
Granice mojego języka wyznaczają granice mojego świata - powiedział austriacki filozof Ludwig Wittgenstein. Partia rządząca nie musiała tego odkrywać. Zresztą precedens już był. Żeby pójść na kompromis z Konstytucją, najpierw trzeba pójść na kompromis z językiem.
REKLAMA
Partia, która wygrała za mało
25 października 2015 roku Partia wygrała wybory, ale nie zdobyła przewagi, która umożliwiałaby jej zmianę Konstytucji RP, przyjętej w referendum w 1997 roku. To problem, bo Partia ma swój własny projekt ustawy zasadniczej, a tak będzie musiał się stosować do artykułów Konstytucji, które jej się nie podobają. Na przykład "genderowy" artykuł 33., mówiący o równości płci. Albo antydyskryminacyjny artykuł 32. W projekcie Partii te i inne fanaberie znikają.
25 października 2015 roku Partia wygrała wybory, ale nie zdobyła przewagi, która umożliwiałaby jej zmianę Konstytucji RP, przyjętej w referendum w 1997 roku. To problem, bo Partia ma swój własny projekt ustawy zasadniczej, a tak będzie musiał się stosować do artykułów Konstytucji, które jej się nie podobają. Na przykład "genderowy" artykuł 33., mówiący o równości płci. Albo antydyskryminacyjny artykuł 32. W projekcie Partii te i inne fanaberie znikają.
Na krótko przed wyborami ze strony internetowej Partii znika jej projekt konstytucyjny. Partia twierdzi, że po wyborach będzie szukać szerokiego poparcia dla zmian Konstytucji. Wynik wyborczy jednak nie pozostawia złudzeń. Partia nie ma siły pozwalającej na zmianę. Postanawia więc unieważnić Konstytucję siłą. Korzystając z zachłanności Platformy, która w czerwcu niekonstytucyjnie wybrała dodatkowych 2 sędziów do TK, ma pretekst, by rozpętać kryzys konstytucyjny, który obezwładni Trybunał stojący na straży przestrzegania Konstytucji przez Partię. Konstytucja i Trybunał są, ale jakby ich nie było. Przecież jest Partia.
Jeden Prezes, jedna Partia, jedna Władza
Po zneutralizowaniu Trybunału Partia może wszystko. Prawie wszystko. Jest jeszcze bowiem opór społeczny i opinia międzynarodowa. Ale to przecież Targowica i zagranica, zdrajcy, nie-Polacy i wichrzyciele - tak brzmi przynajmniej narracja Partii. Mimo wszystko, tysiące ludzi na ulicach i negatywne sygnały z Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych trochę drażnią Prezesa, więc Partia postanawia zorganizować sobie marsz samopoparcia, a zagranicy pokazać środkowy palec. Oczywista oczywistość - dyplomatycznie.
Po zneutralizowaniu Trybunału Partia może wszystko. Prawie wszystko. Jest jeszcze bowiem opór społeczny i opinia międzynarodowa. Ale to przecież Targowica i zagranica, zdrajcy, nie-Polacy i wichrzyciele - tak brzmi przynajmniej narracja Partii. Mimo wszystko, tysiące ludzi na ulicach i negatywne sygnały z Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych trochę drażnią Prezesa, więc Partia postanawia zorganizować sobie marsz samopoparcia, a zagranicy pokazać środkowy palec. Oczywista oczywistość - dyplomatycznie.
Własne brudy trzeba prać we własnym domu. Jeśli jakiemuś nie-Polakowi coś się nie podoba, to przecież może się poskarżyć Partii, która - jak twierdzi Prezes - nie ma z kryzysem konstytucyjnym nic a nic wspólnego. Warto rozmawiać. O ile oczywiście wszyscy pogodzą się z tym, że Partia nie opublikuje orzeczenia TK, do czego jest konstytucyjnie zobowiązana. Trzeba pójść na kompromis w sprawie Trybunału. Trzeba pójść na kompromis z Konstytucją. Trzeba uścisnąć wyciągniętą dłoń Partii.
Kompromis z logiką
Przecież już kiedyś zawarto taki kompromis. Kompromis między męską władzą świecką i kościelną, które łaskawie zgodziły się, że należy ratować życie i zdrowie kobiety przerwaniem ciąży, jeśli ta jej zagraża (no chyba, że chodzi o takie błahostki jak oślepnięcie, władzę stać na takie kobiece poświęcenie). Albo jeśli niechciana ciąża została u kobiety zapoczątkowana niechcianym penisem. Albo jeśli kobieta nosi ciężko i nieodwracalnie upośledzony płód (brak mózgu u płodu się nie kwalifikuje). Jeśli zaś tylko nie chce ciąży, to ma obowiązek kompromisowo rodzić dla narodu. Można? Można! Biskupio-poselski rozbiór macicy stał się najsławniejszym kompromisem w najnowszej historii Polski.
Przecież już kiedyś zawarto taki kompromis. Kompromis między męską władzą świecką i kościelną, które łaskawie zgodziły się, że należy ratować życie i zdrowie kobiety przerwaniem ciąży, jeśli ta jej zagraża (no chyba, że chodzi o takie błahostki jak oślepnięcie, władzę stać na takie kobiece poświęcenie). Albo jeśli niechciana ciąża została u kobiety zapoczątkowana niechcianym penisem. Albo jeśli kobieta nosi ciężko i nieodwracalnie upośledzony płód (brak mózgu u płodu się nie kwalifikuje). Jeśli zaś tylko nie chce ciąży, to ma obowiązek kompromisowo rodzić dla narodu. Można? Można! Biskupio-poselski rozbiór macicy stał się najsławniejszym kompromisem w najnowszej historii Polski.
Ponad milion podpisów pod referendum, by powstrzymać ten męski układ? Nieważne. Ostre protesty społeczne? Kogo to obchodzi. Sprzeciw Sekcji Kobiet NSZZ "Solidarność"? Rozwiązać za niemoralność. Dlaczego takiego kompromisu Partia nie mogłaby powtórzyć z Konstytucją i jej Trybunałem?
Ponad głowami społeczeństwa, tak jak wcześniej ponad głowami przypadkowych kobiet, Partia jest skłonna zawrzeć konstytucyjny kompromis, to znaczy wskazać, których artykułów Konstytucji jest skłonna przestrzegać, a które jej się nie podobają. Wszak na Partię głosowało 18 proc. uprawnionych do głosowania Polek i Polaków. Przypadkowe społeczeństwo nie stanie Partii na drodze "kompromisu konstytucyjnego", tak jak kiedyś nie przeszkodziło panom posłom i biskupom w zawarciu "kompromisu aborcyjnego".
Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl
