
Ludwik XIV, Król-Słońce, uwielbiał rozkoszować się widokiem rodzących kobiet. Wszystko odbywało się na łóżku, ku uciesze władcy, który nie tylko uważnie śledził cały proces zza zasłony, ale nawet zabawiał się w tym czasie z dworkami. Równocześnie akuszer przeprowadzał zabieg na ślepo, ze szczelnie – jak nakazywała etyka – zawiązanymi oczami! To tylko jedna z wielu opowieści o lekarzach "od spraw żeńskich", opisanych przez Juergena Thorwalda w głośnych "Ginekologach".
Pierwszym ginekologom atakowanym przez duchownych i akuszerki, które widziały w nich zagrożenie dla swojego fachu, przyświecała tylko jedna myśl: nie wywoływać zgorszenia moralnego. Wielu wczołgiwało się na czworakach do pokoju rodzącej - nie wychylając się ponad wysokość łóżka - aby jej nie zobaczyć. Nadal praktykowali albo z zawiązanymi oczami i w zaciemnionych pomieszczeniach, albo obwiązywali sobie szyję jednym końcem kołdry jak serwetą, podczas gdy ich ramiona i dłonie pracowały pod przykryciem, a niewieście łono było chronione przed ich spojrzeniami.
Wszystkie (pacjentki - red.) mogły się uważać za szczęściary, jeżeli poród zakończył się tylko rozdarciem krocza. Gorzej było, kiedy z ran między pochwą, pęcherzem i odbytem powstawały niezamykające się przetoki. Takie kobiety, nieustannie przemoczone i zabrudzone, udręczone swoim zapachem, z wiecznym zapaleniem ud, unikane przez rodzinę i otoczenie, skazywane na samotność, wiodły żywot nie do pozazdroszczenia - obojętnie, czy były bogate, czy biedne.
