii empatii wciąż pojawiają się jakieś deficyty.
Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl
