
Czytelnictwo nigdy nie miało się gorzej – faktem jest, że praktycznie nie czytamy. Ministerstwo Kultury bije na alarm: 37 proc. to najsłabszy wynik po 1989 roku. Rozwiązaniem problemu ma być – znowu – zakup nowości do bibliotek czy inwestycja w infrastrukturę tych placówek.
REKLAMA
Nie czytamy – w 2015 roku pobiliśmy niechlubny rekord. Resort kultury na tak drastyczny spadek odpowie zaś "synergią współdziałania organów rządowych". Przez kolejne cztery lata mają rozwijać czytelniczą pasję u dzieci i poszerzać o nowe tytuły biblioteczne półki. A będzie to kosztować 669 mln złotych.
Zastanawia tylko, czy ta strategia ma szansę się sprawdzić. Dotąd nie przyniosła zamierzonych efektów – jak widać, jest wręcz przeciwnie. Wspomaganie bibliotek zapewne przyciągnie, ale nie nowych czytelników. Tych trzeba zachęcić inaczej – najpierw myśląc o nich w inny sposób.
Z drugiej strony jednak może nie ma o się awanturować? Jak pisała w naTemat Dominika Majewska, czytanie nie musi być sprawą narodową, a do książki powinien zaglądać ten, kto chce.
źródło: booklips.pl
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
